Poniższy artykuł pierwotnie ukazał się na blogu Pirat na planszy, który stał się częścią portalu Przystanek Planszówka

Nie ma co się czarować razem z Lady J. jesteśmy łasuchami, uwielbiamy niezdrowe słodycze i wcinamy je na potęgę, co jest przecież takie pirackie 😉 Uśmiechnięty księżyc na mej twarzy się pojawił, gdy zobaczyłem w pudle od wydawnictwa Egmont, jakieś pralinki wciśnięte gdzieś na samym dnie. Wyglądały tak pysznie i zachęcająco ale to Lady J. mnie uprzedziła, pudełko Czekoladek wyrwała i natychmiast rozpakowała. Kilka kolejnych godzin to już było głowy łamanie, bo czekoladki, jak się okazało nie do jedzenia były, a do logicznego myślenia nas zmusiły.

Co w ładowni?

Bombonierka zawitała do naszej kajuty w kartonowym, kolorowym pudełku, które kryje w sobie plastikową wypraskę z pysznościami. Samo kartonowe pudełko niestety nie należy do tych pancernych i szybko mogą pojawić się naderwania w miejscu gdzie otwieramy pudło, bądź załamania, gdy będziecie na nie układać inne gry planszowe. W środku zaś mamy planszę z otworami w których powkładane są czekoladki, których jakość wykonania to ekstraklasa. Zdjęcia wykonane mym marnym łapaczem obrazów nie mają szans ukazać Wam, jak świetnie prezentują się te czekoladki. Dostajemy również kolorowe kartonowe znaczniki, które będą wykorzystywane podczas rozwiązywania zadań oraz świetnie wydaną instrukcję wraz zadaniami do wykonania. Instrukcja na wzór notesu na spirali z kartkami wykonanymi z grubego lakierowanego papieru. Bardzo dobra robota. Wszystko to możemy nosić w przewiewnym 🙂 woreczku, który również dostajemy w pakiecie przy czym dla każdego pedanta nie będzie to najlepsze rozwiązanie.

Jak tym pływać i jaki kurs?

Czekoladki to przedstawiciel jednoosobowych gier logicznych z serii Thinkfun, które na nasz rynek trafiają za pośrednictwem wydawnictwa Egmont.  Zasady wydają się naprawdę banalne, bowiem chodzi o to, że mamy na naszej planszy ułożyć kompilację czekoladek. Plansza składa się z 9 pól (3×3), a zadań jest 40. Zadania podzielone zostały na cztery poziomy trudności od „początkującego” do „eksperta”, a dodatkowo dostajemy wskazówki, które z kolejnym poziomem trudności stają się być coraz bardziej skąpe. Wszystko pięknie i prosto. W praktyce okazało się tak, że zblokowało mnie na dobre i nie mogłem zrozumieć, co ja właściwie mam zrobić 🙂 Patrzę na wskazówki i myślę sobie, co jest? Mam ułożyć czekoladki w taki sposób, jak na wskazówkach, czy jak? O co chodzi? Wyszedł z pirata brak orientacji przestrzennej i zrozumienia zasad 🙂 Wskazówki w swojej naturze mają to, że ukazują nam tylko skrawek rozwiązania, a nie całe. Na planszy musimy ułożyć wszystkie 9 czekoladek, czego zrozumienie zajęło mi kilka dobrych chwil 🙂 Lady J. robiła kolejne zadania, a ja patrzyłem i nadal myślałem sobie: „o co tu chodzi?” ale jak pirat ma zrozumieć inżyniera budowlańca w sukience? 😉

Sytuację w ułożeniu układu ratują żetony pomocnicze, które w pierwszych krokach, a następnie już na wyższych poziomach okazują się być naprawdę przydatne, bo każda zagadka ma tylko jedne prawidłowe rozwiązanie, a dojście do niego bywa czasami frustrujące.

Do abordażu, czy na dno?

Czekoladki są bardzo dobrym przedstawicielem swojego gatunku. Pięknie wydane i zmuszające do logicznego myślenia oraz kojarzenia kilku elementów wskazówek z orientacją przestrzenną ich umieszczenia na planszy. Jednak pomimo tego, że jestem miłośnikiem słodyczy i ostatecznie czekoladki bardzo nam się spodobały, to okazało się, że przypadłość piracka w zrozumieniu i połączeniu wszystkich elementów niezbędnych do rozwiązania zagadek nie dotyczy tylko mnie, co uważam za minus tej gry. Zdarzało się tak, że gdy dawałem znajomym zagrać nie tłumacząc im zasad to nie wiedzieli, jak się za to zabrać i co właściwie mają zrobić. Część z nich trzymała się również sztywno wskazówek nie przyjmując, że umieszczenie elementów na wskazówce nie zawsze jest w tym samym miejscu na planszy. Może to wszystko powodować, że początkujący gracze zniechęcą się do tego tytułu. Gdy jednak trudność pierwszych kroków zostanie przełamana gra wciąga i chce się rozwiązywać kolejne zadania, które z czasem nie okazują się takie straszne i trudne. Dlatego namawiam do dawkowania sobie czekoladek, bo naprawdę są wyborne w smaku i szkoda skonsumować całe pudełko w ciągu jednego wieczornego spotkania. Chciałoby się tylko aby zamiast kartonowego pudełka, Czekoladki pakowane były w metalowe pudełeczko z wiekiem otwieranym do góry. Ach te słodycze 😉

Tekst i zdjęcia: Pirat Cristobal

Dane techniczne łajby
nazwa: Czekoladki
ładowność: 1 pirat (ale nic nie stoi na przeszkodzie aby wspólnie z wybranką serca łamać sobie głowę 😉
wiek pirata: od 8 lat
czas rejsu:  łamiesz głowę ile tylko chcesz
stocznia PL: Egmont


Za przekazanie łajby dla wydawnictwa Egmont dziękuję i do pływania na ich łajbach nawołuję!

 

PRZEGLĄD RECENZJI
Ocena
9
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykuł303 – recenzja
Następny artykułKaraluchy na pokładzie!
Rach, ciach, trach! W pierwszej kolejności pudła z karciankami i kośćmi plądruje, bo szybkiej konfrontacji ciągle poszukuje i nad wyraz miłuje. Wytchnienia w rodzinnej kooperacji szuka, gdzie wspólnie z Lady J. i Małym Piratem przygody przeżywają i złym lordom brzydkie gęby obijają.