Twórcy Kemeta nie bez powodu zdecydowali się osadzić ją w starożytnym Egipcie. Naprawdę mało jest gier osadzonych w tym uniwersum, które byłyby wymienione przez gracza jednym tchem i miały tak poważną mechanikę. Automatycznie podjęli się oni wyzwania, by gra stała się rozpoznawalna. I co najważniejsze, udało im się to.

Kemet jest określany „młodszym bratem Cyklad”. Jest to określenie trafne, gdyż planszówki są do siebie całkiem podobne, jednak wiele niuansów i rozwiązań mechanicznych powodują, że to całkiem różne gry. Tam, gdzie niepodzielnie rządzą egipscy bogowie nie ma miejsca na losowość. Stratedzy, którzy uwielbiają planowanie, zamiast liczenia na łut szczęścia nie będą zawiedzeni. Ale za nim o tym, zacznijmy od samego początku, czyli wykonania i instrukcji.

Otrzymując grę w Centrum gier „Pegaz” opakowanie od razu przykuło moją uwagę. Stylistyka jest po prostu świetna i miałem nadzieję, że reszta elementów będzie wykonana podobnie. Nie zawiodłem się. Karty bożej interwencji są wykonane cudownie, tak samo jak plansza i karty postaci. Jedynie figurki, pomimo szczegółowości, nie przypadły mi do gustu. Są wykonane z cienkiego, trochę tandetnego plastiku. Plansza jest cudna, jednak nie podoba mi się wyłączanie jej części przy większej liczbie graczy. Nie oznaczamy tego w żaden sposób, po prostu umownie nie bierze ona udziału w rozgrywce. Lepszym rozwiązaniem byłoby stworzyć modułową planszę. Ostatnią rzeczą jaka powoduje delikatny zgrzyt są kości czterościenne użyte jako piramidy. Są praktyczne, ale czyż nie lepiej byłoby użyć czegoś bardziej klimatycznego, na przykład piramid z prostymi oznaczeniami?

Kemet 01

Co do instrukcji, nie mam żadnych zastrzeżeń. Dałem ją do przeczytania swojej dziewczynie, która gra w tego typu rzeczy tylko z obowiązku i nie miała problemu ze zrozumieniem zasad. Nie musiała nawet wyciągać elementów z pudełka! Wszystko jest poparte przykładami, elementy, które się omawia są od razu pokazywane obok tekstu. Raz przeczytana, pozwala na rozpoczęcie rozgrywki. I co najważniejsze, wpada w pamięć. W ciągu pierwszych gier zaglądałem do niej zaledwie kilka razy. Autorzy innych instrukcji powinny brać z niej przykład!

Jacques Barot i Guillaume Montage stworzyli ten typ gry strategicznej, który uwielbiam. Za pomocą niewielu zasad i stosunkowo prostej mechaniki, dali graczom niesamowity ogrom możliwości taktycznych. W Kemet praktycznie każda partia różni się do siebie i daje całkowicie inne wrażenia z rozgrywki. Nie ważne też, czy jesteś początkujący, czy zaawansowany gra zawsze trwa koło 60 minut.

Wejdźmy teraz głębiej w mechanikę. Na całą rundę mamy dwie „fazy”: nocy i dnia. Pierwsza pozwala nam wznosić modły i otrzymywać za nie punkty modlitwy – czyli podstawową walutę w grze. Umożliwia nam ona kupowanie nowych jednostek, kart boskich interwencji i ulepszać nasze piramidy. Następnie przechodzimy do fazy dnia, gdzie następuje właściwa rozgrywka. W jej trakcie możemy wykonać jedną z akcji:

  • Modlitwa – pozwala nam generować 2 punkty modlitwy poza fazą nocy (dostępne tylko dwa razy na dzień).
  • Budowa piramid – za pomocą tej akcji możemy podnosić poziom piramid. Mamy ich cztery. Im wyższy poziom piramidy w odpowiednim kolorze, tym możemy kupować silniejsze płytki boskiej interwencji.
  • Rekrutacja – jeśli posiadamy jeszcze jakieś figurki jednostek w zasobach, możemy je powołać do życia za punkty modlitwy. Co ciekawe, odnawiają się one tylko w startowym mieście, nawet jeśli je stracimy.
  • Ruch – pozwala nam przemieścić oddziały po planszy, a także wywołać bitwę. Oprócz standardowego ruchu z obszaru na obszar jest możliwość teleportowania jednostek między kontrolowanymi obeliskami. Potrafi to sporo namieszać, w szczególności, że jest to traktowane jako zwykłe przemieszczenie i zabiera tylko jeden punkt akcji.

