Sigismundus Augustus. Dei gratia Rex Poloniae

0

Recenzja gry Sigismundus Augustus pierwotnie ukazała się na blogu Prosto z pudła w formie trzyczęściowego „procesu”. Dla wygody czytelników, zamieszczamy całość w formie jednego artykułu.

Poprzedni

1. Portret pamięciowy

Wydawnictwo Fabryka Gier Historycznych obrało sobie za cel tworzenie gier poświęconych tematyce historycznej. Ich produkty, oprócz waloru ludycznego, mają mieć także walor edukacyjny. Zasiadająca na ławie oskarżonych gra, od razu wskazuje, że walor historyczny się pojawi. Wystarczy zerknąć na pudełko. Duży orzeł w koronie na czerwonym tle. Czy autorom, Adamowi Kwapińskiemu i Michałowi Sieńko, udało się połączyć i zamknąć w pudle dwa pozostałe aspekty? Na to pytanie ma odpowiedzieć rozpoczynający się proces.

Sigismundus Augustus

Sigismundus Augustus czyli Zygmunt II August. Ostatni z panujących Jagiellonów, żyjący w latach 1520-1572. Choć dla wielu pełna nazwa gry jest trudna do zapamiętania, przez co ulega wielu uproszczeniom, warto wiedzieć, że nawiązuje ona do brzmienia tytułu królewskiego, który brzmiał następująco: „Sigismundus Augustus Dei gratia rex Poloniae, magnus dux Lithuaniae, nec non terrarum Cracoviae, Sandomiriae, Siradiae, Lanciciae, Cuiaviae, Kijoviae, Russiae, Woliniae, Prussiae, Masoviae, Podlachiae, Culmensis, Elbingensis, Pomeraniae, Samogitiae, Livoniae etc. dominus et haeres”. 

Orzeł strzegący skarbu w pudle

Wysoki Sądzie. Jak już wspomniano, gracze otrzymują pudło, na którym widnieje orzeł biały w koronie na czerwonym tle. Ma ono niestandardowy jak na planszówki kształt: jest długie i płaskie. W środku znajdziemy całkiem pokaźną liczbę elementów i… wypraskę, na której brak zwracano uwagę podczas procesów innych gier FGH.

Podobnie jak w przypadku poprzednich gier FGH, za oprawę graficzną odpowiedzialne jest kilka osób. Część z nich (Igę Grygiel, Dagmarę Stefańską i Małgorzatę Śliwkę), gracze kojarzyć mogą z dwóch poprzednich gier Wydawnictwa. Pojawiają się także dwie nowe osoby: Szymon Charko i Radosław Jaszczuk.

Wysoki Sądzie. Śledczy chcieliby pokrótce omówić poszczególne komponenty zwracając uwagę na jakość ich wykonania oraz ich estetykę.

Centrum sporów – plansza

Głównym elementem, który będzie skupiał osoby zasiadające do Sigismudusa Augustusa, jest plansza. Wykonana z grubej tektury, której boki po rozłożeniu lekko odstają od powierzchni stołu. Na szczęście nie jest to znacząca wada – nie dochodziło z tego powodu do przewracania ustawionych na niej elementów.

Plansza została podzielona na kilka obszarów. Wzdłuż jej zewnętrznych krawędzi rozmieszczona została tzw. „listwa Kramera”, czyli tor punktacji. Wzdłuż dolnej krawędzi wyznaczony jest obszar, pod którym rozkładane są trzy rodzaje kart polityki. Nad nimi rozmieszczono tory poparcia sejmowego, patrząc od lewej: magnackiego, królewskiego i senackiego. Czwarty tor, polityki zagranicznej, znajduje się na górze. Po lewej i prawej stronie planszy znajdują się pola państw ościennych, na których umieszczono herb, pieczęć i ikony akcji.

Wreszcie przechodzimy do centralnego miejsca, gdzie wokół orła, znajduje się 9 pól akcji. Na tarczy każdego herbu umieszczony jest symbol akcji. Jest to także miejsce, na którym gracze będą stawiać swoich „klientów”. Natomiast na wstędze umieszczono ikonę informującą o korzyściach płynących z danego pola.

Całość tworzy naprawdę bardzo ładną planszę. Tło przypominające stary pergamin, herby, pieczęcie, ikony… Wszystkie te elementy tworzą spójną całość. Co ważne – plansza jest bardzo przejrzysta. Poszczególne jej pola nie zlewają się ze sobą a w przypadku miejsc w których wystawiane są żetony lub pionki, miejsca jest wystarczająco by pomieścić je wszystkie.

Asy z magnackiego rękawa

Wysoki Sądzie. Kolejnym ważnym elementem całości są karty. Jest ich aż 144. Podzielić je można na kilka rodzajów: karty sejmów, osobistości, żądań królewskich, rodów, przedstawicieli, urzędów senackich polityki i pomocy. Większość z nich to karty jednostronne, gdzie poszczególne typy różnią się od siebie rewersem. Karty pomocy, sejmów i urzędów senackich są dwustronne.

Choć liczba kart wydaje się duża, to niestety trzeba wspomnieć o pewnych brakach. By ułatwić graczom rozgrywkę, dołączono karty pomocy. Pięć, na których wymienione są poszczególne fazy (z jednej strony w języku polskim, z drugiej angielskim i niemieckim) oraz 15 z omówieniem poszczególnych ikon. Stanowią one 3 komplety, po jednym w każdym języku. Jest to spore utrudnienie biorąc pod uwagę, że minimalna liczba graczy to 3 osoby.

