Niczym Indiana Jones. Recenzja gry Relic Runners

0

Z pamiętnika badacza

Sięgając po raz pierwszy po pudełko z grą „Relic Runners” nie do końca wiedziałem, czego się spodziewać. Z produktami Days of Wonder – studio odpowiedzialnego za stworzenie gry – wcześniej nie miałem styczności. Sam obrazek na pudełku zaś sugerował, że jest to gra czerpiąca pomysłami z archeologii i postaci typu Indiana Jones. Nasuwa się myśl – „ A więc mam do czynienia z grą przygodową. Super!” Niestety, nic bardziej mylnego. Bujanie się na linach, zwiedzanie najeżonych pułapkami świątyń, czy zwalczanie nieprzyjaznej fauny odstawiamy niestety na bok, ustępując planowaniu ścieżek i pospiesznemu bieganiu z punktu do punktu w poszukiwaniu artefaktów. Strategiczne? Tak. Logicznie, odrobinę. Familijnie? Bardzo.

Relic Runners 003(1)

A oczom jego ukazał się skarb

Co widzi podekscytowany gracz, gdy po raz pierwszy otworzy pudełko z nowo nabytą grą, w Polsce dystrybuowaną przez wydawnictwo Rebel.pl? Jego oczom ukazuje się jedna z najładniej wykonanych planszówek w jaką przyszło mu grać. To najmocniejsza strona chłopaków z Days of Wonder. Ich gry są zawsze ślicznie wykonane, pełne szczegółów i kolorowe. Z wyjątkiem planszy. To sieć kilku punktów połączonych ze sobą piaszczystymi, bądź wodnymi szlakami. Na wspomniane punkty, gracze rozkładają żetony ruin, bądź świątyń – te kafelki to już wyższa półeczka. Świątyń w grze jest 3 rodzaje, niebieska, fioletowa i biała. Każda świątynia składa się z trzech różnych żetonów – pięter można powiedzieć – ułożonych na siebie na styl piramidy. Zarówno każdy kolor jak i „poziom” świątyni ma przypisany do siebie inny rodzaj bonusu, jaki otrzyma gracz po jego okryciu. Jedne dają nam zwyczajne punkty, inne dodatkowe racje żywnościowe potrzebne do dalszej eksploracji, a część z nich wpływa na rozgrywkę dalekosiężnie, w sensie daje nam pewien bonus na sam koniec gry, bądź w odpowiednim jej momencie. Do każdego koloru świątyń, a także do ruin, przypisane są świetnie wykonane figurki reliktów. Czaszka wykonana z kości słoniowej (nieprawdziwej oczywiście), jadeitowa żaba, szafirowy majestatyczny ptak , oraz totem z purpury – to najśliczniej wyglądające elementy w całej grze. Do wymienionych cudów dochodzą jeszcze karty postaci, bądź badaczy i elementy którymi gracz się posługuje w trakcie poruszania się. Piony ścieżek, odkrywców i żywności mimo, że wyjątkowo kolorowe nie są już tak dobrze wykonane. Przywodzą na myśl tanie zabawki sprowadzane z azjatyckich krajów. Nie wszystko złoto co się świeci.

Relic Runners 002(1)

Wyprawa po złote runo

Skoro już wiemy jak dobrze wygląda nasze główne danie, teraz musimy dowiedzieć się czym to się je. Rozgrywka w Relic Runners jest niezwykle prosta. Gracze w swojej kolejce wykonują kilka ruchów mających na celu zwiększenie ich puli punktowej.

Gracze układają ścieżki z dostępnych im belek w kolorach danej postaci. Pierwsza belkę ustawiamy za darmo, każda kolejna postawione musi być połączona z naszą „ścieżką” i nie możemy postawić więcej niż jednej belki na turę. Eksploracja ruin (nie świątyń) pozwala na dokładanie kolejnych elementów trasy. W pewnych okolicznościach możemy przełożyć postawione już wcześniej tory w inne miejsce. Naszym zadaniem jest utorowanie sobie przy pomocy tych ścieżek trasy do świątyni bądź ruin. Gdy już do nich dotrzemy, kosztem racji żywnościowych ( każdy gracz ma 5 na start, regenerowane po powrocie do obozu centralnego), możemy je eksplorować. Gdy już przebadamy dany poziom świątyni, odwracamy żeton piętra i korzystamy z dobroci jakie skrywa. Odkrycie całej świątyni, bądź przemierzenie wszystkich elementów ruin na danym punkcie na mapie przywołuje w miejsce badanego obszaru relikwię w odpowiadający wcześniej „zdobytym” miejscom kolorze. Artefakty te zdobywamy jeżeli uda nam się przebyć w jednym ruchu z jednego pola posiadającego relikt na drugie z tym samym świecidełkiem. Wydaje się skomplikowane, ale gdy otrzymamy już pierwszą figurkę, wyprawy po kolejne idą jak po maśle.

Relic Runners 001(1)

I to w zasadzie jest główny cel gry – kolekcjonowanie punktów poprzez stawianie ścieżek, eksploracje i zdobywanie posążków. Pomóc tym wszystkim mają nam specjalne umiejętności naszych bohaterów – każdy z pięciorga zdobywców ma do dyspozycji 2 skrzynki z ekwipunkiem, które stawiamy na karcie bohatera z interesującą nas umiejętnością w momencie, gdy przemierzymy szlak wodny. Jedynie stawiając belki na rzekach mamy taką możliwość – inaczej byłoby zbyt łatwo. Gra kończy się w momencie, gdy określona liczba artefaktów zostanie pozyskana przez graczy – wtedy podliczamy wszystkie zdobyte punkty zwycięstwa.

Wracając do obozu

Zbliżając się ku końcowi przygody w ruinach zapomnianych cywilizacji, zastanówmy się, jak zaserwowane przez Days of Wonder danie smakuje?

Przyjemnie. Jednym słowem od tak po prostu. Gra nie jest czymś innowacyjnym. Jest zwyczajnie w świecie fajna. Wykonana wzorowo w aspekcie figurkowym (przynajmniej w większości), zachęca do główkowania i jest doskonałym pomysłem na grę w gronie rodzinnym. Gdy się już opanuje wszystkie zasady, partia może trwać od 40 do 90 minut zależnie ile osób bierze udział w rozgrywce. Zaleca się odgórne planowanie swoich ruchów, zapoznanie się z rozstawem świątyń i ułożenie strategii już we wczesnych etapach w rozgrywce by być o krok przed innymi w wyścigu po artefakty. Czas gra tutaj istotną rolę – artefaktów jest bardzo mało, więc im szybciej je zbierzesz, tym większa szansa na zwycięstwo. Nie jest to w żadnym razie majstersztyk, nie jest też grą świetną jest po prostu dobra. Jeżeli szukasz gry na krótką chwilę, a jakość wykonania ma dla Ciebie znaczenie Relic Runners mogę polecić z czystym sercem.

Zalety

  • Wykonanie większości elementów;
  • zachęca do myślenia;
  • szybka, dynamiczna rozgrywka;
  • losowe bonusy świątynne.

Wady:

  • Nierówność między jakością elementów;
  • mimo wszystko, zasady nie są do końca jasne przy pierwszym przeczytaniu;
  • postacie mogłyby być bardziej różnorodne.

Tekst powstał dzięki współpracy Przystanku Planszówka ze studentami specjalności Gamedec – badanie i projektowanie gier.

Dziękujemy wydawnictwu

Rebe.pl

za przekazanie gry do recenzji.