Akcje, które chcemy wykonać wybieramy na karcie specjalnym znacznikiem. Jest tam narysowana specjalna, trzystopniowa piramida. Z każdego poziomu wybieramy trzy akcje kładąc na  niej znacznik i wykonujemy jej. Proste.

Warunkiem zwycięstwa w Kemet jest uzbieranie ośmiu lub dziesięciu punktów zwycięstwa. Dzielą się one na dwa rodzaje: stałe i tymczasowe. Te pierwsze otrzymujemy za wygrane bitwy, kontrolowanie dwóch świątyń pod koniec rudny lub krwawe ofiary dla swoich bogów. Drugie otrzymujemy za każdą piramidę czwartego poziomu i świątynie, jednak po utracie zabudowań tracimy też punkty. Jest to ciekawy system, który zmusza do myślenia i planowania posunięć kilka kroków do przodu. Nie można tutaj bezmyślnie przejmować terenów lub pozostawiać miasta bez obsady.

Kemet 03

W końcu nadszedł czas na walkę. Jest ona głównym mechanizmem w Kemecie, gdyż większość płytek boskiej interwencji nawiązuje bezpośrednio do niej. Gdy wojska nasze i wroga spotkają się na jednym polu następuje bitwa. W wypadku miast trzeba jednak odczekać jedną turę, co ma symulować oblężenie. Gdy powyższe warunki zostają spełnione gracze wybierają dwie specjalne karty, które mają określone wartości siły, obrażeń lub/i obrony. Jedna z nich ląduje od razu na stosie kart odrzuconych, druga określa nasze statystyki.

Zanim jednak wybrana przez nas karta zostanie odsłonięta możemy ją modyfikować za pomocą boskich interwencji. Gdy zakończymy ten etap przechodzimy do właściwego starcia. Tutaj oprócz statystyk porównujemy także liczebność jednostek, stwory towarzyszące naszym licznym oddziałom i płytki mocy. Gdy to uczynimy, należy porównać wartości siły, wyższa określa zwycięzcę. Potem od naszego ataku odejmujemy obronę przeciwnika i to pozwala nam określić, ile stracił on jednostek. Pokonany gracz może się wycofać, lub stwierdzić, że armia na nic mu się już nie przyda i poświęcić ją bogom.

Walka zachwyca swoją prostotą. Nie przedłuża rozgrywki, sprawia, że można ją szybko i sprawnie rozstrzygnąć i co najważniejsze bardzo ciężko w niej oszukać, a także trudno o remis.

Kemet 04

Kemet wciągnął mnie od pierwszej partii. Grając we dwie i trzy osoby gra nie wydłużała się, ani nie czułem znużenia. Gdy usiadło nas do partii więcej osób, nie było już tak ciekawie. Między turami był czas, by zajrzeć na facebooka i poczuć już powiewającą nudę.

Porównałem tez Kemeta do Cyklad. Obie pozycje są do siebie podobne, jednak po kilku partiach widać różnice. Druga gra stawia bardziej na aspekt ekonomiczny. Kemet skupia się bardziej na bitwach i potyczkach. Na pewno w obie gry warto zagrać. Obie prezentują różne style gry i tak naprawdę każdy w nich znajdzie coś dla siebie.

Dziękujemy Centrum Gier Pegaz za przekazanie gry do recenzji

pegaz logo

.

PRZEGLĄD RECENZJI
Ocena
8
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułSolą w kościanych oszustów!
Następny artykułE-planszówki – recenzja gry Suburbia
Człowiek z milionem pomysłów kłębiącymi się pod lekką łysiejącą czupryną. Zawsze pozytywnie nastawiony stara się przekazywać innym dobrą energię. Studiuje to, co kocha najbardziej, czyli projektowanie gier. Poza tym nałogowo gra, czyta książki i uczy się gotować coś innego poza jajecznicą. Na pytanie, czy dałby radę nauczyć się chińskiego nie odpowiada, że to trudne, czasochłonne, tylko dowiaduje się, na kiedy termin.