Istnieje taka legenda (a może mit?), że najważniejszym sprawdzianem dla związku jest nie wspólne zamieszkanie, nie pierwsze dziecko, ba! nawet nie decyzja o wspólnym zwierzaku, ale nade wszystko przeżycie wspólnie remontu mieszkania lub domu. Wszelkie prace remontowo-budowlano-dekoratorskie to istne przekleństwo dla szczęśliwego rodzinnego życia. Horror po prostu i klątwa wielkiej kłótni wisząca w powietrzu. Z drugiej strony, kto nie marzył o tym, co sobie kupi, jak urządzi, ile będzie miał pokoi w swoim wyśnionym, idealnym domu? No właśnie. Może zatem – zanim przedsięweźmie się kroki w rzeczywistości – warto najpierw potrenować na sucho? A jeśli planów remontowych nie ma, to może po prostu czasem warto się oddać marzeniom i spróbować urządzić swój własny dom? Późna wiosna, zbliżające się lato, słyszany zewsząd odgłos stukania, pukania i piłowania powinny tylko ułatwić przeniesienie się w świat „Domku”. To zaczynamy!

Domek / fot. Muzeum Fotografii w Bydgoszczy
Domek / fot. Muzeum Fotografii w Bydgoszczy

Grunt to profesjonalizm

Każdy poważny remont powinniśmy zacząć od solidnych przygotowań, a w rozpoczęciu przygody z Domkiem od…otwarcia pudła. To nie pierwsza gra od Rebel.pl, która mnie po prostu urzeka wykonaniem. Po tych dniach spędzonych z grą nie znalazłam ani jednego elementu, który uznałabym za niepotrzebny, źle wykonany, wadliwy czy w jakikolwiek inny sposób odstający od reszty. Po prostu pod względem estetyki i wykonania gra bez wad. Pierwsze na co w tym wypadku zwracamy uwagę to oczywiście samo pudło, które sugeruje mocno dziecięco-rodzinną grę. Słusznie, czyli jednak można oceniać po okładce. W każdym razie gry można.

Domek / fot. Muzeum Fotografii w Bydgoszczy
Domek / fot. Muzeum Fotografii w Bydgoszczy

W tej samej estetyce wykonane są: tor na karty, plansze „domków” poszczególnych graczy, żetony dodatkowego wyposażenia, karty pomieszczeń i karty dodatków. Każdy z tych elementów wykonany jest z największą troską o szczegóły – żaden motyw się nie powtarza, każdy szczegół jest dopieszczony. W poszczególne karty naprawdę można się wpatrywać…długo próbując liczyć dzieci, koty, psy czy szukając innych, intrygujących smaczków jak tytuły książek na półkach („Dzieła zebrane Czesława Miłosza”), urocze hamaki, obrazy na ścianach. Wszystko to idealnie mieści się w wyprasce wyprofilowanej w kształt domu. Starsi gracze odkrywać będą również inne smaczki związane wprost z codziennym, rodzinnym życiem.

Domek / fot. Muzeum Fotografii w Bydgoszczy
Domek / fot. Muzeum Fotografii w Bydgoszczy

W zestawie znajdziemy również notes pozwalający na liczenie punktów dla poszczególnych graczy. W moim przypadku to ten element, który wzbudza mieszane uczucia, gdyż…od razu zaczynam się zastanawiać, co zrobić jak się skończy. Mam nadzieję, że podobnie jak w przypadku innych gier, notes pojawiać się będzie jako dodatkowy element wyposażenia dodatków do „Domku”, bo jestem głęboko przekonana, że takie powinny się pojawić. Po pierwszych zachwytach pora rozpocząć lekturę instrukcji, która jest wyjątkowo prosta i wyjaśniająca wszelkie najbardziej zawiłe czy budzące wątpliwości sytuacje, co w przypadku gry o pozornie prostej i nieskomplikowanej mechanice również jest sztuką samą w sobie.

Budujemy domy!

Celem rozgrywki jest budowa i wyposażenie przez każdego z graczy swojego domu. Z torów pomieszczeń oraz dodatków dobiera się karty, które następnie wykłada się na planszy (o ile są to pomieszczenia), zastępuje je żetonami wyposażenia (o ile jest taka możliwość, tj. mamy już pomieszczenie, w którym można dany element położyć, np. łoże z baldachimem w sypialni), układa na stercie dachówek, zatrzymuje jako użyteczne narzędzie lub pomocnika, wreszcie odrzuca jako element zbędny. W ten sposób w 12 rundach powinno nam się udać zagospodarować całą przestrzeń naszego budynku. Żeby nie było tak prosto, budować pomieszczenia można tylko nad innymi pomieszczeniami (lub nad „Rusztowaniem”), stąd ważne jest zdobycie choćby jednego „Garażu”, a zdobywanie poszczególnych pomieszczeń może być utrudnione przez współgraczy oraz fakt, że nieużyte karty trafiają na stos kart odrzuconych. W wielu przypadkach obowiązuje zatem zasada „kto pierwszy ten lepszy” oraz „spróbuję podłożyć komuś świnkę”. Nie ma się, co dziwić – każdy chce, aby to jego domek był najlepiej punktowany. Punkty zaś zdobywa się za każde pomieszczenie w zależności od jego wielkości, dodatkowe wyposażenie, funkcjonalność oraz dzięki bonusom: za jednokolorowy dach, łazienkę na każdym piętrze czy za wybudowanie kuchni, sypialni i łazienki.

