W Zakładzie. Lubelski Lipiec ’80

4

Recenzja gry W Zakładzie. Lubelski Lipiec ’80 pierwotnie ukazała się na blogu Prosto z pudła w formie trzyczęściowego „procesu”. Dla wygody czytelników, zamieszczamy całość w formie jednego artykułu.

Następny

3. Wyrok

Sąd zapoznał się z materiałem zebranym przez funkcjonariuszy śledczych na dwóch poprzednich rozprawach. Na podstawie portretu pamięciowego oraz oskarżenia wydany zostanie wyrok w sprawie gry „W Zakładzie. Lubelski Lipiec ’80” dostarczonej przed oblicze Sądu przez Wydawnictwo Fabryka Gier Historycznych.

„Imperialistyczny wróg kusi Cię Coca-Colą”

Nowoczesne planszówki już po otwarciu pudełka kuszą nas wyglądem. „W Zakładzie…” to gra, której wykonania nie da się jednoznacznie ocenić. Grafiki na planszy dobrze pasują do klimatu gry, która oprócz funkcji rozrywkowej ma pełnić funkcję edukacyjną. Satyryczne rysunki i lekko szarawe odcienie oddają absurd, a zarazem mrok czasów, które doprowadziły do strajków w Fabryce Samochodów Ciężarowych. Niestety grafiki na kartach mocno odstają od tej koncepcji i nie należą do ładnych. Szkoda, że nie udało się zachować jednolitego stylu.

Jeżeli chodzi o jakość komponentów Sąd zwraca uwagę na dwa aspekty działające na niekorzyść oskarżonego. Pierwszy to brak wypraski zapobiegającej powstawaniu chaosu w pudle. Drugi zarzut to grubość wykonania kart. Wiele gier przyzwyczaiło nas do tego, że karty są wykonane z dość grubej i sztywnej tektury. Wydawca „W Zakładzie…” zdecydował się na karty cienkie ale za to bardziej elastyczne. Powoduje to różne odczucia wśród graczy. Na szczęście karty nie są przez cały czas  trzymane w ręku więc o ile gracze przestrzegają przepisów BHP (graczu myj ręce!), oraz pamiętają, że gra jest dobrem wspólnym graczy to nieprędko będzie widać ślady zużycia.

„Współzawodnictwo pracy wychowuje nowego człowieka”

Sąd zapoznając się z materiałem dowodowym zebranym przez oficerów śledczych oraz innych Sędziów (recenzentów), był zaskoczony skrajnie różnymi opiniami dotyczącymi gry  „W Zakładzie. Lubelski Lipiec ’80”.

Instrukcja gry wywołała pozytywne wrażenie: dobrze napisana (dodatkowe brawa za rys historyczny!). Wydawnictwo opublikowało w sieci wideo-instrukcję za co należą się bardzo duże pochwały. Szkoda, że nie jest to standardem wśród wydawców. I wszystko zapowiadało się bardzo dobrze do pierwszej rozgrywki. Ta w czteroosobowym składzie, zakończyła się w drugiej rundzie! Przy stole przeżyliśmy szok i większości współgraczy już nie udało się namówić do drugiej partii.

Na całokształt oskarżonego (oprócz wykonania)  składa się kilka mechanizmów. Mamy do czynienia z worker placement, który pojawia się w fazie Zmian robotniczych. Bardzo ciekawe i wprowadzające negatywną interakcję, jest wprowadzenie żetonów Pracy, Bumelanctwa i karty Kierownika. Uważny gracz może wiele zyskać, stawiając w odpowiednim pomieszczeniu czarny pionek Kierownika, a sama faza inspekcji powoduje żywiołowe reakcje graczy. Są karty, które z jednej strony pozwalają reagować na to co dzieje się przy stole, z drugiej strony wprowadzają dodatkowy element losowości. I nie jest to zarzut. Tworząc grę, która ma trafić do szerokiego grona graczy, pewna dawka losowości jest wręcz wskazana.

W grze pojawia się blef. Dotyczy on nie tylko wystawiania żetonów Pracy i Bumelanctwa, ale także (a może przede wszystkim) przyjętych ról. I tutaj pojawia się problem. Większość graczy mówi o braku balansu ról, które są jednocześnie celami gry. Często mamy do czynienia z sytuacją, gdzie już w pierwszych rundach wiemy kto jaką pełni rolę. Sam mechanizm wydaje się bardzo ciekawy. Natomiast bardzo wiele zależy od tego z kim zasiądziemy do stołu. Jeżeli będą to osoby, które mają w zwyczaju szybko dążyć do celu – rozgrywka stanie się bardzo przewidująca.

