Piątkowy wieczór dane mi było spędzić w sympatycznym towarzystwie na spotkaniu z planszówkami organizowanym przez Sztumski Klub Gier Planszowych Pionkolandia. Klub działa od kilku lat i bardzo dobrze krzewi miłość do planszówek wśród lokalnej społeczności, angażując przy tym szkoły ze swojej miejscowości ale również z całego województwa pomorskiego. Duszą klubu jest Sławek Wiechowski, założyciel klubu oraz sprawca całego planszówkowego zamieszania w Sztumie. To dzięki niemu dzieciaki i wszyscy chętni do gry mają dostęp do olbrzymiej kolekcji gier planszowych, która na dzisiaj osiągnęła wręcz monstrualny rozmiar i dawno przeszła w setki. Klub organizował już mistrzostwa szkół w Rummikub, wojewódzki finał konkursu  Story Cubes, Noc muzeów z grami planszowymi w Malborku, Sztumskie eliminacje do Mistrzostw Polski w grę Wsiąść do Pociągu: Europa, a to i tak ledwie zalążek wszystkich imprez organizowanych przez klub.

Wieczorne spotkania to comiesięczny cykl spotkań, które z uwagi na godziny w których można pograć, teoretycznie skierowany jest dla starszych graczy, którzy mogą pograć dopiero po godzinach pracy. Gracze spotykają się o godzinie 18.00, a kończą ok. 22.00. W Sztumie zameldowałem się z dwoma kamratami z trochę ponad godzinnym opóźnieniem. Na miejscu czekały na nas zamówione wcześniej tytuły: Potwory w Tokio, Wikingowie, Augustus i miała być również Pandemia, która z uwagi na panującą epidemię wewnątrz pudła, nie dotarła na umówione spotkanie 😉 Ogólnie dostępnych było ponad kilkadziesiąt pozycji, a pośród nich takie nowości, jak Król i Zabójcy, Tajemnicze Domostwo, czy też zamówieni przez nas Wikingowie. Mieliśmy dostęp do przekroju najróżniejszych gatunków gier dostępnych na rynku, od Skubanych Kurczaków przez Summoner Wars po Tzolk’in: Kalendarz Majów. Było więc w czym wybierać.

Na początku wtargnęły na stół potwory z Tokio. To było nasze pierwsze spotkanie. Graliśmy w cztery osoby. Zdobyłem chyba 17 punktów i poległem. Zwycięzcą został Pan nr 3 w ostatnim rzędzie zdjęć (pozdrowienia i podziękowania za pomoc 😉  ). Pierwsza partia przyniosła nadzieję na drugie starcie…które okazało się moją sromotną porażką 🙂 Wszystko wina brodacza, czyli Pana nr 2 w ostatnim rzędzie zdjęć (poczekaj jeszcze Ci się zrewanżuje 😛 ). W drugiej turze, gdy byłem w Tokio zadał mi pięć ciosów i to zapoczątkowało mój rychły upadek. Drugie starcie wygrał Pan nr 1 z ostatniego rzędu zdjęć, który wziął rewanż za drugie miejsce w pierwszym starciu. Na tym skończyły się nasze rozgrywki w zaplanowane gry, bowiem na stole nie pojawiło się pudło Augustusa, czy Wikingów, a nieplanowane Tajemnicze Domostwo. Tutaj okazałem się zdecydowanym liderem, bo zarówno narzędzie zbrodni, miejsce zbrodni, jak i sprawcę odgadłem za pierwszym razem, gdy w tym czasie moi kamraci łamali głowy, co i jak. Podobno wygraliśmy 🙂 Ostatnim tytułem w który było nam dane zagrać okazało się niespodziewanie Escape: The Curse of The Temple. Propozycja wypłynęła od samego organizatora, a więc nie można było odmówić wyzwania. Escape to szaleńcza kooperacyjna ucieczka z korytarzy starożytnej świątyni w klimacie Indiany Jonesa przy dźwiękach podkładu muzycznego. Twarze towarzyszących mi kamratów w trakcie pierwszej rozgrywki po prostu bezcenne 🙂 Pełna dezorientacja, co robimy i o co nam chodzi!? Pierwsza ucieczka to klęska na całej linii. W drugim podejściu uciekamy już bardziej płynnie, aczkolwiek cały czas z ogromną ilością chaosu. Tym razem przepadliśmy tuż przed komnatą z wyjściem, a więc nie było źle. Najważniejsze, że dla gra przypadła bardzo do gusty dla moich maruderów, co pozwala mieć nadzieję, że za miesiąc wybierzemy się do Sztumu w takim samym składzie. Z imprezy uciekaliśmy tuż przed 22.00, pomagając wcześniej spakować wszystkie pudła do samochodu.

Na koniec chciałbym zachęcić Was wszystkich do odwiedzania Sztumskich wieczornych  spotkań z grami planszowymi, które będą odbywać się regularnie raz w miesiącu. Mnóstwo tytułów, a przede wszystkim miła i przyjacielska atmosfera powodują, że człowiek ma ochotę wracać i być gościem Klubu Pionkolandia, pomimo tego, że nie zawsze się wygrywa. Chociaż za miesiąc rewanż w Potwory w Tokio gwarantowany, co Panowie? 😛