Teoria poznania, czyli zamiast wprowadzenia

Timeline jest jedną z tych gier, o których się wielokrotnie słyszało. Zwykle w ramach rozmów o tematyce różnorodnej i przy okazji: książki, filmu, dokumentu, programu przyrodniczego, codziennych aktywności czy poszukiwania prostej gry dla wszystkich. Obecnie na polskim rynku dostępne są dwie talie gry „Timeline”. Pierwsza z nich to „Wynalazki”, druga – „Nauka i odkrycia”. Szczęśliwcy – albo stare „timeline’owe” wygi – mogą się jeszcze delektować poprzednią edycją „Timeline” łączącą (przynajmniej częściowo) powyższe zakresy tematyczne z wybranymi wydarzeniami historycznymi. Tym razem jednak o nowej – oby kontynuowanej w przyszłości! – wersji potyczek z historią.

Timeline potyczki z chronologią w praktyce

Pierwsze, co zwraca uwagę przy kontakcie z nowymi „Timeline’ami”, to wydanie – pięknie wykonane metalowe pudełka, z welurową wyściółką na karty, z idealnym zamknięciem i dopasowaniem. Po prostu marzenie każdego gracza i kolekcjonera gier – solidne, spełniające swoją funkcję (żadnych grzechotów i przemieszczających się elementów!) i przy okazji cieszące oko. Niewątpliwie nowa edycja jest odpowiedzią na głosy krytyczne pojawiające się przy okazji poprzedniej edycji, a dotyczące przede wszystkim…niczym nieuzasadnionej wielkości pudła. Tym razem mamy kompaktowe pudełka, które z powodzeniem możemy zabrać na rodzinne spotkanie czy dłuższy wyjazd. Druga, to wyjątkowo prosta mechanika gry. Twórcy zakładają, że rozgrywka trwa około 15 minut, a brać w niej udział może od dwóch do ośmiu osób. Na starcie każdy z graczy otrzymuje swoje karty (w podstawowej rozgrywce cztery, ale bez problemu można tę liczbę zwiększać) i próbuje je jak najszybciej umiejscowić na osi czasu. Karty – w liczbie 110 na talię – są dwustronne. Z jednej strony znajduje się obrazek oraz nazwa wynalazku lub odkrycia, z drugiej – jego data, zaś w przypadku talii „Timeline: Nauka i odkrycia” również informacje dodatkowe, na przykład nazwiska twórców czy odkrywców. Każdy gracz w swojej kolejce wykłada jedną z kart na osi czasu w miejscu, gdzie podejrzewa, że dany fakt lub wydarzenie znajdowało się zgodnie z chronologią. Gdy się pomyli – odrzuca kartę i dobiera nową z puli – gdy trafi (lub jakimś cudem posiadł wcześniej wiedzę na temat roku wynalezienia lub opatentowania gumki recepturki, kartonu do mleka czy odkrycia przez Europejczyków goryla), jest na jak najlepszej drodze do zwycięstwa. A jak to wygląda w praktyce?

Timeline / fot. Przystanek Planszówka
Timeline / fot. Przystanek Planszówka

Z historią do boju!

Bój pierwszy zazwyczaj związany jest z tym, że trzeba towarzystwo przekonać do gry o tematyce historycznej, w dodatku z datami. W przypadku „Timeline” naprawdę nie ma się czego bać, ponieważ większość faktów, które pojawiają się na kolejnych kartach jakoś ominęła podręczniki szkolne. Liczy się przede wszystkim zdolność logicznego myślenia i kojarzenia faktów, choć – jak się zwykle okazuje – i te potrafią zawieźć w najmniej oczekiwanym momencie. Czasami pomocne okazują się rysunki na kartach, jednak mogą one i wprowadzić w błąd. Standardowo już z rozgrywką kojarzą mi się okrzyki „Niemożliwe!”, „Tak szybko?!” lub „Ale jak to? Tak długo sobie radzili bez?!”. Bój drugi związany jest z odruchem odwracania kart, co w tym wypadku oznacza podglądanie dat (nie wolno!).

W wyborze wydarzeń i faktów wyraźnie uwidacznia się perspektywa francuska

W „Timeline” można grać już w dwie osoby, przy czym należy się wówczas liczyć z tym, że rozgrywka trwa długo i po jakimś czasie może stać się nieco nużąca. Optymalnie rozgrywka przebiega dla czterech-sześciu graczy. Jest wówczas szybka, dynamiczna i pojawia się w jej trakcie wiele emocji. W przypadku, gdy gramy z osobami, które lubią długo rozważać każdy ruch, sugeruję używanie stopera albo klepsydry. Jakkolwiek twórcy takiego wariantu nie przewidzieli, w „Timeline” można grać również w zespołach. Przydaje się to na spotkaniach towarzyskich w większym gronie lub imprezach. Zaryzykować można nawet wówczas prawdziwy turniej z punktami. Wówczas poszczególnym drużynom należy dać nieco czasu na wynegocjowanie ostatecznej pozycji karty. Przysłuchiwanie się argumentacji albo uzasadnieniom – bez względu na liczbę graczy – to dodatkowa atrakcja.

