Strzeżcie się klątwy Matemhamona!

Taaak! Dzieci, dorośli, bójcie się złego dodawania i odejmowania, bo Matemhamon bezlitośnie każe tych, co robią to źle. Nawet nie wiecie, kiedy mumia rzuci na was klątwę, bo przecież bez tych dwóch cennych umiejętności w tą grę nie da się grać. To samo tyczy się planowania, bo Matemhamon do perfekcji opanował sztukę statystyki egipskiej i poniekąd jej też wymaga. Ale, tak między nami, nasz stary władca Egiptu ma miękkie serduszko zawinięte w bandaże i często odpuszcza tym, którym idzie słabo. Zainteresowani? To dobrze, bo Matenhamon już czeka na kolejnych graczy!

Co w sarkofagu piszczy?

Mam nadzieję, że dokładnie przeczytaliście wstęp, który pomimo fabularyzacji oddaje sedno gry. Wyścig w bandażach poleciłbym m.in. do przedszkola i pierwszych klas podstawówki, bo bezboleśnie uczy dzieci matematyki, jak i planowania.

Twórcy dobrze to przemyśleli. Zamiast stałej planszy dali nam do dyspozycji kafelki, które możemy układ jak się komu podoba. Te są podzielone na dwa rodzaje: jedne dają nam punkty dodatnie, inne ujemne. Dochodzi do tego mumia nazwana przeze mnie Matemhamonem, a także rywalizacja, gdyż kafelki można podnieść tylko w określonych warunkach. I jak wspomniałem, ma on miękkie serce, bo czasami rozdaje punkty graczom.

Poczujmy się jak Indiana Jones!

Dobra, czas na rozgrywkę. W instrukcji twórcy stworzyli podstawowy wariant ułożenia kafelków, jednak jest on nudny, ponieważ bardzo łatwo na nim planować. Dopiero własny tor dodaje do gry dreszczyku. Każdy z graczy ma do dyspozycji trzech poszukiwaczy przygód, którzy przeszukują piramidę. Poruszamy nimi za pomocą dwóch kostek. Jednak nie jest to takie proste, jak mogło by się wydawać, ponieważ w zależności co wypadnie, możemy także poruszyć mumią i strażnikami. Dlaczego to takie ważne? Bo podnieść kafelek możemy tylko wtedy, gdy nikt oprócz nas na nim nie stoi i efekt ten musi trwać do naszej następnej tury. Znaczy to tylko tyle, że podnosimy skarb tylko wtedy, gdy z niego schodzimy i nikogo na nim nie ma. Gorzej, jak jest to kafelek pecha i możemy dostać punkty ujemne.

I teraz do akcji wkraczają Strażnicy. Możemy ich poruszać tylko w określonych sytuacjach i w zasadzie nie robimy nic więcej. Ale jak przeczytaliście wyżej, jak coś już stoi na kafelku, to żadna siła go nie ruszy. To samo tyczy się mumii. Dodatkowo, gracz który przeprowadzi Matemhamona przez pole meta dostaje punkty.

Oczywiście wygrywa ten, co uzbiera punktów jak najwięcej, a sama gra kończy się, gdy wszystkie pionki graczy dotrą na metę. A i pamiętajcie, że nie ma przymusu poruszać się konkretnym pionkiem.

Jak wyglądają skarby Matemhamona?

Co do wykonania, grze „Mumia Wyścig w bandażach” nie da się nic zarzucić. Solidne kafelki, drewniane pionki i strażnicy, żetony punktów mumii z solidnego kartonu. Grafiki są skierowane do młodszych odbiorców, przez co tytuł jest ewidentnie rodzinny. Nie są one wybitne, ale czytelne, każda ma swoje znaczenie. Jeszcze raz pochwalę studio Egmont za postawienie na modułową planszę, dzięki czemu Wyścig w bandażach nie nudzi się tak szybko i każda gra może być zdecydowanie inna. Kolejnym plusem jest ilość elementów. Grę można wypakować i spakować w kilka minut, do tego ciężko jest pogubić składowe.

To, do czego mam zastrzeżenia to instrukcja, która momentami komplikuje zbyt proste rzeczy. Musiałem ją przeczytać kilka razy, by zrozumieć co autor miał na myśli. Jej honor ratują jednak grafiki z przykładowymi ruchami, które jest w stanie zrozumieć dziecko i na ich podstawie grać.

Warto też wspomnieć, że w grze „Mumia Wyścig w bandażach”, twórcy w polskiej edycji zdecydowali się umieścić od razu elementy z innych dodatków. W cenie jednej gry. Fajnie? Fajnie.

Mumia, która trzyma fason

O grze „Mumia Wyścig w bandażach” mógłbym powiedzieć, że jest właśnie jak mumia. Ma lekko poszarpane i podarte bandaże, jednak wewnątrz jest sprawnym organizmem, który, jak Matemhamon ma miękkie serduszko i lubi bawić się z każdym.

Gra „Mumia Wyścig w bandażach” ma trochę negatywnej interakcji, ma elementy planowania i nauki matematyki. Ja z młodszym kuzynem bawiłem się świetnie, a gdy on w końcu miał magicznego dzynksa, oznaczającego że w końcu załapał jak powinno się grać, kilka razy mnie ograł. Polecam gorąco małym jak i dużym rodzinom, gdyż maksymalnie sześć osób uciekających przed mumią około trzydzieści minut potrafi wprowadzić niezły chaos na planszy.

Dziękujemy Wydawnictwu Egmont za przekazanie gry do recenzji

Kraina z kreska2

PRZEGLĄD RECENZJI
Ocena
9
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułNowości od Black Monk
Następny artykułE-planszówki – recenzja gry Zombies!!!
Człowiek z milionem pomysłów kłębiącymi się pod lekką łysiejącą czupryną. Zawsze pozytywnie nastawiony stara się przekazywać innym dobrą energię. Studiuje to, co kocha najbardziej, czyli projektowanie gier. Poza tym nałogowo gra, czyta książki i uczy się gotować coś innego poza jajecznicą. Na pytanie, czy dałby radę nauczyć się chińskiego nie odpowiada, że to trudne, czasochłonne, tylko dowiaduje się, na kiedy termin.