Proste zasady przy sporej dawce negatywnej interakcji i konieczności kombinowania sprawiły,  że niestety, ciężko jest znaleźć docelową grupę odbiorców. Dla osób grających okazjonalnie, zrozumienie mechanizmu blefu, który zmusza dodatkowo do przeszkadzania innym (to w pierwszych turach jest nawet ważniejsze niż dążenie do własnego celu) nie jest proste i może prowadzić do zniechęcania.  Z drugiej strony, dla „geeka” pojawiające się mechanizmy mogą się okazać zbyt mało atrakcyjne.

Sędzia przyznaje, że dużym zaskoczeniem jest fakt, że zastosowanie mechanik znanych już z innych gier, może tworzyć tak specyficzne połączenie. Wielu graczy ma problem w odnalezieniu się w „W Zakładzie…”. Odbiór gry może zależeć od sposobu jej tłumaczenia (trzeba mocno podkreślić konieczność przeszkadzania innym!), oraz dostosowania się graczy do specyfiki rozgrywki.

Nauka w służbie Ludu

Ważny zadaniem jakie stawiali sobie autorzy jest przekazanie pewnych treści historycznych  Czy to się udało? Na pewno udało się zwrócić uwagę wielu osób na fakt, że strajki na Lubelszczyźnie w ogóle miały miejsce. Przedstawiając grę młodemu pokoleniu mamy okazję przemycić informacje, które przekazane są w notce historyczniej w instrukcji. Same karty głosu FSC nawiązują do części wydarzeń z tego okresu.

Znajdą się oczywiście osoby, które odejdą od gry nie wynosząc zbyt wiele z treści. Jednak jeszcze narzędzia edukacyjnego, które by trafiło do każdego odbiorcy. Tacy już jesteśmy – historia nie zawsze nas interesuje.

„Wzmożona kontrola – dźwignią społecznego zaufania”

Proces „W Zakładzie. Lubelski Lipiec ’80” nie należał do łatwych. Z jednej strony ciekawe mechanizmy, z drugiej specyfika rozgrywki w której nie każdy się odnajduje. Część komponentów wykonana dobrze, a część niestety pozostawiająca wiele do życzenia. Z jednej strony gra rodzinna, z drugiej okazuje się, ze gra wymaga naprawdę kombinowania i konieczności analizy tego co się dzieje na planszy, gdyż może się okazać, że gracze posiadające role, które związane są z torami niezadowolenia i wydajności szybko osiągną swój cel. Czy zatem warto w ogóle do niej sięgnąć?

Na pewno warto spróbować w nią zagrać przed zakupem. I ważne: dać jej więcej niż jedną szansę.  Jest to jeden z tych tytułów które zaczynają ukazywać swoją głębie w kolejnych rozgrywkach, kiedy to zauważamy, że poszczególne elementy się zazębiają, że naszym zadaniem nie jest tylko dążenie do celu, ale także przeszkadzanie. Wtedy okaże się, że przy „W Zakładzie…” można spędzić przyjemnie czas. Szkoda, że zabrakło jakiegoś mechanizmu, który uniemożliwiałby wygranie gry np. przed końcem pierwszego etapu. Zbyt szybki koniec może spowodować, że gracze uznają tytuł za całkowicie zepsuty.

Jest to pierwsza gra Wydawnictwa Fabryka Gier Historycznych. Przeprowadzony proces pozwala mieć nadzieję, że przy kolejnych grach będziemy mieli do czynienia z dobrymi lub bardzo dobrymi tytułami. Poszczególne części gry  „W Zakładzie. Lubelski Lipiec ’80”  udowodniły, że FGH nie szuka sztampowych rozwiązań typu, rzuć kostką, dobierz kartę. A mogli pójść tą łatwą drogą, bo przecież to gra edukacyjna, więc przy dobrej kampanii promocyjnej i tak część osób by ją kupiło dla dzieci i młodzieży.

Mam nadzieje, że doświadczenie związane z produkcją tego tytułu zaowocują kolejnymi, jeszcze lepszymi i bardziej dojrzałymi tytułami. W przypadku „W Zakładzie. Lubelski Lipeic ’80” Sąd ogłasza wyrok:

Uwolnić warunkowo „W Zakładzie. Lubelski Lipeic ’80” z pudła!


Czynniki łagodzące wyrok:

  • proste ale niebanalne zasady;
  • powiązanie mechaniki z tematyką historyczną;
  • aspekt edukacyjny;
  • (wredna) rola Kierownika:);
  • ukryte cele gry;
  • gra zyskuje po kilku rozgrywkach;
  • negatywna interakcja;
  • ograniczona losowość

Dowody winy:

  • grafiki na kartach akcji;
  • brak mechanizmu uniemożliwiającego zakończenie gry w pierwszych rundach;
  • gra zyskuje po kilku rozgrywkach;
  • ciężko wskazać docelową grupę odbiorców;
  • negatywna interakcja (nie zawsze pożądana w grach familijnych);
  • balans i „atrakcyjność” ról;
  • wiele zależy od tłumaczącego rozgrywkę

Dziękuję Wydawnictwu

za doprowadzenie oskarżonego przed oblicze Sądu

Następny