Timeline / fot. Przystanek Planszówka
Timeline / fot. Przystanek Planszówka

W przypadku większej liczby graczy (czy proponowanej modyfikacji do wariantu zespołowego) lub zwyczajnie dla urozmaicenia przydaje się mieszanie talii. Jakkolwiek pewnie nie raz część graczy będzie narzekać, że karty są małe i niedokładnie widać, co się na nich znajduje (to to szukanie magicznej podpowiedzi, o której pisałam wcześniej), docenia się ich rozmiar, gdy oś czasu robi się bardzo długa. Warto zauważyć, że karty z „Wynalazków” i „Nauki i odkryć”, choć są tego samego rozmiaru, charakteryzują się podobną estetyką, to różnią się fakturą. Ta minimalna różnica nie powoduje rozproszenia w trakcie gry (nigdy nie lubiłam mieszania kart z różnych kompletów), a jednocześnie jest dużym ułatwieniem, gdy po zakończeniu rozgrywki rozdzielamy karty do właściwych puszek. Niewielki rozmiar okazuje się przydatny również w podróży. Jakkolwiek gry w samochodzie wyobrazić sobie nie można, o tyle jako ratunek na deszczowe dni w czasie urlopu jest jak znalazł!

…w jaki sposób publikacja „Nędzników” czy „Kapitału” jest wynalazkiem naprawdę nie rozumiem…

Bez względu na liczbę graczy w rozgrywce, nie ma jednej dobrej strategii prowadzącej do zwycięstwa. Na pewno zapamiętanie wszystkiego jest bardzo trudne, co dodatkowo komplikowane jest przez losowość każdej rozgrywki (łatwiej układać odległe od siebie wydarzenia niż wszystkie z podobnego okresu). Wielki wpływ na nasze decyzje mają oczywiście również współgracze. Lepiej zatem najpierw wyłożyć to, co się na pewno wie, czy może próbować z tym, czego się kompletnie nie kojarzy? – na to pytanie każdy musi sobie odpowiedzieć sam.

Timeline / fot. Przystanek Planszówka
Timeline / fot. Przystanek Planszówka

Nowe wydanie „Timeline” koncentruje się na nauce, odkryciach i wynalazkach, zatem nie znajdziemy tu wydarzeń historycznych. Na te najpewniej możemy liczyć dopiero w polskiej wersji „Timeline: Historical Events” czy zapowiedzianego „Timeline: Polska”. Przydatne i na pewno wpływające na pogłębienie edukacyjnego wymiaru gry*. W wyborze wydarzeń i faktów wyraźnie uwidacznia się perspektywa francuska, czemu trudno się dziwić ze względu na twórców gry. Przyjmując perspektywę każdego innego państwa jednak, wybór ten nierzadko wzbudza przynajmniej lekkie zdziwienie. Czasem dziwi w ogóle fakt pojawienia się danego wydarzenia w talii – w jaki sposób publikacja „Nędzników” czy „Kapitału” jest wynalazkiem (obie karty znajdują się w „Timeline: Wynalazki”) naprawdę nie rozumiem…

Dokąd zmierzamy?

„Timeline” jest zdecydowanie grą godną polecenia. Świetna zabawa, miło spędzony czas gwarantowany i to niezależnie od naszego stosunku do historii. Proste zasady  gwarantują sukces w różnych społecznych sytuacjach, bez względu na to z jak wytrawnymi (albo jak bardzo niedoświadczonymi) współgraczami mamy do czynienia. Dla miłośników historii, tematyki popularnonaukowej oraz tych, którzy próbują znaleźć metodę (dla siebie lub innych) na polubienie wymienionych, jest to pozycja obowiązkowa. Absolutnie! Podsuwałabym również „Timeline” (oraz wersję dziecięcą „Cardline”) wszystkim nauczycielom, gdyż opracowanie podobnej gry na użytek prowadzonych przedmiotów w szkole może się okazać ciekawym urozmaiceniem i odskocznią od tradycyjnych lekcji, a przy okazji być świetnym sposobem na utrwalanie materiału.

Timeline / fot. Przystanek Planszówka
Timeline / fot. Przystanek Planszówka

* À propos edukacyjnego wymiaru gry, warto zauważyć, że daty znajdujące się przy poszczególnych wynalazkach, to najczęściej daty ich opatentowania, a nie faktycznego wynalezienia, zatem ostrożnie z prowadzeniem ostrych i zażartych kłótni w oparciu o uzyskaną w wyniku gry wiedzę. Poza tym lekką konsternację może wywołać karta „Odkrycie wełny” z…rośliną na obrazku. Czy jest to błąd tłumaczenia czy błąd twórców, nie wiem, ale niewątpliwie chodzi o bawełnę.

PRZEGLĄD RECENZJI
Ocena
8,5
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułGalaktyczny konkurs rozwiązany! A na półkach nowości od Galakty
Następny artykuł47 Noc Planszówek w Bydgoszczy. W roli głównej Hack Trick
Kulturoznawczyni. Feministka. Cyklistka. Wegetarianka. Uwielbia strzygi, wampiry, wodniki i inne demony. Aha, i koty. Koty też uwielbia. Sama stopniowo próbuje upodobnić się do zombie (jak twierdzą złośliwcy), a przynajmniej do bohatera „Illustrated Man” Bradbury’ego (też złośliwcy). Nadużywa ironii, sarkazmu i czarnego humoru, a w kolejce po talenty dyplomatyczne była zbyt uprzejma i zabrakło. Jak nie gra, to pewnie coś ogląda, czyta albo słucha muzyki. Z niewiadomych powodów zwykle jest to dość krwiste, a jeśli chodzi o ostatnie – głośne.