Lądujemy za 5 minut. Przygotować się. Chrońcie broń przed zapiaszczeniem i nie zbijać się  w grupy. Na pojedynczego żołnierza szkoda kul. Widzimy się na plaży – kapitan Miller – 2 Batalion Rangersów… Był 6 czerwca 1944 roku i rozpoczął się najdłuższy dzień.

Kilka godzin później.

Niezgorszy widok Panie Kapitanie – powiedział sierżant Horvath wsypując ziemię normandzką do puszki z napisem Francja spoglądając na dopływające do brzegu ostatnie barki desantowe floty inwazyjnej.

Te sceny jak również samo lądowanie na plaży Omaha do dnia dzisiejszego wryły mi się w pamięć, a pochodziły ze znakomitego filmu „Szeregowiec Ryan” w reżyserii Stevena Spielberga. Uwielbiam kino tego typu. W mojej prywatnej filmotece znajdują się takie kultowe tytuły jak „O jeden most za Daleko”, „Tora, Tora, Tora”, „Wróg u bram”, „Kompania braci”, „Bitwa o Midway”, „Pacyfik” i ostatni dość ciekawy tytuł „Furia”. Jednak to „Saving Private Ryan” przełamał tabu i pokazał po raz pierwszy brutalność wojny, taka jaka ona naprawdę jest. Tu nie ma scen bohaterskiej śmierci, tu zastaniemy ból, strach i śmierć braci broni w męczarniach. To chyba ten element spowodował, że tematyka operacji Overlord jest dla mnie tak ciekawa.

D-Day Dice / fot. Przystanek Planszówka
D-Day Dice / fot. Przystanek Planszówka

Szukałem tytułów na ten temat wśród planszówek, ale tylko jeden na dłuższą chwilę przykuł moją uwagę. Możemy tu wspomnieć o Heroes of Normandie która jest grą prześmiewczą – czerpiącą pełnymi garściami z filmów średniorealistycznych jak „Tylko dla orłów”, „Działa Nawarony”, „Parszywa dwunastka”. Z kolei Memoir’44 jest uproszczoną strategią pola bitwy. Ja zatrzymałem się na tytule D-Day Dice. Sama nazwa wzbudza już kontrowersje. Bo czym że są „Kostki dnia D”?

Zacznijmy od samej zawartości. Pudełko gabarytowo nie jest spore, ale samo w sobie dość dobrze wykonane. W środku znajdziemy instrukcję w języku angielskim (niestety gra nie wyszła w polskiej wersji, ale z łatwością znajdziemy przetłumaczone zasady w Internecie), książkę misji opublikowaną w formie tajnych akt wojskowych, mnóstwo żetonów, nieduże karty ze sprzętem i specjalistami, liczniki zasobów no i tytułowe kości. Różnią się one od zwykłych sześciościennych, ponieważ na każdej ściance mamy różne symbole: czaszkę, gwiazdkę, medal, klucz, oraz żołnierza lub dwóch. Od razu przestrzegam jak ktoś nie lubi turlania to w tym miejscu niech przestanie czytać, bo w tej grze dostaniecie zakwasów od rzutów nie jedną, dwoma, ale sześcioma kośćmi. Ostatnim elementem jest zestaw map przedstawiających plaże różnych sektorów (Omaha, Utah, Juno, Gold i Sword). W dodatku Atlantic Wall pojawiają się jeszcze dodatkowe plansze oraz dodatkowe karty, a także możliwość grania Niemcami. Plansze są nie duże bo wielkości kartki A5.

D-Day Dice / fot. Przystanek Planszówka
D-Day Dice / fot. Przystanek Planszówka

Na czym polega gra. Jest niezwykle prosta. Musimy pokonać plażę, posuwając się przez kolejne pola, aby zdobyć na samym końcu bunkier, z którego wraży Niemcy przez cały czas ostrzeliwują nas z MG 42. Proste? Nic bardziej mylnego. Trup w grze ściele się gęsto. W każdym sektorze tracimy ludzi, którzy są niezwykle cenni.

