Kiedy „Wujek Lew” zaproponował mi grę o zombie, z jednej strony, byłem bardzo zadowolony, gdyż uwielbiam to uniwersum, ale z drugiej trochę obawiałem się nowego tytułu. Bo co jak co, ale na motywie z żywymi trupami, wbrew pozorom, można się bardzo łatwo przejechać. Jak pod tym względem prezentuje się nowa propozycja „Galakty” „Zombie Terror” autorstwa Jana Jewuły i Łukasza Zębika?

Wojtku, uciekaj!

Zacznijmy od zawartości pudełka. Pierwsze co zobaczyłem to…ciekawie stylizowany plakat z odbitą dłonią, a także wiadomość na podartej kartce poplamionej kawą o treści:

„Wojtku uciekaj, na przystanku znajdziesz paczkę, one są wszędzie”.

Brawo autorzy, to wam wyszło!

Zombie Terror / fot. Przystanek Planszówka
Zombie Terror / fot. Przystanek Planszówka

Mówiąc szczerze, moim drugim wrażeniem po otwarciu pudełka była lekka…obawa. A to dlatego, że znalazłem w nim sporo żetonów i elementów do samodzielnego przygotowania. Jakiś ostry bitewniak? Okazuje się, że nie. Dopiero dużo później zdałem sobie sprawę, że „Zombie Terror” to prawdopodobnie jedna z łatwiejszych do wytłumaczenia gier planszowych, jakie znam.

Ale wracając do tego co znalazłem w środku, przyznaję, że na pierwszy rzut oka wyglądało to dość skomplikowanie – w jednym woreczku karty przedmiotów, w innym miejscu żetony i naklejki, a do tego tekturki z wieloma różnymi elementami do wypchnięcia. Jednak już po pobieżnej lekturze instrukcji z ulgą odkryłem, że na początku nie wszystkie elementy gry będą mi potrzebne. Wszystko z powodu dwustronnej planszy. „Zombie Terror” to gra, której autorzy przygotowali dla nas wiele możliwych wariantów i scenariuszy do rozegrania. Na pierwszej stronie planszy znajduje się tzw. wariant podstawowy. Pole to jest przygotowane tak, by od razu można było rozstawić na nim wszystkie przeszkody (np. samochody). Na odwrocie zaś znajdziemy całkowicie puste pole do gry, w którym możemy albo samodzielnie rozstawić dodatkowe elementy w celu urozmaicenia rozgrywki, albo skorzystać, z zaproponowanych przez autorów scenariuszy.

Zombie Terror / fot. Przystanek Planszówka

Zanim jednak przystąpiłem do gry, musiałem na chwilę powrócić do czasu młodości, bawiąc się naklejkami, które trzeba było umieścić na żetonach. Miało to ułatwić rozpoznawanie przez graczy postaci ludzi oraz zombie. Czy spełniło swój cel? Na pewno jest to praktyczne rozwiązanie (szczególnie w przypadku zombie), ale nie oczekujmy po tych pionkach, że szczególnie przyczynią się do budowania klimatu gry. Ot, są po prostu pomocne w trakcie rozgrywki, lecz ich strona wizualna jest przeciętna.

Zombie Terror / fot. Przystanek Planszówka
Zombie Terror / fot. Przystanek Planszówka

Rozgrywka nie taka straszna

Wszystko przygotowane, możemy zasiąść do gry. W tym artykule skoncentruję się na wariancie podstawowym.

„Zombie Terror” jest grą przeznaczoną dla dwóch osób. W jej trakcie stajemy po stronie ludzi lub zombie. Fabuła nie należy do skomplikowanych. Szóstka ocalonych ludzi próbuje przedostać się z marketu do samochodu stojącego na parkingu, którym będzie mogła uciec. Jednak muszą oni uważać na próbujące im w tym przeszkodzić zombie, których z biegiem gry przybywa. Co ważne każda z postaci ma swoją cechę specjalną i wartość oznaczoną za pomocą gwiazdek (maksymalnie trzech). W składzie tym znajdziemy pielęgniarkę, policjanta, mechanika, drwala, bankiera i dziewczynkę. Aby wygrać trzeba sprawić, by w samochodzie znalazły się postaci o łącznej wartości co najmniej pięciu gwiazdek. Wszystko jasne i klarowne.

Rozgrywka przeprowadzana jest w systemie turowym. Zawsze zaczynają ludzie, potem swój ruch wykonują zombie. W „Zombie Terror” zastosowano prosty, a jednocześnie znany z wielu innych gier mechanizm tzw. punktów akcji do wykorzystania na turę. W tej grze na każdą postać ludzi w turze przypadają trzy punkty akcji, zaś na każdego zombiaka dwa. Jest to jak najbardziej sprawiedliwe rozwiązanie, zwłaszcza biorą pod uwagę właściwości każdego szwędacza. A to dlatego, że za pomocą jedynie dwóch ruchów mogą oni być ustawieni na wprost człowieka, co pozwala im go ukąsić. Jak zatem widać, te dwa punkty akcji to praktycznie maksimum, którego zwiększenie z pewnością utrudniłoby znacząco rozgrywkę.

