Bumerang

0

Recenzja gry Bumerang pierwotnie ukazała się w trzech częściach. Dla wygody czytelników, zamieszczamy całość w formie jednego artykułu.

Poprzedni

1. Europejczyk na australijskim lądzie

Gdy otrzymałem informację o możliwości zrecenzowania gier od Wydawnictwa Granna, zacząłem uważnie przeglądać katalog na ich stronie www. Kilka z nich rzucało się w oczy m.in.: Hooop i Wilki i owce. Ale przesłana paczka zawierała jeszcze jeden tytuł. Pewnie bym go ominął, gdyby nie zachęta przedstawiciela Granny. Dokładając go do paczki napisał, że to jedna z jego ulubionych gier. Bumerang – niepozorne pudło z kangurem, a w środku gra opierająca się na mechanice licytacji, do której w grach podchodzę z umiarkowanym entuzjazmem. Ale skoro pudło już przyszło, należało ruszyć w podróż do ziem aborygenów…

Bumerang – wyobrażenia

ABORYGEŃSKIE MITY zaklęte w prastarych skałach. Magia fantasmagorycznej pustyni. Tysiące urokliwych miejsc subtelnie tkanych miliony lat przez Matkę Naturę i niezniszczonych jeszcze przez człowieka. Orgia kolorów rafy koralowej. Nowoczesność miast uważanych za najbardziej przyjazne do życia na świecie. Kobaltowe niebo z Krzyżem Południa. Czy to są wystarczające powody, żeby chcieć zostać na końcu świata?*

Australia. Miejsce do którego niejedna osoba marzy by wyruszyć, jednak ze względu na odległość i koszta, mało kto może sobie na taką podróż pozwolić. Intryguje nas w nim flora i fauna, przepiękne krajobrazy oraz aborygeni – rdzenni mieszkańcy Australii, których malowidła naskalne uznawane są dzisiaj za dzieła sztuki. Taka podróż musi się wiązać z pewnym zderzeniem kultur oraz zachłyśnięciem pięknem krajobrazu.

Trzymając w ręku pudełko z grą Bumerang, nie przeczuwałem, że w jakikolwiek sposób mnie ona zaskoczy. Niby przygotowałem się do wyprawy, przeczytałem opis na stronie wydawcy, zerknąłem na zdjęcia. Spodziewałem się gry familijnej jakich wiele na rynku. Choć tematyka egzotyczna, nie spodziewałem się, iż po otwarciu pudła może mnie coś zadziwić.

Bumerang – sztuka zamknięta w pudle

Jak już wspomniałem pudełko z grą Bumerang jest niepozorne. Niewielkich rozmiarów, z zabawnym kangurem na jego przodzie. Jeżeli dane nam będzie otwierać nowy egzemplarz poczujemy się, jakbyśmy faktycznie odkrywali tereny nie zbadane dotąd przez euro-gracza.

Bumerang to jedna z nielicznych gier, którą żal rozpakowywać. Nie zawiera ona wiele elementów. Znajdziemy w niej talię kart, 60 bumerangów, 25 żetonów terenów łowieckich, sznurek i instrukcję. Ale ich wykonanie wywołuje uczucia zachwytu i zdziwienia.

Zachwyt

Australijska pustynia, w przeciwieństwie do innych, bywa bajkowo kolorowa, szczególnie wiosną. Jej piaski są czerwone, zmieniające się światło tworzy na nich barwny spektakl. Tak jak rafy koralowej, tak tego, co jest na powierzchni tych tysięcy pustynnych kilometrów kwadratowych, nie potrafię opisać. Słowa są niewystarczające, by w pełni oddać to, co widzą oczy.*

Karty są solidne, a ilustracje na nich doskonale wpisują się w tematykę. Rysunki zwierząt oraz proste grafiki terenów łowieckich nawiązują estetyką do sztuki aborygenów. Terenom łowieckim narysowanym na kartach odpowiadają żetony, które otrzymuje każdy gracz. Pozostałe żetony to małe bumerangi ozdobione abstrakcyjnymi wzorami. Zanim wypchniemy je wszystkie z wypraski możemy podziwiać na swój sposób egzotyczne obrazki (wypraski z bumerangami) oraz bardzo ładny obrazek przestawiający różnorodność australijskich terenów. Przyznam szczerze, że po raz pierwszy szkoda mi było wypychać żetony z wypraski!

Zazwyczaj wypraska to element gry, który nie przyciąga uwagi graczy. Chyba, że żetony są źle wycięte i podczas ich wypychania dochodzi do naderwania tektury. W przypadku gry Bumerang wzbudza ona ciekawość a w niektórych wręcz zachwyt.

Zdziwienie

W pudełku znajduje się także sznurek. Wywołał on u mnie nie małe zaskoczenie? Po co w grze licytacyjnej sznurek? Gdyby to była gra o notowaniach giełdowych uznałbym ten element za wyraz wyjątkowo mrocznego poczucia humoru projektanta. Jednak w przypadku gry familijnej?

Dziwi także brak wypraski w pudełku. Gdy wyjmiemy komponenty z wyprasek, w pudle zapanuje spory chaos. Dlatego warto zaopatrzyć się w 2-3 woreczki strunowe by zapobiegać niszczeniu komponentów podczas przewożenia gry.

Jakość wykonania oraz stylistyka i czytelność oprawy graficznej wywołała bardzo pozytywne wrażenie. Czy równie przyjemne będzie obcowanie z aborygenami już podczas samego polowania?


*Cytat z ksiażki: Tomalik A., Australia. Gdzie kwiaty rodzą się z ognia., Wydawnictwo Otwarte

Poprzedni
PRZEGLĄD RECENZJI
Ocena
8
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułDungeon Roll – unboxing.
Następny artykułRelic Runners
Mąż, planszoManiaK, recenzent, socjolog, rowerzysta, yerbohilik, redaktor naczelny... wiele ról, które się zazębiają niczym mechanizmy w dobrym euro....