Deszcz uderza o szyby mieszkania, robiąc większy hałas niż planszówkowicze grający w „Przebiegłe wielbłądy”. Nie ma co wyścibiać nosa za drzwi… Lepiej wybrać bezpieczną, choć nie wolną od kapryśnej pogody przystań. Zabieram Was dzisiaj, razem z Alexandrem Pfisterem i Andreasem Pelikanem, na szkocką Wyspę Skye.

Podczas otwierania pudełka naszym oczom ukazuje się duży płócienny worek, w którym będziemy przechowywać elementy. Jego rozmiar robi wrażenie. Brakuje jednak choćby dwóch woreczków, w których można by przechowywać monety – te „podkradłam” z innego pudełka. To jeden z najbardziej odczuwalnych minusów jeśli chodzi o wydanie. I pewnie jedyny, bo gra jest bardzo ładna.

Wyspa Skye / fot. Przystanek Planszówka
Wyspa Skye / fot. Przystanek Planszówka

Tym razem Lacerta ma dla nas jeszcze: dwustronną planszę, 16 żetonów punktacji, 73 żetony (tak mówi instrukcja – dla mnie to kafle) terenu, monety, żeton gracza rozpoczynającego, 5 żetonów terenu z zamkiem (1 dla każdego gracza), 6 parawanów, znaczniki punktacji  i znacznik rundy, a także 6 żetonów odrzucenia.

Podczas gry będziemy sprzedawać i nabywać kafle terenu, a potem tworzyć z nich swoje małe szkockie imperium. Kto zrobi to najlepiej – zdobędzie najwięcej punktów zwycięstwa – temu chwała. Niestety, nie ma whisky w gratisie.

Wyspa Skye / fot. Przystanek Planszówka
Wyspa Skye / fot. Przystanek Planszówka

Jak Carcassonne? Nie do końca

Grom kafelkowym trudno wymigać się przed porównaniami do klasyki („Carcassonne”), szczególnie, jeśli kafle przedstawiają teren z drogą i innymi elementami krajobrazu. Warto jednak wyłączyć na chwilę swój radar porównywania i po prostu cieszyć się grą. Wtedy odkryjemy, że Wyspa Skye ma naprawdę sporo do zaoferowania. Skaliste tereny, zielone trawy, piękne statki, spowite mgłą morskie fale… i beczki wiadomego trunku leżące na drogach.

Wyspa Skye / fot. Przystanek Planszówka
Wyspa Skye / fot. Przystanek Planszówka

Aby przygotować rozgrywkę, trzeba położyć na stole planszę, a na niej znaczniki graczy, znacznik rundy oraz żetony punktacji. W zasięgu uczestników powinien znaleźć się bank z monetami. Każdy dostaje: parawan, żeton terenu z zamkiem i żeton odrzucenia. Kafle terenu lądują w worku i już możemy zaczynać grę. Przed nami 6 (albo 5 przy 5 graczach) rund, podczas której czeka na nas 6 faz.

Wyspa Skye / fot. Przystanek Planszówka
Wyspa Skye / fot. Przystanek Planszówka

Sprzedam, kupię, zbuduję

W pierwszej fazie „Przychód” dostajemy złoto – świetnie! 5 sztuk złota za swój zamek, 1 sztukę za beczkę z whisky, jeśli leży na drodze połączonej z zamkiem. Do tego, od trzeciej rundy, kasa wpadnie za każdego gracza, który jest przed nami. Opłaca się zostać w tyle? Tak, ale tylko pod warunkiem, że złoto zdobyte w ten sposób przeznaczymy na głupoty.

Nie, nie pomyliłam się… Myślę, że w tej grze nie ma dużego znaczenia to, ile mamy pieniędzy. Owszem, dostaniemy za nie punkty na koniec gry, ale nie będą to duże wartości. Złota trzeba mieć tyle, by móc kupować kafelki – to wystarczy.

Wyspa Skye / fot. Przystanek Planszówka
Wyspa Skye / fot. Przystanek Planszówka

Podczas drugiej fazy każdy gracz dobiera trzy kafelki kładzie je za parawanem, nie pokazując innym. Dwa z nich musi wycenić, a przy jednym położyć toporek – żeton odrzucenia.  Warto pamiętać, aby nie poświęcać wszystkich pieniędzy na wycenę – za coś trzeba zrobić zakupy. Z chwilą odsłonięcia parawanów, odrzucone kafelki wędrują z powrotem do worka (to trzecia faza, niezbyt skomplikowana…), a pozostałe: na sprzedaż!

Elementy aukcji… Auć

Gracz rozpoczynający, podczas czwartej fazy, może kupić jeden żeton od dowolnie wybranego gracza. Płaci sprzedawcy dokładnie tyle, ile ten za nią zażądał podczas drugiej fazy. Później każdy kolejny gracz może również dokonać zakupu.

Co, jeśli nie sprzedamy żadnego kafla? Cóż, zostaje on u nas (co ma czasem swoje plusy), ale całe złoto, które przeznaczyliśmy na wycenę, wraca do banku.