Grafiki na kartach, choć widać na nich styl malowania różnych osób, łącznie tworzą spójną całość (z pozostałymi elementami). Może niektóre nie cieszą tak oka, jak karty osobistości, za które należą się szczególne pochwały, jednak całość należy ocenić pozytywnie.

Wydawnictwo Fabryka Gier Historycznych po raz kolejny zdecydowała się na dość cienkie i elastyczne karty. Oficerowie prowadzący śledztwo ciągle nie są do końca przekonani do tego typu kart. Warto jednak pamiętać, że podczas rozgrywki, przez większość czasu, nie trzymamy ich w rękach, więc nie powinny się szybko niszczyć. Ci którzy boją się o ich trwałość mogą je dodatkowo zabezpieczyć koszulkami (wielkość kart to 58×88 mm).

Planszowa egzonumia

Wysoki Sądzie. Podczas rozgrywki w Sigismundus Augustus nie wystarczą same karty. Ważnym elementem są także różnego rodzaju żetony, które zostały odpowiednio sklasyfikowane. W pudełku znajdziemy żetony wojska (piechoty, kawalerii i artylerii), głosów, rodów, kierunków polityki zagranicznej, pierwszego gracza oraz dukatów. Wszystkie wykonane z dobrze sprasowanej tektury i estetyczne. Próba doszukiwania się w tej kategorii elementów dowodów działających na niekorzyść oskarżonego, byłaby szukaniem przysłowiowej dziury w całym.

Nagły zwrot w historii

Miłośników historii, a jak się za chwilę okaże nie tylko ich, może zaskoczyć fakt, że w grze pojawia się silny akcent azjatycki. Otóż na terytorium Zygmunta Augusta wkraczają klienci (pionki) i kostki, których korzeni większość osób doszukuje się w Chinach! W jednych budzą one skojarzenie z grą „Chińczyk”, w innych z tanimi wyrobami importowanymi z odległej Azji… Jeżeli chodzi o wykonanie, jest to na szczęście największy z zarzutów. Choć wydaje się błahy, to strasznie kłóci się z estetyką pozostałych elementów. Jeżeli pionki są jedynie wisienką na torcie, to w tym wypadku ta wiśnia jest zgniła…

Disce puer latine…

Wysoki Sądzie. Tym co wzbudza w wielu osobach zdziwienie, jest tytuł gry. Sigismundus Augustus. Dei gratia Rex PoloniaeZaintrygować może zarówno użycie łaciny, jak i jego długość. Jednak trzeba przyznać, że zabieg ten, odbiegający od kanonów marketingowych (gdyż dużo łatwiej byłoby zapamiętać nazwę „Zygmunt August”!) nie jest nieuzasadniony. Wydawnictwo FGH przygotowało grę na rynek międzynarodowy. Język ten obecnie uznawana przez większość za wymarły i mało kto się nim posługuje, jednak budzi wiele historycznych skojarzeń. Pozwoliła na stworzenie tytułu, który może być przyjęty zarówno w Polsce jak i krajach niemiecko- i angielskojęzycznych.

Łacina jest jednym z elementów, które budują klimat gry. Nawet jeżeli w trakcie rozgrywki gracze dla wygody nazwy urzędów senackich i państw ościennych wymawiają po polsku, to pierwsze wrażenie (w tym wypadku pozytywne) pozostaje.

Wydanie międzynarodowe pociągnęło za sobą konieczność stworzenia rozbudowanej ikonografii. Jest ona czytelna i intuicyjna, jednak wymaga zapoznania się z każdym z symboli. Jako pomoc miały służyć dołączone karty. Jest ich 5 i stanowią zaledwie jeden komplet. Gdy do stołu zasiadają osoby pierwszy raz grające stwarza to spore zamieszanie. Dlatego już przed pierwszą rozgrywką warto pobrać z sieci karty pomocy w formacie A4, stworzone przez FGH po premierze gry na prośbę graczy i wydrukować ich 5 kompletów. Szkoda, że od razu nie zdecydowano się na zastąpienie kilku małych kart jedną zbiorczą.

Podręcznik bycia magnatem

Wysoki Sądzie. Oficerowie śledczy chcą jeszcze zwrócić uwagę na niezwykle ważny element jakim jest instrukcja. To ona wprowadza nas w tajniki rozgrywki i to ona może nas do niej skutecznie zachęcić lub zniechęcić.

W przypadku Sigismundus Agustus ten element jest prawdziwą piętą achillesową. Całość, w trzech językach została spisana na 23 stronach. 7 stron reguł początkowo jest pozytywnym zaskoczeniem, jak na grę kierowaną dla bardziej zaawansowanych odbiorców. Jednak ich lektura nie należy do przyjemnych. Zdaniem oficerów śledczych mało kto, po pierwszym przeczytaniu zasad, będzie w stanie rozpocząć rozgrywkę.

Wśród mankamentów można wymienić m.in. brak ilustracji pokazującej rozłożone elementy, brak odniesień do ikonografii, czy też słabo wyjaśniona kwestia „kolejności inicjatywy”. Pytań podczas lektury (i rozgrywki) rodzi się sporo, o czym świadczy choćby wątek na forum gry-planszowe.pl.

Sąd dziękuję za przedstawienie zebranego materiału dowodowego. Podczas kolejnej rozprawy przedstawiona zostanie mechanika gry Sigismundus Augustus.

Poprzedni