Król to ma klawe życie – że tak pozwolę sobie sparafrazować słowa piosenki Andrzeja Waligórskiego. No bo taki król to ma wszystko: władzę, pieniądze, tłumy wpatrzonych w siebie dam i padających do stóp, wielbiących go poddanych… NIE! Ten król nie ma żadnej z tych rzeczy. Tego króla nikt nie lubi i nikt nie chce. Ten król nie może ufać nikomu. I nie może czuć się bezpiecznie nigdy. I nigdzie.

Na pozór zwykłe miasteczko pod zamkiem. Tłoczno, gwarno. Tu przekupka sprzedaje jabłka, tam chłop z widłami szykuje się do przerzucania słomy, gdzieś przemyka mnich, piękna panna kusi uśmiechem (i zgrabną nóżką), piekarz stanął za rogiem, karczmarz na dachu. Samo życie. Wśród tłumu on – król w otoczeniu swoich rycerzy. Ma do zamku zaledwie kilka kroków. Na tyle blisko, by dotrzeć tam szybko. I na tyle daleko, by nie dotrzeć tam żywy… Skrytobójcą może być bowiem każdy.

Król i zabójcy
Król i zabójcy / fot. Przystanek Planszówka

Sięgnij po „Króla i zabójców”. Kim zagrasz? Królem, który w otoczeniu straży ma przedrzeć się przez tłum poddanych i przekroczyć próg zamku – cały i zdrowy (no, ewentualnie ranny), czy zabójcą, a w zasadzie trzema zabójcami, którzy przybrawszy wygląd niepozornych mieszczan, tylko czekają na idealny moment, by zaatakować.

Król, który szedł piechotą

Jeśli zdecydujesz się poprowadzić znienawidzonego przez wszystkich króla tyrana, Twoim zadaniem będzie przekroczyć wrota zamku lub wyeliminować czyhających na Twoje życie zabójców, nim oni zabiją Ciebie. Ale przecież jesteś królem! I choć idziesz piechotą, nie jesteś sam. Wraz z Tobą wąskie uliczki miasta przemierza siedmiu rycerzy, gotowych bronić Cię do ostatniej kropli krwi. Aby utorować królowi drogę mogą oni przepychać mieszkańców, pojmać ich no i rzecz jasna eliminować zabójców – gdy ci się już ujawnią. Muszą być jednak przygotowani na najgorsze – trójka zabójców tylko czeka na dogodny moment, by jednym ciosem zakończyć żywot rycerza a dwoma – wyzwolić całe miasto od złego monarchy. I zwyciężyć.

Król i zabójcy
Król i zabójcy / fot. Przystanek Planszówka

Zabić króla

Jeśli z kolei zdecydujesz się stanąć po stronie dwanaściorga uciemiężonych mieszkańców, w tajemnicy wyznaczasz trójkę tych, którzy odważą się podnieść rękę na władcę. Mieszczanie rzecz jasna utrudniają królowi i jego świcie przejście do zamku. Pewnie wielu zginie, ale dopóki choć jeden zabójca żyje, dopóty żywa jest i nadzieja na zakończenie rządów tyrana. Król – z natury butny i wyniosły – nie musi wcale wiedzieć, czy z rąk (i mieczy) jego rycerzy zginęli zwykli mieszczanie czy też skrytobójcy. Chyba, że wyeliminowany zostanie ostatni z trójki śmiałków. Wtedy… cóż… Grę można schować. Lub rozpocząć na nowo.

Skrytobójca może też ujawnić swoją tożsamość. A nawet powinien, bo oprócz tego, że łatwiej mu będzie poruszać się po uliczkach i dachach, to również tylko wówczas zabija rycerzy oraz – co najważniejsze – z triumfalnym „Ha!” może najpierw zranić a następnie zadać królowi śmiertelny cios. I zwyciężyć.