Wyspa Skye / fot. Przystanek Planszówka
Wyspa Skye / fot. Przystanek Planszówka

Wiem, jak wiele osób nie lubi elementów licytacji i aukcji w grach – sama jestem jedną z nich. Dlatego taka informacja na pudełku trochę zbiła mnie z tropu. W czasie gry uspokoiłam się, a teraz mogę uspokoić i Was: obędzie się bez „No, stary, sprzedaj mi  to za trzy złota, nie za pięć”. Licytowanie się nie jest konieczne. Oczywiście można próbować, ale jego brak nie odbija się znacząco na rozgrywce.

Piąta faza jest moją ulubioną – to podczas niej budujemy swoje małe imperium, dokładając kafle terenu do zamku i dalej, to wtedy z wodza powoli przeobrażamy się w króla. Ważną zasadą, której trzeba przestrzegać, jest taki sam typ terenu na dwóch kaflach stykających się bokami. Oznacza to, że choć przy dokładaniu kafli terenu droga nie musi być kontynuowana, to wodę przykładamy tylko do wody, góry do gór, a zielone tereny do zielonych terenów. Nie zdarzyło mi się jeszcze, by ta zasada mocno pokrzyżowała mi plany, ale współgraczom – owszem. Kafel, który nie ma szans być nigdzie dołączony, wraca do worka.

Wyspa Skye / fot. Przystanek Planszówka
Wyspa Skye / fot. Przystanek Planszówka

Szósta runda wiąże się z punktowaniem. Głównymi dostarczycielami punktów będą żetony punktacji na planszy – w każdej rundzie nagradzane jest coś innego. W zależności od tego, jak dobierzemy żetony do rozgrywki, możemy punktować np. za zamknięte obszary, za liczbę statków, za owce, obszary z brochami, za beczki whisky… Możliwości jest naprawdę wiele i to jedna z głównych zalet tej gry. Mamy aż 16 żetonów punktacji, a do rozgrywki potrzebne są cztery. Liczba kombinacji jest spora, dzięki czemu to się naprawdę nie nudzi.

Zbierz ekipę i graj

Gra jest przeznaczona dla dwóch do pięciu graczy (wiek 8+). Rozgrywka jest na tyle prosta i przyjemna, że prawdopodobnie ośmiolatek sobie z nią poradzi bez problemów. Dzieciom i początkującym graczom pewnie trzeba będzie wytłumaczyć znaczenie symboli, które znajdują się na żetonach punktacji. Ci, którzy zęby zjedli na „PeZetach”, raz zajrzą w instrukcję i oddadzą się przyjemności. Mimo że o wiele fajniej gra się w czwórkę czy piątkę, duet również będzie się dobrze bawił. To rozwiązanie, które z konieczności wybieram częściej i wciąż mam frajdę z gry – choć trochę mniejszy wybór przy kupowaniu kafli. Ale też więcej wolnego miejsca przy stole.

Wyspa Skye / fot. Przystanek Planszówka
Wyspa Skye / fot. Przystanek Planszówka

Klimatu nie ma… dopóki się nie zainteresujesz

Nie wiem, co wynika z Waszych doświadczeń, ale z moich, że w grach tego typu trudno o klimat. Na upartego można stwierdzić, że w „Carcassonne” czujemy się nieco starodawnie i „francusko” , a „Kakao” sprawia, że stajemy się kakaowymi potentatami… W moim odczuciu jest to jednak trochę naciągane. Podobnie było w przypadku głównej bohaterki tej recenzji: „Taaak, jestem szkockim lairdem, na imię mi Mc Leod i teraz będę rozwijał swoje królestwo…” – pomyślałam. Wystarczyło jednak poszperać trochę w sieci i poczytać, jak wygląda codzienne życie na Wyspie Skye, jakie krajobrazy można tam zobaczyć, co przeżyć… Wtedy okazało się, że autorzy i wydawcy całkiem nieźle poradzili sobie z odzwierciedleniem codziennego życia mieszkańców Skye. Góry, doliny, bydło… i, a jakże. Whisky.

Wyspa Skye / fot. Przystanek Planszówka
Wyspa Skye / fot. Przystanek Planszówka

Za dobre wydanie, dużą regrywalność, niezłe skalowanie, prostotę tłumaczenia, przejrzystość instrukcji i wreszcie bardzo przyjemną rozgrywkę gra zasługuje na 9 z mojej strony. Sama jestem zaskoczona oceną, podobnie jak bardzo pozytywnie byłam zaskoczona tym tytułem. Sprawdźcie to!

Dziękujemy Wydawnictwu Lacerta za przekazanie gry do recenzji

Lacerta2

PRZEGLĄD RECENZJI
Ocena:
9
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułStone Age Junior dziecięcą grą roku w Niemczech
Następny artykułCthulhu Wars nadchodzi…
Jeśli nie gra w planszówki, prawdopodobnie spędza czas na rowerze. Na równi z jeżdżeniem po mieście na ostrym kole uwielbia indoor cycling – od kilku lat spełnia się jako instruktor. Pozostały wolny czas poświęca na Radio Uniwersytet i prowadzenie bloga.