„7 Cudów Świata”, gra która zadebiutowała na rynku w 2010 roku i z marszu podbiła stoły miłośników współczesnych gier karcianych. Uznanie wśród graczy przełożyło się na nominacje do najważniejszych nagród w branży. Ukoronowaniem było zdobycie najbardziej prestiżowej z nich, Spiels des Jahres w kategorii Kennerspiel des Jahres 2011. Bez wątpienia każdy, kto gra w gry planszowe, musiał słyszeć o tej grze, ale niekoniecznie musiał zagrać. Tak było ze mną. Wielokrotnie czytałem pochlebne opinie, ba byłem nawet w Gdańsku na finale Mistrzostw Polski, ale w grę nie zagrałem. Wynikało to wyłącznie z tego, że wśród wielu zalet gry, wymieniana była często jedna wada. Mianowicie gro graczy nie było zadowolonych z wariantu dwuosobowego. Dodatkowo w grze na dwie osoby dochodził wirtualny gracz, czego ja po prostu nie znoszę. Oczywiście, to rzecz bardzo subiektywna, ale koniec końców nie zagrałem. Dlatego z wielką radością przyjąłem pierwsze informacje o powstającej wersji wyłącznie dla dwóch graczy. Od miesiąca mam już „7 Cudów Świata: Pojedynek” u siebie i nie żałuję żadnej chwili spędzonej przy stole z tą grą, ale zacznijmy od początku.

7 Cudów Świata: Pojedynek

Słów kilka o wykonaniu

Wydawcy nowoczesnych gier planszowych rozpieścili nas, graczy i nie ma co temu zaprzeczać. Już dawno przyzwyczailiśmy się do bardzo dobrej jakości wykonania i aktualnie rzadko udaje się wydawcom nas zaskoczyć. Nie inaczej jest w przypadku recenzowanego pudła. Jakość wykonania 7 Cudów Świata: Pojedynek jest bardzo dobra, a wszystko ułożone w przemyślanej i estetycznej wyprasce z plastiku (są nawet wyprofilowane otwory na palce aby łatwiej było wyciągać karty). Grafiki na kartach klimatyczne i cieszące oko. Nic się nie zlewa, nic nie jest nieczytelne. Wszystko ma swoje miejsce. Sort pierwsza klasa, a dodatkowy smaczek w postaci klimatycznych nierównych krawędzi żetonów monet, pewnie nawet nie zostanie zauważony przez większość graczy. W pierwszej chwili zaskakuje i intryguje mała plansza oraz czerwony plastikowy znacznik konfliktu. Z czasem okaże się, że ten buńczuczny, plastikowy znacznik w kształcie skrzyżowanych mieczy i tarczy będzie symbolem zwycięstwa cywilizacji siły. Śmiało można napisać, że wykonanie 7 Cudów Świata: Pojedynek jest wzorowe i solidne, ale przecież już do tego zostaliśmy przyzwyczajeni i jakby mogło być inaczej 😉

7 Cudów Świata: Pojedynek

Kupujemy, budujemy, rozwijamy swoją cywilizację

W grze 7 Cudów Świata: Pojedynek budujemy swoją cywilizację. Mamy na to trzy epoki w ciągu których zdobywamy surowce, budujemy budowle, wznosimy Cuda architektury epoki starożytnej i zdobywamy punkty zwycięstwa. Zdarzy się nam też uderzyć militarnie w naszego oponenta. Początek jest skromny, dostajemy siedem monet i cztery projekty Cudów świata, które będziemy mogli wybudować na chwałę swojej cywilizacji. Na środku stołu ląduje plansza i znacznik konfliktu, który w początkach rozwoju jest na pozycji neutralnej. Rynek surowców i budowli tworzą karty, które ułożone są w interesującą mozaikę z nachodzących na siebie kart. Część kart jest od razu widoczna dla gracza, a część pozostaje zakryta dla jego oczu. Twórcy zadbali nawet o to, aby mozaika kart tworzyła inny wzór w każdej z epok i to pomimo niezmiennej liczby kart występujących w poszczególnych epokach. Liczba się nie zmienia ale karty już tak. Dodatkowo w trzeciej epoce dochodzą karty gildii których nie ma w dwóch pierwszych epokach.