Domek / fot. Muzeum Fotografii w Bydgoszczy
Domek / fot. Muzeum Fotografii w Bydgoszczy

Ze względu na ograniczoną liczbę rund, sporą dawkę losowości przemieszanej z delikatnym kombinowaniem, rozgrywka w „Domek” przebiega bardzo sprawnie. Ze wspomnianym odliczaniem rund wiąże się jeden mankament – plansza nie przewiduje żadnego elementu pozwalającego na odliczanie rund. Jasne, w praktyce można założyć, że bez względu na liczbę graczy do tego czasu i tak wyczerpaniu ulegną karty, jednak od czasu do czasu kontrolne pytania o rundę padają. Po testach różnych rozwiązań i mocnym postanowieniu „zrobię sobie własne liczydło rund” do tego celu wykorzystuję dwunastościenną kostkę z innej gry. Ot, dla pewności i ułatwienia.

Gdzie budowniczych sześć…

„Domek” jak każda gra familijna jest idealnym rozwiązaniem…rodzinnym. Liczba graczy ograniczona jest do czterech. W sytuacji, gdy liczba graczy jest większa, a potrzeba gry jeszcze ją przewyższa, zwyczajowo stosuję rozwiązanie gry w parach, co pozwala w wielu wypadkach na wydobycie jeszcze większej ilości smaczków z gry i czerpanie radości z rozgrywki. Rozwiązanie polecam, bo czasem po prostu nie ma innego wyjścia. Przy rozgrywce czteroosobowej rozgrywka przebiega sprawnie, choć położenie ostatniego w rundzie gracza jest po prostu fatalne – na koniec rundy niestety zostaje niewiele przydatnych i pożądanych kart do zgarnięcia. Dzięki temu jednak gra nabiera dynamiki i budzi emocje. Pod tym względem rozgrywka w dwie osoby jest wybitnie prosta i szybka (spokojnie wystarczy 15 minut przy dwójce dorosłych graczy). W tym wariancie najłatwiej również zebrać jednokolorowy, dodatkowo premiowany dach. W rozgrywce z udziałem większej liczby graczy jeszcze mi się to nie udało.

Domek / fot. Muzeum Fotografii w Bydgoszczy
Domek / fot. Muzeum Fotografii w Bydgoszczy

Gra polecana jest, zgodnie z informacją umieszczoną na opakowaniu, dla graczy w wieku 7+. Z powodzeniem jednak mogą w nią zagrać młodsze dzieci. W praktyce jednak do ostatniego etapu gry wskazana jest pomoc starszej, dorosłej osoby służącej wsparciem w podliczaniu punktacji. Pozostawienie dzieci samych sobie może zaowocować wielką kłótnią lub zniechęceniem. Warto wziąć ten element pod uwagę, gdyby ktoś miał w planie zakup „Domku” jako gry tylko dla dzieci.

Twój dom też czeka na urządzenie

Domek to rewelacyjna gra rodzinna. Gwarantuje miło spędzony czas, także w gronie niezbyt nawykłym do grania w gry planszowe lub preferującym gry ładne i przyjemne. Niewątpliwie jest to pozycja obowiązkowa dla rodzin z dziećmi, które cenią sobie spędzany razem czas, a także wszystkich tych, którzy doceniają wspólne chwile w wielopokoleniowym gronie. Nie pozostaje nic innego, jak tylko zmierzyć się z budową własnego domku. Gorąco polecam!

Dziękujemy Wydawnictwu REBEL.pl za przekazanie gry do recenzji

Rebe.pl

Zdjęcia powstały przy współpracy Przystanku Planszówka z Muzeum Fotografii w Bydgoszczy. Dziękujemy!

PRZEGLĄD RECENZJI
Ocena
9
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułWesprzyj kupiecki zwierzyniec – Dolina Kupców 2
Następny artykułAudycja Przystanek Planszówka – odcinek 15
Kulturoznawczyni. Feministka. Cyklistka. Wegetarianka. Uwielbia strzygi, wampiry, wodniki i inne demony. Aha, i koty. Koty też uwielbia. Sama stopniowo próbuje upodobnić się do zombie (jak twierdzą złośliwcy), a przynajmniej do bohatera „Illustrated Man” Bradbury’ego (też złośliwcy). Nadużywa ironii, sarkazmu i czarnego humoru, a w kolejce po talenty dyplomatyczne była zbyt uprzejma i zabrakło. Jak nie gra, to pewnie coś ogląda, czyta albo słucha muzyki. Z niewiadomych powodów zwykle jest to dość krwiste, a jeśli chodzi o ostatnie – głośne.