Recenzja gry Schotten Totten pierwotnie ukazała się w dwóch częściach. Dla wygody czytelników, zamieszczamy całość w formie jednego artykułu.

Poprzedni

1. Schotten totten – jak to „to ten”?

W styczniu 2013 roku, na polskim rynku ukazała się pierwsza gra wydawnictwa Cube Factory of Ideas. Przypiszczam, że chcieli pojawić się na rynku z przytupem, więc wybrali grę znanego autora. Lecz jego portfolio zawiera kilkaset tytułów (!), z czego jedne wpisały się na stałe do kanonu gier planszowych, inne, prezentując przeciętny poziom, nie zyskały większej sławy. Dlatego widząc pudełko z humorystycznymi grafikami i intrygującym tytułem „Schotten Totten” na myśl przyszła mi scena z jednej z polskich komedii. Gdyby dostosować jej tekst do realiów premiery brzmiałby on mniej więcej:

- Jak to Schotten „To(t)ten”?! Chcesz powiedzieć, że ten obiekt znajduje się w zasięgu mojego wzroku? Pokaż go, to palcem, bo chciałbym uwierzyć, że śnię.
- No ta...
- Ta?! Co to jest?!
- Jak to co? Karcianka!
- A możesz mi powiedzieć po co mi karcianka?
- Jak to po co? Na Board Game Geek'u piszę, że Schotten Totten jest napisane....

Część osób pewnie kojarzy ową scenę z filmu „Nic śmiesznego” a także to, jak ona się zakończyła… Czy gdy uwalniałem Schotten Totten z pudła czułem się jak Rezyser, zawiedziony tym co przygotował dla niego Adaś Miauczyński (tutaj nowe poznańskie wydawnictwo)? O tym przeczytacie w dwuczęściowej recenzji. Dziś słów kilka o wykonaniu i zasadach, w kolejnej części odpowiem na pytanie czy faktycznie To(t)ten tytuł, który trzeba mieć na półce.

Knizia w szkockiej kracie

Schotten Totten miał swoją premierę w 1999 roku. Gra ewaluowała: przy nieco zmienionych zasadach i nowej szacie graficznej ukazała się jako  „Battle Line”, by w roku 2004 znów pojawić się na rynku pod pierwotnym tytułem z dodanymi karami taktyki. Tych, którzy chcą poznać różnicę między wydaniami zachęcam do lektury artykułu Marcina Szramy na blogu Zagramy.pl .

Dr Knizia zaoferował graczom małą karciankę, w której będą oni walczyć o kamienie. Nie byle jakie kamienie, gdyż są to głazy naniesione przez topniejące śniegi. A każdy z nich wyznacza granicę miedzy południowym i północnym Scottenbury. Jest to zatem walka o prestiż i bogactwo, do walki o nie szykuje się cała wioska. Od młokosów, którzy dopiero po broń sięgnęli, po dzielnych wojowników. A gracze przyjmą rolę Starszych Wioski i pokierują swoimi wojakami.

Wojownicy w pudle siedzący.

Wydawnictwo Cube, daje graczom niewielkie pudełko, w którym znajdą oni 73 karty i instrukcje. Jest też sporo powietrza, ponieważ komponenty zajmują 1/3 pojemności pudła. Na szczęście ciągle łatwo je zapakować do plecaka, co w przypadku tej ma duże znaczenie.

Przedstawiony wcześniej rys fabularny zdradza, że to gra ze sporą dawką interakcji. Dwie zwaśnione strony po dwóch stronach płota, lub innej granicy, kojarzą nam się z opowieściami o lekko satyrycznym zabarwieniu. Kargul, który Pawlaka woła do płota, Paweł i Gaweł co w jednym spali domu… Nie dziwi zatem, że oprawa graficzna jest również wywołuje uśmiech na twarzy. I nie jest to grymas ironiczny. Co to, to nie. Dzięki pracy Marka Pawelczyka, Schotten Totten przykuwa wzrok graczy i bawi klimatem ilustracji wykorzystanych w grze. Za to należą się pochwały dla Wydawnictwa Cube, ponieważ moim zdaniem, oprawa graficzna polskiego wydania jest ciekawsza niż w pierwowzorze.

