Boss Monster to gra karciana o budowaniu podziemi, przeznaczona dla 2-4 graczy. Wśród osób, które miały okazję zagrać ze mną w ten tytuł, budziła ona sporo kontrowersyjnych, czasami wręcz skrajnych opinii. Jeśli macie jakieś wątpliwości, czy zmieścicie się w skórę jednego z potworów zapraszam do przeczytania niniejszej recenzji.

Zamienisz się miejscami?

Pewnie myślicie, że będzie sztampowo i prozaicznie, że Boss Monster to kolejna gra o typowych bohaterach ratujących świat przed złem. Nic z tych rzeczy. Jeśli tak myśleliście, to jesteście w sporym błędzie.

Boss Monster 02
Boss Monster / fot. Przystanek Planszówka

Decydując się na Boss Monstera nie ma co liczyć na rutynę. Tytuł odważnie sięga do odwróconej konwencji, w której to gracz wciela się w potwora kozaka, Bossa wszystkich Bossów, ostrzącego swoje zębiska i zacierającego obślizgłe macki na widok nieszczęśnika poszukującego skarbów.

Sam przyszedł do mnie, mój skarb…

Jeśli chcesz udowodnić swoją wyższość nad innymi władcami lochów, zmuszony jesteś do nieustannej rywalizacji. Musisz jako pierwszy zdobyć 10 dusz (otrzymujemy je jeśli unicestwimy jednego z bohaterów, w którejś z naszych kolejnych komnat). Każdy bohater ma pewną ilość życia, która sukcesywnie jest zmniejszana, kiedy wkracza do nowego pokoju zadającego mu obrażenia. Zdobycie duszyczki okazuje się być nie lada wyzwaniem. Nasze pułapki to czasem za mało, by powstrzymać walecznych herosów. Każdy bohater, który jakimś cudem przedostanie się do Bossa, rani go (otrzymanie pięciu ran oznacza śmierć potwora i koniec przygody dla kierującego nim gracza). Aby w ogóle doszło do odwiedzin komnat, musimy do nich zwabić wycieczkowiczów określonymi skarbami (zarówno Boss jak i każda z komnat posiadają określone znaczniki skarbów). Bohater decyduje się na splądrowanie danych podziemi jeśli oferują mu one ilość skarbów większą od tych w lochach konkurencji. W przeciwnym wypadku bohater nie decyduje się na wyruszenie w nieznane i czeka do następnej rundy. Jednak zanim zaczniemy kolekcjonować dusze przyjrzyjmy się nieco pudełku i temu co w sobie kryje…

Boss Monster 03
Boss Monster / fot. Przystanek Planszówka

Jak cię widzą, tak cię piszą

Gra już przed otwarciem pudełka wykorzystuje elementy zaimplementowane w gameplay-u, z niezwykłą łatwością wabi potencjalnego odbiorcę i przykuwa uwagę. Zapewne dzieje się to dzięki fenomenalnej oprawie graficznej już samego pudełka jak i chwytliwego tytułu, nawiązujących do znanych i lubianych przez wszystkich pixelowych gier retro z lat 80-tych. Widok pixel artów z niewielką nutką nostalgii wywołuje pozytywne wspomnienia, związane z młodymi latami beztroski, wśród społeczności graczy.

Bo liczy się wnętrze

Po otwarciu pudełka, które swoją drogą jest bardzo solidne, naszym oczom ukazują się wnętrzności „potwora”. Mamy w nim stosunkowo obszerną instrukcję, o której za chwilę, skrót zasad na wygodnej sztywnej karcie oraz trzy przegródki wypełnione kartami. Przy próbie wyjęcia kart, po raz pierwszy stykamy się z technicznym mankamentem gry. Wypraski, które w prawdzie zostały wyposażone w wycięcia mające ułatwić wyjęcie kart, w rzeczywistości nie spełniają swojego zadania i ostatecznie jesteśmy zmuszeni do obrócenia pudełka i wysypania kart nie bawiąc się przy tym w małego chirurga.