Zombie Terror / fot. Przystanek Planszówka
Zombie Terror / fot. Przystanek Planszówka

Na początku na polu gry rozstawiamy dziesięciu zombiaków, po pięciu na każdej połówce planszy. To bardzo ważne, gdyż umieszczenie ich po jednej stronie znacznie zminimalizowałoby szanse ludzi na przetrwanie. Kolejną ważną zasadą, utrudniającą grę jest tzw. „ustawienie”. Wspomniałem już, że pionki zombie są bardzo praktyczne. Nieprzypadkowo. Zostały one tak zaprojektowane, aby jedyny równy bok odzwierciedlał przód postaci. Na koszt swojego ruchu zombie bowiem muszą wykonać obrót, aby ewentualnie zwrócić się w kierunku człowieka. Ale i tutaj czeka na nich ograniczenie. Twórcy gry wyszli z założenia, że zombie niewiele mają wspólnego z myśleniem, dlatego jeśli tylko w linii prostej zobaczą człowieka, mogą poruszać się tylko w jego kierunku. Jest to ciekawy mechanizm, który można wykorzystać w celu odwrócenia uwagi przeciwnika.

Ludzie też mają kłopoty!

Po tylu ograniczeniach powiedzielibyście, że ludzie mają bardzo dużo ułatwień. Nic bardziej mylnego. Ich pozycja w dalszym ciągu jest trudna. Spośród sześciu postaci, tylko dwóch może zabijać umarlaków – policjant pistoletem i drwal siekierą. Ale żeby nie było tak prosto, ten pierwszy ma ograniczoną liczbę nabojów. Dodatkowo każdy jego strzał będzie skutkował pojawieniem się pod koniec tury następnego żywego trupa. Kolejny plus dla twórców, którzy odzwierciedlili motyw z filmów i seriali, huk powodujący pojawienie się następnych zombie.

Natomiast spośród sześciu postaci, pięć może ewentualnie odepchnąć zombie o jedno pole w ramach punktu akcji. Jedynie dziewczynka nie jest w stanie tego zrobić.

Zombie Terror / fot. Przystanek Planszówka
Zombie Terror / fot. Przystanek Planszówka

Kolejnym utrudnieniem dla ludzi jest dokładanie na koniec tury zombie, po jednym umarlaku na każdą połowę, na której znajduje się choć jeden człowiek. Celowo podkreślam powyższe słowa, gdyż my w pierwszych turach popełniliśmy błąd wykonując ten ruch na początku tury gracza zombie. W efekcie czego po niedługim czasie siła szwendaczy była kilkukrotnie wyższa. Przestrzegam przed tym pozornie małym błędem, gdyż może on mieć poważne skutki.

Co do postaci ludzi nie mam większych zastrzeżeń. Jeśli mam się do czegoś przyczepić, to ewentualnie do mechanika. To dziwne, że nie ma on przy sobie żadnego ciężkiego przedmiotu do zabijania. Ale to niedociągnięcie jestem skłonny wybaczyć.

Małe „ale”

Co się stanie w przypadku ukąszenia? Otóż wartość postaci zmniejsza się o jedną gwiazdkę, ale w każdej chwili można ją uleczyć (i to nie jednorazowo na grę). Dopiero dwukrotne ugryzienie człowieka, najpierw zdrowego i potem rannego, powoduje jego śmierć i przemianę w zombie na koniec tury. Nie jest to rozwiązanie zgodne z filmami i serialami, gdzie już samo „dziabnięcie” skutkowało przemianą, ale z drugiej strony…jak można by to zastosować w grze? Myślałem o tym i jedyne co mi przychodzi do głowy, to przemiana ugryzionego dopiero po jakiejś liczbie tur. Ale tak jak mówię, to tylko moja drobna sugestia. Stopień wierności w stosunku do przedstawień tego motywu w innych tekstach kultury to kwestia trudna do oceny, ze względu na ich mnogość i różnorodność tych koncepcji.

Zombie Terror / fot. Przystanek Planszówka
Zombie Terror / fot. Przystanek Planszówka

Następnym urozmaiceniem jest sześć kart, które przypadają na każdą stronę. Mają one swoje różne zastosowania, które przydają się w grze. Osobiście, brakuje mi tutaj ich większej liczby. Być może jest to melodia przyszłości. Niemniej jednak jest to kolejny plus dla autorów za następny element zwiększający regrywalność, bowiem w danej partii korzystamy tylko z czterech wylosowanych kart.

Zombie Terror / fot. Przystanek Planszówka
Zombie Terror / fot. Przystanek Planszówka

Czas nas goni

Gracze wcielający się w ludzi muszą się jednak spieszyć, gdyż liczba zombie jest ograniczona, a gdy wszystkie pionki symbolizujące umarlaków znajdą się na planszy, skutkuje to tzw. fazą „Zombie Terror”. A wierzcie mi nie jest to niczym przyjemnym, ponieważ od tej pory ludzie mają jedynie pięć tur na dotarcie do samochodu. W innym przypadku gra kończy się zwycięstwem zombie.