Wspomniane karty są z dobrej jakości tektury, dzięki czemu nie ma obaw, że szybko ulegną zniszczeniu. Jeżeli ktoś czuje potrzebę ich zabezpieczenia, bez problem odnajdzie do nich odpowiednie koszulki. Karty możemy podzielić na 3 rodzaje: kamieni granicznych, klanów i akcji.

Jak nietrudno się domyślić, awers kart kamieni przedstawia 9 kamień. Na każdej z kart klanów znajdziemy wojownika (w sumie jest ich dziewięciu), wartość karty oraz kolor, który ma znaczenie podczas pojedynku. Zabrakło mi na nich tylko jednego – wartości nadrukowanej do góry nogami. Ułatwiło by to szybką analizę kart przeciwnika. Wreszcie mamy 10 kart akcji, na których oprócz zabawnej grafiki mamy opisane działanie danej karty.

Pozostała instrukcja. Jak przystało na grę dr. Knizii jest ona krótka, przyswojenie zasad zajmie zatem zaledwie kilka minut. Mimo, że reguły są bardzo proste, podczas rozgrywek mogą pojawić się małe wątpliwości dotyczące konkretnych zasad. I tutaj wydawca nie zawiódł graczy, publikując na stronie FAQ. Bez obawy – są to dosłownie 3 zasady, które wydają się oczywiste, jednak zabrakło ich zaakcentowania w instrukcji.

Broń w dłoń

A jak wygląda sama rozgrywka? Przygotowując się do walki klanów, z 9 kamieni tworzymy rząd na którego końcach kładziemy potasowane karty akcji i klanów. Obaj Starsi Wioski otrzymują 6 kart akcji i rozpoczynają rozgrywkę, której celem będzie zdobycie 3 kamieni obok siebie, lub 5 jakichkolwiek kamieni.

Podczas swojej tury gracz zagrywa jedną kartę i dopiera jedną, wybierając czy chce kartę klanu, czy akcji. Zagrywając kartę kładziemy ją przy jednym z kamieni. Pamiętać należy o tym, że (o ile karta akcji nie wprowadza innej zasady) można wyłożyć maksymalnie 3 po swojej stronie kamienia i nie można ich dokładać przy już zdobytych kamieniach.

Zdobywanie kamieni to jedna z ciekawszych części mechaniki Schotten Totten. Choć cyfry sugerują, że może to być walka na wartości kart, tutaj tak nie jest. Aby zdobyć kamieniń należy stworzyć klan wyższy w hierarchii niż ten po stronie przeciwnika. Mało tego. Musimy udowodnić, że przeciwnik nie jest w stanie utworzyć silniejszej grupy niż nasza. By tego dokonać przed zagraniem karty, musi wykazać, że przy obecnym układzie kart, druga strona nie ma szans na stworznie lepszego układu. A we wspomnianej herarchii mamy 5 grup (grupę tworzą trzy karty):

  • Uporządkowany klan (karty tego samego koloru o narastających wartościach
  • Drużyna Schotten-Totten (karty o tych samych wartościach)
  • Klan (karty tego samego koloru)
  • Uporządkowana grupa (karty o kolejnych numerach)
  • Dzika zgraja (jakiekolwiek karty).

Zdarza się czasem, że po obu stronach staną przed sobą takie same grupy. Wtedy sumujemy wartości kart – gracz z wyższą sumą wygrywa. Jeżeli nadal jest remis – wygrywa ten, kto wcześniej ułożył grupę.

Wspomniałem także o kartach akcji. Jest ich dziesięć i każda ma inne działanie. Mogą zastępować wybraną kartę, sabotować ruchy przeciwnika, czy uniemożliwiać sformowanie grupy. Jednak w przypadku tych kart wprowadzono ważne ograniczenie – można zagrać tylko jedną kartę więcej niż przeciwnik. Jest to zasada, która ma duży wpływ na przebieg gry.

Jak to To(t)Ten?

Schotten-Totten to podobno Ten tytuł, który jest regrywalny. Podobno To(t)Ten, który ma ciekawe grafiki. Mówią, że To(t)Ten, z prostymi zasadami i niebanalną rozgrywką. Słyszałem także, że To(t)Ten, który jest świetną grą dwuosobową. Wreszcie twierdzą, że To(t)Ten, który jest udanym debiutem poznańskiego wydawnictwa Cube.

Czy faktycznie To(t)Ten? O tym napisze w drugiej części recenzji…..

Poprzedni