W swoje turze gracz dobiera jedną z odkrytych kart z mozaiki. Już sam dobór karty tworzy mechanizm zbudowany z następującego po sobie łańcuszka decyzji. Po pierwsze, dostęp do odkrytych kart mają obydwaj gracze i w momencie dobierania karty dla siebie decydujemy o tym, jakie pozostawimy do dyspozycji drugiego gracza. Po drugie, w momencie, gdy dobierzemy ostatnią nachodzącą kartę na kartę odwróconą rewersem, to wówczas karta zostaje odkryta i będzie mogła być nabyta w najbliższej turze przez naszego przeciwnika. Co się kryje pod kartą nie wiemy i tu się właśnie zaczyna łańcuszek decyzyjny.

Po tym, gdy zdecydujemy już którą kartę chcemy zdobyć, czas na decyzję, co z nią zrobimy. Karty mogą zostać użyte na trzy sposoby. Mogą zostać przez nas wykorzystane, jako budynki, które będą przynosić nam określone surowce, dobra, czy też punkty zwycięstwa, a to i tak nie wszystkie możliwości. Jeśli zdecydujemy się na budowę, to musimy ponieść koszt budowy, choć są też obiekty z zerowym kosztem wystawienia. Budynki stawiamy za surowce, które wytwarza nasza cywilizacja i/lub za monety. W przypadku, gdy brakuje nam jakiegoś surowca możemy opłacić jego brak za 2 monety + 1 za każdą sztukę tego samego surowca wytwarzanego przez określone obiekty naszego przeciwnika. W przypadku zaś, gdy nasza kasa świeci pustką i nie mamy za co budować, bądź po prostu nie chcemy aby dana karta trafiła do oponenta, to bierzemy kartę i ją odrzucamy. W zamian otrzymujemy kilka monet na które składa się stała podstawa w postaci 2 monet + zmienna zależna od liczby posiadanych kart w danym kolorze. Ostatnie możliwe zastosowanie karty, to budowa Cudu. Wówczas z posiadanych surowców opłacamy koszt budowy Cudu (nie opłacamy kosztu budowy wynikającego z dobranej karty), a kartę wsuwamy pod wybudowany Cud wyłącznie w celu zaznaczenia, że naszej cywilizacji udało się wybudować taki obiekt.

7 Cudów Świata: Pojedynek

Na kartach mamy efekty stałe, jak chociażby produkcja drewna, czy innych surowców oraz efekty jednorazowe np. zdobywamy określoną kwotę monet lub punkty zwycięstwa. Zdobyte karty służą nam również do zyskania przewagi militarnej. Za każdym razem, gdy zdecydujemy się wybudować obiekt na którym znajduje się symbol skrzyżowanych mieczy z tarczą, przesuwamy na planszy pion konfliktu. Dwa przeciwległe krańce planszy oznaczają miasta rywalizujących ze sobą cywilizacji, które łączy tor po którym przesuwamy pionek. Każdorazowo, gdy pion osiągnie określone na planszy pole, to jedna ze stron traci część posiadanych monet. Na niektórych kartach znajdują się również niepozorne symbole nauki, które umożliwiają nam zdobycie specjalnych żetonów postępu. Żetony te niosą ze sobą dodatkowe korzyści dla właścicieli.

Zwycięstwo w grze można osiągnąć na trzy sposoby. Gra kończy się natychmiast, gdy któryś z graczy osiągnie militarną dominację. Co to znaczy? Mowa o tym czerwonym pionku konfliktu, który w trakcie gry przemieszczany jest po militarnym torze na planszy. Z chwilą, gdy dojdzie do jednej z krawędzi planszy, czyli osiągnie miasto jednej z cywilizacji oznacza to, że druga z cywilizacji osiągnęła dominację militarną nad tą do której dotarł pionek i zwycięża. Gra kończy się również natychmiast w przypadku osiągnięcia dominacji naukowej. Tym razem do głosu dochodzą niepozorne symbole nauki, które w trakcie gry zdobywamy na kartach. Gracz, który jako pierwszy zbierze sześć różnych symboli nauki na kartach zgarnia zwycięstwo. Ostatnią z możliwości osiągnięcia zwycięstwa jest zwycięstwo cywilne. W tym przypadku przechodzimy do suchego przeliczania zdobytych punktów według zasad określonych w instrukcji. Na pulę składają się punkty z przewagi militarnej, z wybudowanych budowli i Cudów, z żetonów postępu oraz z przeliczenia monet na punkty. Zwycięzcą zostaje gracz z większą liczbą zdobytych punktów.

