O planach na łyse pole śpiewała niegdyś cała Polska. Dzisiaj strategie inwestycji sprzed lat można wprowadzić w życie rzucając wszystko i jadąc na latynoską plantację. Szkopuł w tym, że naszym sąsiadom ta idea niekoniecznie musi się podobać.

Santiago to ekonomiczna gra familijna z chilijskim temperamentem, która wyciska ostatnie krople potu z wysiłku. Z założenia jest ona skupiona na osiągnięciu wysokiej efektywności zbiorów dzięki odpowiedniej selekcji gatunków roślin i prawidłowej melioracji pól uprawnych. W praktyce zarządzanie plantacją to preludium do zabawy, jaką oferuje ten tytuł. Prawdziwa przyjemność z gry płynie z walki o każde Escudo, które umożliwia nam posiadanie najbardziej efektywnej plantacji i tym sposobem przybliża nas do wygranej. Jednak zanim zaczniemy zarabiać najpierw należy zająć się pracą u podstaw.

Santiago / fot. Przystanek Planszówka
Santiago / fot. Przystanek Planszówka

Podstawy produkcji rolnej na plantacji

Na początek na planszy należy umieścić strategiczne punkty w postaci źródła wody, od którego zależeć będzie powodzenie upraw i położenie kanałów oraz palmy, które zwiększają odporność danego kafelka ziemi na brak nawodnienia. Gracze otrzymują po 22. rolników, którzy będą dbać o poszczególne rośliny, 1 kanał niebieski i 1 w wybranym przez siebie kolorze, który będzie służył do wizualizacji w trakcie negocjacji. Przed grą należy jeszcze tylko przetasować i ułożyć kafelki roślin według zaleceń instrukcji i można zaczynać!

Santiago / fot. Przystanek Planszówka
Santiago / fot. Przystanek Planszówka

I kto za to płaci? Pani płaci, Pan płaci…

Gra jest podzielona na rundy, z których w każdej wyróżnia się kilka faz. Za każdym razem rozpoczynamy licytacją odkrytych żetonów plantacji, osoba która wydała najwięcej Escudos ma prawo wyboru interesującego ją kafelka jako pierwsza. Natomiast gracz, który złożył najmniejszą ofertę lub też odmówił udziału w licytacji zostaje Budowniczym kanałów i to on decyduje o miejscu, w którym powstanie nowy kanał wodny. Gdy formalności stanie się zadość należy założyć plantacje – każdy kafelek, niezależnie od gatunku rośliny, wymaga jednego bądź dwóch rolników do pracy w trakcie sezonu. Następnie czas na fazę kluczowych decyzji w grze, czyli budowę kanału. Od jego położenia zależy powodzenie wszystkich poprzednich działań, gdyż w przypadku niedoprowadzenia wody plantacja stopniowo umiera. W tej fazie gracze przedstawiają własne propozycje dotyczące planów melioracyjnych, motywując je w odpowiednio wysoką sumą Escudos. Decyzja Budowniczego jest nieodwołalna, jednak raz na grę można uniknąć negatywnych konsekwencji umieszczając swój niebieski kanał w niezbędnym miejscu. W przeciwnym wypadku susza, która jest kolejną fazą, odejmując rolników z pola, zniszczy plantację zmieniając ją w nieużytek. Ostatnim etapem jest wypłata 3 Escudo, które zasilają konta każdego z graczy.

Będą z tego kokosy!

Celem gry jest zdobycie największej ilości punktów. Na ich sumę składają się nie tylko posiadane przez gracza Escudos, ale i efektywność jego plantacji. Tu mamy do czynienia z ciekawym rozwiązaniem, gdyż punkty liczymy uwzględniając powierzchnię uprawy danego gatunku rośliny. Zatem jeśli przyłączyliśmy się naszym arbuzem do arbuzów sąsiada to obaj na tym skorzystamy. Jest to jeden z najlepszych powodów do aktywnej negocjacji przy wyborze lokalizacji nowego kanału. Tu mamy idealne warunki do knucia, spiskowania czy oferowania łapówek, które będą kąskiem dla fanów quasi-kooperacyjnego stylu gry, jak i do proponowania długoterminowych sojuszy opartych na wzajemnym zaufaniu i współpracy przez wiele sezonów dla osób, które wolą działać drużynowo. To właśnie od intensywności interakcji między graczami zależny jest poziom wskaźnika frajdy z rozgrywki. Podczas testów tej planszówki na szali noża postawiono wieloletnią przyjaźń, a wszystkiemu był winien jeden kanał. Co więcej, dyskusja trwała miemalże kwadrans, co jest równe jednej trzeciej sugerowanego czasu gry, a dotyczyła ona wyłącznie jednego etapu!

Santiago / fot. Przystanek Planszówka
Santiago / fot. Przystanek Planszówka

Do plusów Santiago z całą pewnością muszę zaliczyć szatę graficzną. Po raz kolejny trafiam na ilustracje Tomka Larka, od których nie mogę oderwać wzroku i które ujmują mnie swoim żartobliwym charakterem. Z kolei minusem tego tytułu jest wybór papierowych banknotów, które owszem wpisują się w klimat, są jednak mniej praktyczne niż klasyczne tokeny. Nie jestem również fanką dokładania za wszelką cenę znaczników dla graczy, w tym przypadku znacznika Budowniczego, moim zdaniem jest to element praktycznie zbędny, bo gracze świetnie radzą sobie bez niego. Być może gdyby usunąć ten element i zrezygnować z banknotów pudełko miałoby inne, bardziej odpowiednie do zawartości, wymiary.

Santiago / fot. Przystanek Planszówka
Santiago / fot. Przystanek Planszówka

Santiago to z pewnością tytuł warty testowania, gdyż przygotowanie rozgrywki i wytłumaczenie zasad trwa dosłownie kilka chwil i nie sprawi nikomu trudności. W kontekście bycia produktem z serii Next Step, która jest przeznaczona dla osób szukających własnie kolejnego etapu w świecie planszówek, sprawdza się doskonale. Wprowadza mechanikę licytacji, zmusza do zarządzania obszarami oraz planowania taktyki dotyczącej pojedynczego kafelka. Jest to dobry tytuł na rodzinne popołudnia, jestem pewna, że spodoba się również niedzielnym graczom, a i starzy wyjadacze z przyjemnością przeniosą się na chwilę na latynoską plantację.

Dziękujemy Wydawnictwu Trefl za przekazanie gry do recenzji.

Trefl logo

Tekst powstał dzięki współpracy Przystanku Planszówka ze studentami specjalności Gamedec – badanie i projektowanie gier.

gamedec