Boss Monster 04
Boss Monster / fot. Przystanek Planszówka

Katy na stół

Elementy Boss Monster podzielone zostały na 5 talii: bossów (postacie, w które wcielają się gracze), komnat (służą do budowania odcinków lochu), czarów (służą do uprzykrzania życia innym Bossom lub ratowania własnego monstrualnego zadka) oraz talii bohaterów, która jest podzielona na zwykłych bohaterów oraz legendarnych (nasze potencjalne dusze lub gwoździe do trumny). Samo wykonanie graficzne kart jest wręcz fenomenalne. Ociekają one klimatycznymi pixel artami, stanowiącymi centralną część każdej z nich. Jakby tego było mało, poukrywane są na nich przyjemne smaczki ze świata popkultury. Każdy znajdzie coś dla siebie, a rozszyfrowanie choćby jednego z „easter eggów” skutkuje szerokim uśmiechem na twarzy graczy. Z pewnością wizualne aspekty humorystyczne będą przez was pochłaniane przez wiele kolejnych partii. Wprowadza to rozrywkę w zupełnie inny wymiar.

MONSTRUALNYMI literami pisane

Niestety czytelność niektórych elementów kart pozostawia trochę do życzenia. Największe problemy przysparzają „wypaśne” komnaty. Złotawy kolor symbolu komnaty i niewielki napis „wypaśna” w podtytule są zbyt minimalistycznym rozwiązaniem. Niekiedy gracz zaaferowany rozgrywką nawet nie zorientuje się, że popełnił spory błąd i wybudował wypaśną komnatę w niedozwolonym miejscu (mogą być one stawiane wyłącznie na już wybudowanych komnatach, których choć jeden skarb jest tożsamy z tym z wypaśnej). Problematyczne, choć w mniejszym stopniu, są ikony na zaklęciach, mówiące o tym w jakiej fazie rozgrywki możemy użyć danego czaru. Zastosowano tam kształty, które na pierwszy rzut oka są myląco podobne (młot dla fazy budowania oraz topór dla fazy przygód).

Boss Monster 11
Boss Monster / fot. Przystanek Planszówka

Bo nawet ten zły ma swoje zasady…

Dużą zaletą gry jest mechanika oraz zasady, które ją określają. Mechanika z założenia ma naśladować system klasycznej gry video, w której bohater zmagając się z przeciwnościami komnat, traci kolejne punkty życia i próbuje przedostać się do Bossa. Całość została bardzo dobrze, wręcz „łopatologicznie” wyjaśniona w stosunkowo obszernej, jak na nieskomplikowaną grę karcianą, instrukcji. Poza wyczerpującymi opisami poszczególnych ruchów, kart i akcji posiada ona dodatkowo np. przykładowe rozłożenie kart na stole. Jednorazowe przeczytanie instrukcji w pełni wyczerpuje ciekawość każdego gracza i śmiało można przystąpić do pierwszej rozgrywki. Gdyby jednak w trakcie pojawiły się jakieś wątpliwości, pomocą służy skrót zasad, który w pigułce opisuje wszystkie aspekty rozgrywki.

Gotowi do startu, start!

Zaczynamy losując Bossa i dobierając 5 kart komnat i 2 karty czarów, z takiej kompozycji musimy odrzucić dwie najmniej przydatne nam karty. W kolejności uzależnionej od liczby PDków Bossa (wszystkie akcje wykonujemy w takiej kolejności), każdy gracz stawia po jednej zakrytej komnacie. Kiedy wszyscy dokonają wyboru, karty zostają odkryte i ujawnione. Wtedy do miasta przybywa taka liczba bohaterów ilu jest graczy. Każdy zaopatruje się w dodatkową kartę komnat. Następnie przechodzimy do faz budowy. Gracz może w niej wybudować lub nadbudować komnatę i użyć dowolną liczbę czarów dostępnych na tę fazę. Jeśli chce, może również spasować. Po odkryciu nowych pokoi sprawdzamy, czy któryś z nich nie ma natychmiastowego efektu, jaki należy wykonać. Gdy komnaty są już gotowe, czas na przygodę. Bohaterowie przydzielani są do podziemi, które kuszą ich największą ilością pożądanych skarbów. Jeśli któryś z lochów nie przebija żadnej oferty, poszukiwacz nie decyduje się na opuszczenie miasta. Kolejno dochodzi do zmagań herosów z atrakcjami jakie im zafundował Boss w swoim przytulnym loszku. W tej fazie również gracze mogą użyć dowolną ilość czarów, tym razem z „toporkiem”. Na koniec sprawdza się, czy któryś z Bossów wygrał bądź przegrał. I zaczynamy zabawę na nowo…