7 Cudów Świata: Pojedynek. Miód karcianego euro

Wiecie już, jak gra prezentuje się od strony wizualnej i jak w ogólnym zarysie wygląda mechanika i przebieg gry. Teraz czas na wrażenia. Muszę przyznać, że czuję się szczęściarzem, który zasiadł do tej gry bez bagażu doświadczenia z rozgrywek w starszą siostrę. Nie jestem miłośnikiem gier euro ale ta gra jest dla mnie najlepszą tego typu grą w jaką zagrałem w tym roku. W rozgrywce podoba mi się praktycznie wszystko. Gra jest dynamiczna i emocjonująca, a rozgrywka po kilku grach spokojnie zamknie się w ok. 30 minut (są tacy, co twierdzą, że nawet w 15 minut). Gra przepełniona jest decyzjami. Widoczne to jest już na etapie doboru karty z rynku. Czy dobieramy kartę w celu zdobycia profitów dla siebie, czy też tylko po to aby przeciwnik nie mógł skorzystać z tej karty. A może po to, aby jeszcze nie wprowadzić na rynek nowych kart, albo wręcz przeciwnie. Praktycznie nie ma bezużytecznych kart. Jeśli nie surowce i budowa, to może punkty zwycięstwa, złoto, a może przewaga militarna, a są przecież jeszcze symbole nauki. Dodatkowo wybudowanie części obiektów pozwala nam w późniejszym etapie na wybudowanie kolejnego bez ponoszenia kosztów budowy. W trzeciej epoce dochodzą jeszcze karty gildii, które przy nieuwadze przeciwnika mogą pozwolić nadrobić nam straty w punktach. Decyzje, decyzje, decyzje. A przy tym należy bacznie obserwować poczynania oponenta, bo należy kontrolować posiadane przez niego symbole nauki i przewagi militarnej aby nie zostać zaskoczonym porażką, gdy się dopiero się rozwijamy. To co zaskakuje, to pomimo wielu decyzji, rozgrywka „płynie” i jest bardzo miodna. Nie ma wielkich przestojów i paraliżu decyzyjnego, jest akcja i reakcja. Kupno i budowa, kontrola i rozwój.

Regrywalność 7 Cudów Świata: Pojedynek wydaje się być bardzo duża, a wpływ na to ma kilka zmiennych. Z poszczególnych kart epok przed każdą rozgrywką odrzucamy trzy losowe karty i praktycznie za każdym razem będzie inny układ kart zakrytych i odkrytych. Zmienne również będą karty gildii, bo z 7 dostępnych, do gry trafiają za każdym razem tylko 3 karty. W rozgrywce nie biorą też udziału jednocześnie wszystkie Cuda i chociaż jest ich mało, bo tylko 12, to i tak daje to zróżnicowanie rozgrywki. Wszystkie te zmienne są gwarancją różnych i niepowtarzalnych rozgrywek.

Natomiast to co mi się nie podobało, to przede wszystkim mechaniczność i brak klimatu. Złapałem się na tym, że już podczas pierwszej rozgrywki nie czytałem nazw kart, ani nawet nie przyglądałem się grafiką na kartach. Interesowały mnie wyłącznie symbole, które przemawiały, jako surowce, czy inne dobra, a właściwie kolory. Cała otoczka budowania cywilizacji gdzieś się ulotniła. Trochę też czuję się rozczarowany rozstrzyganiem konfliktów militarnych, a właściwie jego brakiem. Mamy do czynienia z przeciąganiem liny, co prawda udało się przy tym wydobyć emocje ale do mnie takie rozwiązanie nie przemawia do końca. Żebym w taki sposób mógł zniszczyć chociaż jeden budynek należący do przeciwnej cywilizacji, to byłoby coś 😉

7 Cudów Świata: Pojedynek

Nie zmienia, to jednak faktu, że jeżeli czekaliście na bardzo dobrą grę karciana dla dwóch osób, a możliwe, że nawet najlepszą w tym roku, to właśnie trafiła na rynek i nie ma co zwlekać, bo nakład 7 Cudów Świata: Pojedynek może wyczerpać się szybko.

Dziękujemy wydawnictwu

Rebe.pl

za przekazanie gry do recenzji.

PRZEGLĄD RECENZJI
Ocena
9
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułPiekło okopów
Następny artykułBogowie wojny – Napoleon: Wyniki konkursu
Rach, ciach, trach! W pierwszej kolejności pudła z karciankami i kośćmi plądruje, bo szybkiej konfrontacji ciągle poszukuje i nad wyraz miłuje. Wytchnienia w rodzinnej kooperacji szuka, gdzie wspólnie z Lady J. i Małym Piratem przygody przeżywają i złym lordom brzydkie gęby obijają.