Król i zabójcy
Król i zabójcy / fot. Przystanek Planszówka

Zwycięża także, gdy królowi przez 15 rund nie uda się dotrzeć do zamku, ale nie oszukujmy się – choć pojawi się radość ze zwycięstwa, to nie będzie to taka sama radość, jak zgładzenie jego wysokości. A może tylko w mojej głowie to brzmi dobrze?…

Taktyka i blef

Pewnie zabrzmi to mało profesjonalnie i obiektywnie, ale gry „Król i zabójcy” byłam ciekawa, gdy tylko o niej usłyszałam. Cóż może być bowiem lepszego, niż knucie, intryga, tajemnica? I pod tym względem nie zawiodłam się. Grając królem i rycerzami, czuje się niepokój i ciągłe napięcie – czy ten mnich, który właśnie podchodzi – nie wyciągnie zaraz sztyletu spod habitu? A może zrobi to ta kobieta z koszem, albo ten zakapior tak wrogo spoglądający z dachu? Już zabić? Czy może na razie przesunąć, by ułatwić przejście? Emocje momentami sięgają zenitu. Z kolei po stronie zabójców jest ta dzika satysfakcja związana z wiedzą, której nie posiada przeciwnik (a zabijaj sobie tego uczonego, mój zabójca spokojnie sobie czyha za węgłem). Jednym słowem – klimat w „Królu i zabójcach” udało się stworzyć.

Król i zabójcy
Król i zabójcy / fot. Przystanek Planszówka

Wykonanie i estetyka gry świetnie ów klimat uzupełniają. Ciemna, ponura kolorystyka miasta i ludzi; twarze mieszczan wykrzywione tak, że każdy wygląda na potencjalnego skrytobójcę. Do tego dochodzą proste zasady jednocześnie dające mnóstwo możliwości, czytelne karty rund, które płyną bardzo wartko – gra nie wlecze się, nie rozciąga w czasie.

Król i zabójcy
Król i zabójcy / fot. Przystanek Planszówka

Największe wątpliwości wzbudzała we mnie asymetryczność w „Królu i zabójcach”. Obawiałam się, że ci drudzy będą mieć nieporównywalnie większe szanse na wygraną, co sprawi, że podejmowanie wyzwania nie przyniesie spodziewanej radości. Na szczęście obawy okazały się płonne. Wprawdzie wciąż twierdzę, że zabójcom jest nieco łatwiej (mimo iż wiele rozgrywek temu zaprzeczyło), jednak obojętnie po której stoi się stronie – nie uniknie się wysiłku umysłowego.

Król i zabójcy
Król i zabójcy / fot. Przystanek Planszówka

„Król i Zabójcy” to w moim odczuciu naprawdę dobra gra dwuosobowa, choć myślę, że częste (czy może precyzyjniej – zbyt częste) sięganie po nią może uczynić ją nieco monotonną i pozbawić elementu zaskoczenia i dreszczyku emocji. Niemniej „Król i zabójcy” to prawdziwy intelektualny pojedynek: planowanie własnej taktyki i przewidywanie ruchów przeciwnika, kombinowanie, knucie i blef z twarzą pokerzysty jednocześnie – napocić się trzeba zarówno by przeżyć, ale też by zabić. A najlepiej najpierw jedno, potem drugie, bo po jednej partii ma się ogromną chęć na zamianę ról. A ponieważ zarówno władza jak i zbrodnia uzależniają, bądźcie pewni, że na jednej rozgrywce nie poprzestaniecie.

PRZEGLĄD RECENZJI
Ocena
8
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułGolden Geek Award (nie tylko) zwycięzcy….
Następny artykułAlleluja! Grób jest pusty!
Długo myślała, że szukanie hobby zostanie jej hobby... Ale gdy odkryła świat gier planszowych, od razu wpadła po uszy. Jak to kobieta, uwielbia ładne gry, najlepiej pełne gadżetów, ale bynajmniej nie infantylne - kooperacja z motywem zdrajcy, negatywna interakcja, nieprzewidywalne zwroty akcji i na koniec wielkie "BUM!" - to jej żywioł.