Boss Monster 05
Boss Monster / fot. Przystanek Planszówka

Też to poczuj

Dzięki prostym i nieprzekombinowanym zasadom, nowi gracze w mgnieniu oka przyswajają sobie reguły, dzięki czemu zagrać z nami może niemal każdy. Podstawa to ogarnąć skarby i sposób w jaki należy reagować na zachowania rywali. Boss Monster angażuje graczy i zmusza ich do nieustannego główkowania i kontrolowania innych. Nieustana walka, przeliczanie swoich wabików, wabików przeciwników i przewidywanie ich ruchów to klucz do sukcesu. Dzięki sprytnemu budowaniu komnat dochodzi do interakcji między Bossami. Często, któryś z potworów może się zagapić, a my możemy to bestialsko wykorzystać w konsekwencji czego do lochów naszego oponenta zawitają nieproszeni goście. Właściwie za każdym razem kiedy podejmowałem decyzję co do budowy pokoju przechodził mnie zimny dreszczyk emocji (zupełnie jakbym to ja stawiał niepewne kroki w jednej z ponurych komnat). Nie wiedziałem, czy uda mi się osiągnąć zamierzony cel i czy któryś z graczy nie pokrzyżuje mojego misternego planu. Zawsze coś mogło pójść nie tak, to było pewne i zarazem świetnie wkomponowane w rozgrywkę.

Nie wszystko złoto co się świeci

Oczywiście, żeby nie było zbyt kolorowo należy wspomnieć o wadach tytułu, których słowem mówiąc jest kilka. Podstawowym problemem Boss Monstera jest losowość i to może nie spodobać się niektórym z was. Konsekwencjami sporej losowości jest poczucie niemocy, które idzie odczuć w trakcie zabawy. Nasze możliwości są bardzo ograniczone przez karty na ręce. Bywa i tak, że każdy z ruchów jaki możemy wykonać jest nieopłacalny, a przeczekanie i dobór kolejnej losowej karty wcale nie polepsza naszej sytuacji i tak tkwimy w martwym punkcie. Mówiąc krótko, jesteśmy uzależnieni od tego, co się nam trafi na rękę. Jeśli mamy szczęście, gra toczy się po naszej myśli. Jeśli fortuna nam nie sprzyja, mamy spore trudności z rywalizowaniem z innymi i niewiele możemy na to poradzić.

Boss Monster 12
Boss Monster / fot. Przystanek Planszówka

Jeden na wszystkich, wszyscy na jednego

O ile interakcja w postaci manewrów skarbami jest, tak należy w tym miejscu postawić kropkę. Nie oszukujmy się, jest tego mało… Ktoś powie, a co z czarami? Niestety, czary są niewykorzystanym potencjałem tej gry. Korzystania ze sztuczek magicznych jest w zasadzie tyle, co realnych mechanik ich dociągania, czyli tyle co nic. Wielka szkoda, bo sposobność częstszego sięgania do magii wprowadziłaby sporo interakcji między graczami, co znacznie zwiększyłoby dynamikę i satysfakcję z gry. Boss widziałby, że ma wpływ na otaczający go świat. Biorąc pod uwagę powyższe mankamenty, opcja rozgrywki jeden na jednego jest nużąca. Każdy zamyka się w swoim lochu i nie wychyla z niego czubka nosa.

To już koniec…

Gra Boss Monster to z pewnością ciekawy tytuł, który zapadnie w mej pamięci jako „ładna karcianka”. Na pewno warto ją mieć w swojej kolekcji choćby ze względów estetycznych. Próbując ją krótko scharakteryzować, na myśl przychodzi mi jedno trafne porównanie. Z Bossem jest tak jak z jego pudełkiem. Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda bardzo dobrze, ale z czasem napotykamy niewielki szkopuł, który potrafi zepsuć nam przyjemność z gry (zupełnie jak wcięcia w wypraskach, nieułatwiające wyjęcia kart). Jednak nie mam wątpliwości co do tego, że gra podbije serca wielu osób.

Jeśli z sentymentem wspominasz czasy pixelowych gier, jeśli nie oczekujesz złożonych taktycznych pojedynków a szukasz gry, która przyciąga uwagę, ma wiele ukrytych smaczków i daje się w prosty sposób przedstawić nowym graczom, Boss Monster zdecydowanie przypadnie ci do gustu.

Dziękujemy Wydawnictwu Trefl Joker Line za przekazanie gry do recenzji.

Trefl Joker Line

Tekst powstał dzięki współpracy Przystanku Planszówka ze studentami specjalności Gamedec – badanie i projektowanie gier.

gamedec

PRZEGLĄD RECENZJI
Ocena
7
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułBydgoskie dźwięki w grze Thrash’n Roll!
Następny artykułKarciany ekosystem od Trefla
Jedyna głowa wystająca z tłumu. Zawsze mający swoje zdanie i uparcie dążący do celu. Zakręcony na punkcie gier, gra, tworzy i studiuje.