No dobrze ale jak wygląda sama rozgrywka. Możemy zagrać samemu lub z kolegą, który obejmie dowództwo nad drugą drużyną, a więc mamy do czynienia też z kooperacją. Zaczynamy u dołu planszy. Na każdym polu możemy przebywać maksymalnie 3 tury. Każda tura zaczyna się od rzutu kośćmi. Poszczególne kości przynoszą nam określone korzyści. Jeżeli wypadnie medal otrzymujemy punkty potrzebne do posuwania się do przodu, gdy wyrzucimy gwiazdkę zyskujemy zasoby, aby do naszej drużyny dołączył jakiś specjalista. Symbol klucza umożliwi nam zakup dodatkowego sprzętu, który ułatwi nam dotarcie do celu. Żołnierz to szeregowiec którego udało nam się zgarnąć z plaży i przyłączyć do oddziału. Zaś czaszka jest symbolem, który neguje jeden z wyrzuconych symboli. Jest jeszcze jedna ważna rzecz. Kości są w trzech kolorach: czerwonym, białym i niebieskim, co daje nam po dwie kości danego koloru. Jeżeli jakimś trafem los pokieruje naszą dłonią i uzyskamy na trzech kościach o różnym kolorze ten sam symbol to zyskujemy sekwens, który aktywuje dodatkowe możliwości: większa liczba żołnierzy, przemieszczenie  się na kolejne pole bez płacenia za nie krwią żołnierzy itp. Podczas rozgrywki możemy poruszać się tylko do przodu i w bok. Nigdy nie wolno nam się wycofać. Po fazie rzutów następuje etap zakupu, a następnie sprawdzamy efekt działania pola na którym przebywamy, czyli w największym skrócie – sprawdzamy ilu naszych oddało życie podczas lądowania. System dość prosty, ale gra nie wybacza błędów. Moja frustracja spowodowana kolejną przegraną sięgała zenitu. Znacznie łatwiej jest, gdy gramy z kolegą lub koleżanką, ponieważ możemy sobie pomagać, przekazując odpowiednie zasoby, lub biorąc na siebie ogień nieprzyjaciela, po to, aby drugi oddział mógł posunąć się dalej. Rozgrywka trwa średnio od 30 minut do nawet godziny.

Czas na pewne podsumowanie.

Plusy:

  • klimat, klimat i jeszcze raz klimat– bałem się o swoje życie;
  • jakość wykonania plansz i kart – są naprawdę wykonane na dobrym materiale więc ciężko je uszkodzić;
  • kości – dość nietypowe;
  • niewielki rozmiar – w tą grę można zagrać na lekcji pod ławką, w pociągu, na wycieczce;
  • możliwość łączenia plansz i grania na większym terytorium;
  • regrywalność i chęć powrotu do tytułu.

Minusy:

  • brak polskiej wersji językowej – wydawcy przespali, albo specjalnie przemilczeli możliwość wydania w polskiej wersji;
  • dostanie tej gry w Polsce jest niezwykle trudne, no chyba że kupujesz na Ebayu to ok;
  • mapy oprócz tego że technicznie są super to niestety pod względem graficznym jest bieda – dotyczy to całej gry – nie ma żadnych grafik, jest praktycznie wszędzie sam tekst – szkoda;
  • poziom trudności – mhmmm – gra dla osób lubiących oblewać się gorącym woskiem i noszących obcisłe skórzane ubrania – podobne odczucia miałem grając w Legendary Encounter Alien Deck Building Game.
D-Day Dice / fot. Przystanek Planszówka
D-Day Dice / fot. Przystanek Planszówka

Czas na ocenę

Gra jest przejedwabista. Sam osobiście grałem w egzemplarz pożyczony i chciałem go odkupić, ale właściciel za skarby Króla Salomona nie chciał tytułu oddać. Na pewno będę wypatrywał kogoś, kto będzie chciał pozbyć się swojego egzemplarza. Gra jest dla mnie naprawdę dużym – pozytywnym zaskoczeniem. Gra się szybko, dynamicznie. Instrukcja jest dość czytelna, nawet ta angielska. Karty są opisane prostym językiem, aby nie stanowiły problemu w zrozumieniu zasad na nich obowiązujących. U mnie ten tytuł otrzymuje zdecydowaną i zasłużoną ósemkę. Obecnie na mój stół trafił Heroes of Normandie, która to gra 8 kwietnia miała swój polski debiut na Pyrkonie. Zobaczymy czy i ta gra zdobędzie tak wysokie noty.

D-Day Dice / fot. Przystanek Planszówka
D-Day Dice / fot. Przystanek Planszówka

Mi pozostaje zasiąść za planszą i w przerwie pomiędzy rozgrywkami w Heroes of Normandie znów spróbować zdobyć bunkier, aby po pół godzinie stwierdzić, że zadnie było „POPOLUPNE”*.

* Osoby, które nie znają tego skrótu odsyłam do filmu „Szeregowiec Ryan”.

Okiem szeregowego UncleLiona – 8/10

D-Day Dice to faktycznie bardzo udana turlanka. Udana, ale nieźle dająca w kość. Choć pierwsza misja treningowa wydaje się banalnie prosta, nastawiona na zdobywanie „mięsa armatniego”, to już w kolejnych jest coraz ciekawiej i trudniej. Siadając do D-Day Dice trzeba nastawić się na kilku-kilkunastokrotne próby zdobycia jednego bunkra. System Red-White-Blue dodaje grze sporo emocji. Jedynie co mnie w tej grze nie przekonuje, to tryb kooperacyjny. I nie jestem osamotniony w tej opinii. Jest to tytuł idealny do gry solo. Zdecydowanie warto spróbować. Niestety tak jak wspomniał Marcin – coraz ciężej zdobyć ten tytuł…

 

  • Paweł Kajak

    Jeden z najbardziej doskwierających mi braków w kolekcji. Późno wkręciłem się w tematykę wojenną i ten konkretny epizod, a wtedy D-Day Dice był już praktycznie nie do dostania. Trochę pograłem w wersję PnP ale o nie to samo i jeszcze pogorszyło sytuację :). Tematycznie zostaje mi zatem D-Day at Omaha Beach ale to zupełnie inna gałąź i kaliber.