Zapytałem kiedyś mojego znajomego: „Stary, słyszałeś o Sztuce Wojny”, on z kamienną miną odpowiedział: „Tak, to ten film z Wesleyem Snipsem”. Kolega pomylił oczywiście tytuły, on miał na myśli „Zasady Walki”, a mnie chodziło o doktrynę wojenną, a w zasadzie zasady jakimi powinien posługiwać się dobry strateg. Kodeks taki sporządził Sun Tzu, a w zasadzie Sun Zi w V w.p.n.e. Tym zbiorem kierowali się późniejsi stratedzy, gdyż nie zmienił on swoich wartości na przełomie wieków. Główna zasada mówiąca, żeby atakować zanim sami nie zostaniemy zaatakowani lub inaczej, że najlepszą obroną jest atak funkcjonuje do dziś.

Przegląd armii

Tyle tematem wstępu. Dlaczego to zagadnienie poruszyliśmy? A no, bo będziemy dziś bajać o bardzo fajnym tytule  mianowicie Sztuce Wojny. Zaczniemy jak zawsze od zawartości.

Sztuka Wojny 02

Pudło bardzo ładne, swoją grafiką przyciąga wzrok. W środku mamy niedużą planszę przedstawiającą prowincje Chin z okresu V wieku. Jak pierwszy raz spojrzałem na planszę miałem wrażenie cofnięcia się w czasie. Format planszy oraz sposób jej rozkładania nasunął mi wspomnienia pierwszych gier planszowych typu warcaby lub chińczyk. W pudle znajdziemy również woreczek z figurkami reprezentującymi nasze wojska. Na każdego gracza przypada 21 jednostek. Można było oczywiście zastąpić te figurki prostszym rozwiązaniem – zwykłymi pionkami, ale te dodają klimatu. Gdy rozgrywaliśmy pierwszą partie miałem wrażenie że jest to mini armia terakotowa.

Kolejny element to zestaw kart. Są one podzielone na dwie talie. Jedna to siły cesarza, a druga to siły osławionego Sun Tzu. Dodatkowo mamy również kilka kart dla rozgrywki rozszerzonej, które umożliwiają nam dodanie zdarzeń losowych, co uatrakcyjnia i utrudnia rozgrywkę. Ostatnim elementem są markery w formie piramid którymi określamy liczbę punktów za utrzymanie konkretnej prowincji. Kwestia punktacji bo od tego chciałbym wyjść. Zliczania punktów dokonujemy po 3, 6 i 9 turze i analogicznie obracamy piramidkami zmieniając wartość punktową danego terenu. Co to oznacza, a ni mniej ni więcej, że ląd, za który wcześniej mogliśmy uzyskać 4 punkty nagle wart jest jeden. Daje to pewien element niepewności losowej.

Sztuka Wojny 05

Na polu bitwy

Zapytacie pewnie, no ale jak w to się gra i z czym to się je. Ja bym tą grę określił jako szachy z domieszką karcianej wojny wymieszanej z mastermindem. Gra się dość intuicyjnie. Instrukcja to raptem 4 strony, więc zasady chwyta się w mig. Każdy gracz otrzymuje na rękę sześć kart. Takie same posiada jego przeciwnik, dodatkowo w pierwszej turze dobiera losowo 4 karty z talii kart które zostały. I tu dochodzi kolejny wątek losowy. Nie wiemy co dodatkowego na rękę dostał gracz. Następnie każdy z graczy układa po jednej wybranej karcie przy wybranej prowincji. Tu kłaniają się wspomniane wcześniej piramidki. Wiadomo że część graczy połasi się na prowincje najbardziej punktowane. Może warto jednak uderzyć w kilka, ale za mniejsze punkty. Warto się zastanowić. Rozgrywka odbywa się w 9 turach. W sekwencji co 3 tury jest dokonywane podliczenie punktacji. Zwycięża oczywiście nie ta osoba która w obecnej chwili ma najwięcej prowincji, lecz ta która przez wszystkie 9 tur kontrolowała w miarę ich sporą ilość, aby zapewnić sobie przewagę punktową.

Do raportu

Czas na krótkie podsumowanie. Plusy to na pewno szybkość rozgrywki, w miarę przystępna cena, miodność rozgrywki, klimat Chin. To na pewno coś dla fanów filmów spod znaku „Domu Latających Sztyletów”. Minusy, zaledwie kilka. Pierwszy to średnio pomyślane piramidki punktowe. Jeżeli ich nie posklejamy, to będą nam się rozpadać co chwilkę. Drugi mankament to niestety  fakt że jest to gra tylko dla dwóch graczy. Ja preferuję gry z większą ilością odbiorców, więc ten element troszkę mnie raził.

Suma summarum. Opisując tytuł w jednym zdaniu: „Jasny gwint jakie to jest proste, nie to jest mega, mega proste”. Nie ma to znaczenia pejoratywnego, mówię tu, że jest to na plus. Gra się szybko, łatwo przyswaja się zasady i do tego dochodzi niezły fun. Mechanika uproszczona więc nie ma tryliona zasad jak chociażby w rozgrywanym niegdyś Arkhamie. Dla mnie to must have i daję temu spokojnie wypracowaną ósemkę. .


Dziękujemy Wydawnictwu

fox games logo

za udostępnienie gry do recenzji

PRZEGLĄD RECENZJI
Ocena
8
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułStone Age
Następny artykułLegion of Honor
Lekkoduch o politologicznym zacięciu wymieszany z marketingiem i wstrząśnięty fotograficznie. Szkoły ukończył, studia ukończył, żona na stanie, kredyt na stanie, etat na stanie. Stabilny życiowo i emocjonalnie. Oto cały Ja