Preambuła

Dekretem jego królewskiej mości Filipa IV Pięknego, króla Francji i Nawarry, hrabiego Szampanii pięciorgu śmiałkom zlecono budowę zamku w Caylus, małej wiosce przy granicy z Anglią. Mistrzowie architekci i budowniczowie muszą prześcigać się we wkradaniu się w łaski króla i budowaniu potężnej obronnej warowni i odpowiedniej infrastruktury. Najbardziej zaradny mistrz zwycięży grę i zdobędzie przychylność króla po grobową deskę.

Królewskie postulaty

Zadania może podjąć się od 2 do 5 mistrzów budowniczych, każdy będący w posiadaniu 6 robotników, 2 uncji jedzenia i 1 bali drewna. Finanse zapewnia jego wysokość król Filip IV, od 5 do 7 dukatów na start i po 2 dla każdego co miesiąc. Mistrzowie muszą wykazać się bystrością umysłu i umiejętnością skrupulatnego rachowania. Zgodnie z kodeksem honorowym cechu budowniczych, planują swoje przedsięwzięcie, delegując jednego robotnika naraz. Robotnik po miesiącu, w zależności od miejsca pracy, przynosi zyski w postaci: surowców (drewno, kamień, jedzenie, sukno i złoto) potrzebnych do budowy zamku i innych budynków; dukatów, potrzebnych do opłacenia pensji robotników (co najmniej 1 za każdego oddelegowanego robotnika); łaski króla, będącej doraźną pomocą od samego jaśnie oświeconego króla Filipa IV; czy wreszcie budowy kawałka właściwego zamku.

Caylus
Caylus / fot. Przystanek Planszówka

O czym śpiewają trubadurzy?

Melodyczna wieść niesie, że burmistrz Caylusa chce wykorzystać zamieszanie w swojej wiosce dla własnych korzyści. Burmistrz ma prawo zakazać działania budynkom wybudowanym poza pierwotnymi granicami Caylusa, czyli tym znajdującym się za mostem. Dlatego jest skłonny przyjąć sporej sumy łapówki w tej kwestii. Każde miejsce pracy może być zajęte tylko przez 1 robotnika, więc kto pierwszy ten lepszy. Wszystkie budynki wybudowane przez mistrzów, oprócz zamku, będą przynosić dodatkowe zyski ich właścicielom, jeśli będzie pracował w nich robotnik innego mistrza.

Współczesnym okiem

Gra Caylus to benedyktyńska strategia polegająca na skrupulatnym planowaniu i zarządzaniu zasobami. Nie posiada elementów losowych, poza wyborem gracza rozpoczynającego grę, potem kolejność ruchów w turze jest zależna od wyborów graczy. Najciekawszym rozwiązaniem mechanicznym jest tutaj pasowanie tury, gdyż za każdego gracza, który to zrobił pozostali muszą płacić więcej dukatów za położenie swoich robotników na planszy. Niestety gra cierpi na brak klimatu, szczytny cel budowy zamku można by zamienić na budowę latryny i nic by się nie zmieniło, ponieważ gracze zajęci są matematyką, czyli przeliczaniem każdego ruchu na jak największą liczbę punktów zwycięstwa. Dodatkowo rozgrywka jest długa, przez co gracze często tracą zapał do gry, ale to zrozumiałe, nie każdy potrafi wysiedzieć 3 godziny lekcji matematyki Jednak najgorsze jest to, że na koniec gry nawet ci znużeni gracze, którzy przez ostatnie 10 tur nie uważali na to co dzieje się na planszy mogą mieć więcej punktów od tych, którzy starali się i dokładnie analizowali każdy ruch przez całą grę.

