Potwory w Tokio

0

Boooooom! Ciach! Trach! Bijatyka cały dzień, a ofiar w graczach nie stwierdzono. To, co kolejny raz? Tak! Jeszcze raz! Właśnie tak to wygląda w przypadku pudła Potwory w Tokio od wydawnictwa Egmont. Okładamy się z juniorem po gębach, ja Krakenem, on cybernetycznym króliczkiem, a ile przy tym jest frajdy i emocji. Kości latają po stole, jak oszalałe. Nikt nie narzeka na losowość i nienajlepsze wyniki w rzutach. Jest napinanie mięśni, śmiech i chęć na kolejną partię. Wszystko w bardzo dobrej i przyciągającej szklane oko oprawie. Zresztą, co ja będę pisał o tym, jak wyglądają poszczególne komponenty. Zapraszam do oglądania wideo z otwierania pudła Potwory w Tokio.

UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułRowerem na planszówki…
Następny artykułPortret Pamięciowy
Rach, ciach, trach! W pierwszej kolejności pudła z karciankami i kośćmi plądruje, bo szybkiej konfrontacji ciągle poszukuje i nad wyraz miłuje. Wytchnienia w rodzinnej kooperacji szuka, gdzie wspólnie z Lady J. i Małym Piratem przygody przeżywają i złym lordom brzydkie gęby obijają.