Karty na stół: kto się lubi ten się czubi!

0

Gry służą głównie do tego, by się przy nich dobrze bawić, a kiedy mówimy o planszówkach lub karciankach, dobrą zabawę należy dzielić wraz z innymi ludźmi. W grach towarzyskich natomiast, najwięcej zabawy płynie zazwyczaj właśnie z interakcji ze znajomymi, z którymi spędzamy czas w przyjaznej, niekiedy imprezowej atmosferze.

Uśmiechnięte twarze postaci na pudełku gry sugerują, że będziemy się dobrze bawić przy grze Karty na stół. Na jego odwrocie znajdują się podstawowe informacje o tym, jak przebiega rozgrywka oraz – co bardzo ważne! – że to gra z przymrużeniem oka. Elementy są dobrze wykonane, grafiki na kartach przyjemne dla oka i utrzymane w luźnej stylistyce, wpasowującej się w klimat towarzyszący rozgrywce. Jest natomiast mało typów elementów, to zaledwie trzy warianty kart, notes i ołówek do zapisywania wyników (na wielki plus!) oraz instrukcja do gry. Ta ostatnia mieści się na dwustronnej, kartce a4, a naniesione na nią informacje są czytelne, co bardzo ułatwia „wskoczenie” do gry. 220 kart robi wrażenie, prawda? Wspomniałem o trzech ich typach, a są to: 42 karty Karty Głosowania (7 zestawów na 7 graczy po 6 kart, ponumerowanych od 1 do 6), 6 Kart Cyfr oraz 172 Kart Charakterów, na których znajduje się 344 opinii. Patrząc na liczbę typów elementów oraz format instrukcji możemy spodziewać się, że nie dostaliśmy do ręki skomplikowanej gry – tak też jest. Wydaje się, że to prosta, lecz sprawiające frajdę karcianka – podobno najprostsze rozwiązania często sprawdzają się najlepiej. Czy i tak jest w tym przypadku?

Karty na stół_03

Gra Karty na stół zwie się tak nie bez przyczyny i nie chodzi tu o to, że karty prędzej czy później prędzej wylądują na stole. To też, ale zmierzam ku temu, by potraktować „karty na stół” jako związek frazeologiczny. O co więc chodzi w tej grze? Na Kartach Charakterów znajdują się opinie, którymi określamy innych graczy. Na początku rozgrywki dobieramy ich tyle ilu jest graczy, odrzucamy jedną z ich i kładziemy pozostałe przed innymi uczestnikami zabawy. W końcu każdy z graczy będzie miał przed sobą kilka kart z naniesionymi nań określeniami jego charakteru. Kiedy wszyscy już pozbędą się swoich kart, następuje faza wyboru. Wyznaczony wcześniej Pacjent – swoją drogą, interesuje mnie, dlaczego zdecydowano się na takie, a nie inne określenie, czyżby nawiązanie do pacjenta na kozetce? – kładzie swoje karty przy Kartach Cyfr (ich liczba zależy od tego ile osób uczestniczy w rozgrywce) i za pomocą zakrytej Karty Głosowania wyznacza kartę, która jego zdaniem najlepiej określa jego charakter. W tym czasie inni gracze jawnie wykładają Karty Głosowania. Następnie Pacjent odsłania Kartę Cyfry i porównuje ją z kartami innych graczy. Osoby, które w większości zagłosowały na daną Kartę Charakteru otrzymują po jednym punkcie. W przypadku remisu (kiedy na przykład dwóch graczy uzna, że Karta Charakteru pod Kartą Cyfry 1 jest najbardziej trafna, a pozostała dwójka uzna, że to właśnie ta opinia pod Kartą Cyfry 3 opisuje charakter Pacjenta) to Pacjent decyduje, za którą kartę przyznać punkt. Wskazana przez graczy Karta Charakteru zostaje odłożona na bok i Pacjentem zostaje kolejna osoba. Operację te należy powtórzyć trzykrotnie, aż nastąpi czwarta, ostatnia runda. W niej gracze określają swe charaktery z wcześniej odłożonych kart. W rundzie tej zwycięstwo skutkuje otrzymaniem 2 punktów. Punkty jednak nie stanowią tu większego znaczenia i są raczej dodatkiem – rywalizacja nie stanowi tutaj rdzenia rozgrywki.

Karty na stół_01

Opinie, których jest aż 344 powtarzają się w czasie dalszych rozgrywek. Z każdym kolejnym rozdaniem emocje stygną nieco i gra przybiera nieco wolniejszego tempa. Chylę czoła przed licznymi określeniami charakteru, jakie opracowali autorzy – jakościowo stoją na dobrym poziomie – lecz po kilku sesjach może wkraść się nuda, zwłaszcza wtedy, kiedy gramy ze znajomymi, z którymi bawiliśmy na poprzedniej imprezie. Ten pierwszy raz z Kartami na stół najbardziej zapada w pamięć i właśnie pierwsze rozgrywki są najbardziej emocjonujące. Więc czy replayability gry Karty na stół jest wysokie? Niespecjalnie. Warto jednak szukać nowych graczy, uczęszczać na więcej domówek i bawić się dalej. Tempo gry stanowczo spada przy większych wariantach liczbowych graczy, optymalnie jest bawić się w cztery osoby.

Karty na stół_02

Karty na stół możemy dowiedzieć się o sobie naprawdę dużo. Nie jesteśmy w stu procentach tacy, jacy sami siebie widzimy, warto pozwolić sobie na spojrzenie na siebie z dystansu. Zmiana perspektywy może pozwolić nam na lepsze zobaczenie nas samych. Ważne jest natomiast to – jak we wszystkich karciankach/planszówkach oczywiście – z kim gramy. Karty na stół są natomiast taką grą, która bardzo silnie stawia na interakcję społeczne. Nie radziłbym zapraszać do stołu osób, które łatwo się obrażają lub nie mają dystansu do siebie. A ten ostatni bardzo się przyda.

Karty na stół to prosta i przyjemna gra, nad którą nie spędzimy jednak zbyt wiele czasu. Prędko staje się powtarzalna, co dobrze o niej nie świadczy. Granie w nią sprawia jednak wiele frajdy, a odkrywanie jej z nowymi uczestnikami na długo zapada w pamięć. Byłbym jednak ostrożny z poleceniem jej. Kupno Kart na stół to dobrze zainwestowane pieniądze wyłącznie wtedy, kiedy mamy zbędne kilka(dziesiąt) złotych oraz paczkę (najlepiej paczki i to dużo paczek) wyrozumiałych, nie obrażających się łatwo i – jak głosi instrukcja, zdolnych do autoironii – znajomych. Biorąc pod uwagę wymienione wyżej mocne i słabe strony gry, oraz patrząc na czas potrzebny do rozegrania jednej sesji – około dwudziestu pięciu minut – czas wystawić grze stosowną ocenę. Jeśli przymkniemy oko właśnie na dość krótki czas potrzebny na ukończenie jednej rozgrywki, możemy śmiało dać Kartom na stół oczko wyżej. Dla mnie jednak ostateczną oceną jest szóstka – tylko i aż dobrze.

Tekst powstał dzięki współpracy Przystanku Planszówka ze studentami specjalności Gamedec – badanie i projektowanie gier.

Dziękujemy Wydawnictwu

hobbity logo

za przekazanie gry do recenzji