Zombie Terror / fot. Przystanek Planszówka
Zombie Terror / fot. Przystanek Planszówka

Moje szybkie strzały

W skrócie, tak prezentuje się nowa propozycja „Galakty”. Muszę przyznać, że jak na wielkiego fana motywu zombie, który od nadmiaru „The Walking Dead” ma już w nocy psychodeliczne sny na ten temat, jestem grą bardzo usatysfakcjonowany. Oto kilka moich spostrzeżeń, które niech posłużą jako najważniejsze wnioski:

  1. Jestem pod wielkim wrażeniem pomysłowości autorów. Faktycznie, widać w „Zombie Terror” ogromne starania twórców, by gra była po prostu regrywalna. Służyć temu mają różne scenariusze, dwie plansze, dodatkowe elementy, postaci, karty. Widać tu po prostu dużo pracy i zabiegów mających na celu sprawienie, by rozgrywka nie znudziła się po dwóch – trzech partiach. Ten mechanizm działa i ma się dobrze. Na razie nie odczuwam znużenia. Oczywiście, pewnie po jakimś czasie się ono pojawi, ale grunt w tym, że postarano się ten moment jak najdalej odwlec. Mamy tu też ukłon w stronę graczy, którzy sami lubią tworzyć własne warianty rozgrywek.
  2. Bardzo dużym plusem gry jest, mimo moich czepialskich uwag, świetnie odwzorowany klimat tematu gry, może z wyjątkiem pionków. Tutaj nawet dodatkowe scenariusze w pełni oddają różnorakie problemy walki o przetrwanie w trakcie apokalipsy np. zdobycie jedzenia albo obrona przed umarlakami. Jeśli tylko lubisz ten motyw, klimat, uniwersum, „Zombie Terror” jest dla Ciebie!
  3. Pomimo złożoności i ogromu elementów, gra jest prosta do wytłumaczenia. Podstawowy system punktów akcji i tur to po prostu świetnie urozmaicony, znany mechanizm. Może nie ma tu czegoś rewolucyjnego, ale jest za to świetne wykorzystanie sprawdzonych rozwiązań do konkretnego tematu, wzbogacone przyjemnymi nowinkami.
  4. Jeśli miałbym coś zarzucić (może to być sugestia dla autorów i wydawcy) to dalsze wzbogacanie gry, która ma duży potencjał rozwoju np. poprzez dodanie kolejnych scenariuszy, żetonów postaci oraz kart. Po sześć kart dla ludzi i zombie, a także ograniczona liczba bohaterów może się po prostu szybko znudzić. A wydaje mi się, że jest szansa i sens, aby w dalszym ciągu rozwijać projekt.
  5. Może i jest to gra dla dwóch osób, ale zdecydowanie sprawdza się w większym gronie. My graliśmy w więcej osób, dzieląc się na drużyny i ten wariant również sprawdzał się wyśmienicie.
  6. I teraz najważniejszy atut. „Zombie Terror” ma to, co najbardziej lubię w grach. Zdecydowanie pobudza szare komórki. Znacie to uczucie, gdy głowa zaczyna wam się grzać w toku strategicznych „rozkmin”? Tak, właśnie w „Zombie Terror” coś takiego ma miejsce. Jeden z moich kolegów porównał tę grę do szachów. Cóż, jestem w stanie w jakimś stopniu się z nim zgodzić.
Zombie Terror / fot. Przystanek Planszówka
Zombie Terror / fot. Przystanek Planszówka

Przygoda z „Zombie Terror” z pewnością dostarczyła mi sporo wrażeń. Nowy produkt „Galakty” to tytuł zdecydowanie godny polecenia, który w mojej kolekcji znajdzie specjalne miejsce. Jako wielki fan zombie, jestem bardzo usatysfakcjonowany. I czuję, że autorzy podeszli bardzo serio do tematu. Z drugiej strony nie jest to gra na wiele godzin, co dla mnie również stanowi ogromny plus. Zbilansowana, regrywalna, urozmaicona, z odpowiednią długością, i pobudzająca, a nawet przegrzewająca przewody mózgowe. Czego chcieć więcej?

Dziękujemy Wydawnictwu Galakta za przekazanie gry do recenzji

Galakta

PRZEGLĄD RECENZJI
Ocena:
9
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułCthulhu Wars nadchodzi…
Następny artykułNiedzielne rodzinne granie w Bydgoszczy z Kamienicą 12
Kolekcjoner planszówek z Olkusza. Wierzy, że potrafią one zmieniać ludzi na lepsze. Gdy nie gra, prawdopodobnie siedzi i ogląda sport w telewizji, zajadając się żelkami lub jeździ na rowerze.
  • Po zdjęciu nr 7 widać, że Wojtek tak zupełnie bez szwanku nie wyszedł z tej przygody 😛

  • Ola Miszta

    Jeśli chodzi o rozwijanie gry – na stronie już pojawił się jeden nowy scenariusz 🙂