Caylus
Caylus / fot. Przystanek Planszówka

Reasumując. Gra w mojej ocenie to 6/10, mechanicznie niby wszystko działa, ale brakuje tego czegoś, powodu dla którego chciałbym wrócić do tego tytułu. Może to ze względu na estetykę elementów, która jest raczej na niskim poziomie. Wszystkie surowce to malutkie jednokolorowe sześciany, gdyby zamiast tego drewnem była mała kłoda, jedzeniem różowa świnka, a złotem grudka tego kruszcu to grałoby się dużo przyjemniej. Nie wspominając o zamku, który budujemy ustawiając domki rodem z Monopoly w dwóch rzędach obok siebie, gdyby tylko można było zbudować coś co faktycznie przypomina zamek…

Jednocześnie w swojej kategorii eurogier Caylus to 9/10, zdobywca wielu nagród w 2006 roku. Wydaje się nie mieć strategii dominującej, co jest trudne do osiągnięcia w tego typu grach, a bardzo istotne ze względu na regrywalność. Gracze muszą mieć z góry zaplanowaną strategię rozłożenia swoich robotników w danej turze i następnej, a w tej strategii muszą zawierać się potencjalne ruchy przeciwnika. Więc koniecznym jest posiadanie planu B, C, czy nawet D, bo przeciwnicy mogą zająć kluczowe pozycje dla naszego głównego planu. Jakość elementów jest dobra, pionki są wytrzymałe, karty budynków czytelne, a wszystko jest estetycznie spójne. Jednym z największych atutów gry jest plansza. Rozmieszczenie wszystkich elementów stałych jest dokładnie przemyślane i istotne w samej rozgrywce (np. ścieżka budynków, która jednocześnie jest polem gry, wyznacznikiem końca poszczególnych etapów budowy zamku i licznikiem tur do końca gry). Dodatkowo posiada wszystkie możliwe symbole i oznaczenia w odpowiednich miejscach, dzięki czemu jest idealnym dopełnieniem instrukcji, więc jeśli zaprosimy do gry nowych graczy to nie będziemy musieli zawracać im głowy czytaniem instrukcji.

Przy wyborze tej gry należy pamiętać, że nie jest to zabawa na wolną chwilę, ale prawdziwa gratka dla tych, którzy lubią skrupulatne planowanie i dokładne wyliczenie swojego zwycięstwa. Ciekawą alternatywą jest karciana wersja tej gry pt. „Caylus Magna Carta”, ale to już materiał na inną okazję. Chwała jego królewskiej mości Filipowi IV!

Okiem uniżonego sługi UncleLiona 9/10

Niesamowite, jak dobrze mi się czytało powyższą recenzję a zarazem jak bardzo nie zgadzam się z oceną autora. Królestwo mości panującego Filipa IV, to jedno z najważniejszych pudeł w mojej kolekcji. Choć ze względu na ciężar gry, siadam do niego duuużo rzadziej niż bym chciał, każda rozgrywka to dla mnie intelektualno-planszowe uniesienie. Cały czas nie mogę wyjść z podziwu, jak to debiutujący autor mógł stworzyć tak sprawnie działającą euro-grę pozbawioną losowości. I to co Arkadiusz wymienia jako wady, dla mnie jest zaletą Caylusa. Jedyne czego mogę się doczepić to oprawa graficzna, bo ta mogłaby być dużo lepsza. Ale reszta… według mnie ociera się o geniusz. Pozostaje mi zatem wnieść okrzyk na część Filipa IV i jego genialnego sługi Williama Attii: NIECH ŻYJĄ!

Tekst powstał dzięki współpracy Przystanku Planszówka ze studentami specjalności Gamedec – badanie i projektowanie gier.

gamedec

PRZEGLĄD RECENZJI
Ocena
6
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułFarmageddon
Następny artykułAudycja Przystanek Planszówka – odcinek 3
Aktualnie student Humanistyki 2.0 na UKW, początkujący projektant gier i miłośnik wszystkich rodzajów i form gier. Były student filologii japońskiej, po której pozostała miłość do znaków chińskich. Marzący o wygraniu Spiel des Jahres...