At the Gates of Loyang. Trzeci spośród tytułów składających się na trylogię żniw (znaną także jako trylogia żywieniowa). Siadając do pisania o nim moje myśli ciągle wędrują w kierunku zdrowej diety i rywalizacji poszczególnych nurtów żywieniowych. W sumie  nic dziwnego – w grze występują warzywka a gra wiążę się z rywalizacją.

Jesteś tym w co grasz?

Pij mleko, jedz więcej warzyw, wyklucz tłuszcze zwierzęce, cukier szkodzi, licz kalorie…. W książkach i na stronach o zdrowym odżywianiu często można trafić na stwierdzenie „jesteśmy tym co jemy”. Równie często sięga się po słowa Hipokratesa „Niechaj pożywienie będzie lekarstwem, a lekarstwo pożywieniem”. Prowadzi to do szeregu dysput nad wyższością jednej diety nad drugą, czasem merytorycznych, innym razem sięgających po absurdalne argumenty. Tworzą się podziały a obserwatorzy tej sceny zastanawiają się, która droga poprowadzi ich do celu…

At the Gates of Loyang / fot. Marek Wysocki (Planszolandia.pl)

Jeżeli obawiacie się, że tekst ten będzie przypominał potyczki wegan i wszystkożerców, od razu was uspokoję. Nie będę was przekonywał do konkretnej planszowej diety (a tym bardziej typowej diety), bo i po co. Nie ważne czy sięgasz po ameritrash, gry euro – w obu przypadkach jesteś Graczem. W planszówkach tym co nas ogranicza jest czas a nie składniki. Jednak jedne lepiej smakują inne, gorzej. Oczywiście przyjemniej sięgać po te drugie, które odpowiadają wspomnianej maksymie Hipokratesa.

Niech gry w które grasz będą lekarstwem…

Kuchnia euro-azjatycka

Trylogia żywieniowa. W Le Havre musimy zaspokoić potrzeby żywieniowe rozbudowującego się portu. W Agricoli rozbudowywaliśmy XVII wieczne gospodarstwo rolne i był to czas wzrostu popytu na mięso. A Loyang przeniesie nas do jeszcze odleglejszych czasów, dobre 2000 lat wstecz kiedy to Loyang, jako stolica Dynastii Hang staje się ważnym ośrodkiem. My natomiast nie wcielamy się w rolę władcy, czy zarządcy, lecz chłopa. Rozwijające się miasto pociąga za sobą większe zapotrzebowanie na jedzenie. A to oznacza początek ścieżki pomyślności dla rolnika, który umiejętnie wykorzysta posiadane dobra i wsparcie pomocników.

At the Gates of Loyang / fot. Marek Wysocki (Planszolandia.pl)
At the Gates of Loyang / fot. Marek Wysocki (Planszolandia.pl)

Loyang to euro-azjatycka mieszanka. Euro znajdziecie w zasadach, które za chwilę omówię. Daleki Wschód skrywa się w wykonaniu gry.

W pudełku znajdziemy sporo nietypowych elementów. Zamiast planszy, każdy z graczy dostaje planszetkę w kształcie litery „T” na której umieszczony został tor pomyślności (czyli punkty zwycięstwa) i sklepy, w których można kupić warzywa. Po jej bokach będziemy kłaść karty odpowiednich typów. Całościowo pomysł równie funkcjonalny co egzotyczny. Są też żetony: kilkanaście żetonów zadowolenia i kilkadziesiąt monet z dziurką w środku zwanych „kesz”, nawiązujących do obowiązującej wtedy waluty. Jest też ponad 130 warzywek, symbolizowanych przez drewniane żetony w określonych kształtach. Są buraki, zboże, dynie, fasola, por…. Element, który zawsze cieszy oko gracza. Wreszcie karty pól, straganów, zwykłych i okazjonalnych klientów i pomocników. Elementów nie za dużo, ale też nie za mało, tak aby ich liczba przed rozgrywką nie przytłaczała, ale zarazem wzbudzała zaciekawienie gdy gra trafia na stół. Wszystko wedle ważnej, w azjatyckim kręgu kulturowym, zasady równowagi (zgodnie z tą zasadą także pudełko powinno być ciut mniejsze, ale przecież miało być coś z euro…).

At the Gates of Loyang / fot. Marek Wysocki (Planszolandia.pl)
At the Gates of Loyang / fot. Marek Wysocki (Planszolandia.pl)

Szczypta Europy…

A co ma Loyang z euro-diety? Oczywiście mechanikę.

Rozgrywkę rozpoczynamy z tylko jednym obsianym polem, które będzie wyznaczało nam także upływ czasu. Na początku każdej rundy dobieramy jedno dodatkowe pole, a z tych już zasianych zbieramy po jednym warzywku. Następnie przechodzi się do fazy kart podczas której każdy z graczy zdobędzie po dwie karty, które wykłada w odpowiednich miejscach przy swojej planszy. Po tym rozpoczyna się faza akcji.

At the Gates of Loyang / fot. Marek Wysocki (Planszolandia.pl)
At the Gates of Loyang / fot. Marek Wysocki (Planszolandia.pl)

W tej części tury mamy do wyboru aż 9 rożnych akcji. Niemal wszystkie możemy wykonywać wielokrotnie w czasie swojej rundy. Jeżeli posiadamy puste pola, możemy je obsiać nowymi warzywkami (poświęcając jedno, obsiewamy całe pole). W swoim sklepie możemy kupować i sprzedawać towary. Jeżeli posiadamy karty straganu niepotrzebne warzywa możemy wymienić na inne dostępne w proporcji 1:1 lub 1:2. W talii kart pojawia się także 20 pomocników, z których każdy ma inne działanie, opisane na karcie. Część z nich wprowadza interakcje miedzy graczami. Kolejne akcje wiążą się z zaopatrzeniem klientów. Stali klienci kupują u nas po dwa towary, ale pozostają z nami dopóki nie dokonają czterech zakupów (po jednym na rundę). Jednak gdy zabraknie dla nich towaru, musimy ponieść karę w wysokości 2 kesz. W przypadku okazjonalnych klientów, kupują oni od nas warzywa tylko raz (w liczbie trzech) i nie ma sankcji gdy nie obsłużymy ich w danej rundzie. Wreszcie ostatnią akcją jest możliwość dobrania dwóch kart (czasem trzeba za nie dodatkowo zapłacić), które albo możemy zostawić, albo odrzucić.

At the Gates of Loyang / fot. Marek Wysocki (Planszolandia.pl)
At the Gates of Loyang / fot. Marek Wysocki (Planszolandia.pl)

A gdzie tu pomyślność? Punkty pomyślności możemy kupować w każdej rundzie, by przesunąć swój pionek na torze pomyślności. Trzeba przyznać, że jest to bardzo ciekawe rozwiązanie, gdyż pierwszy punkt kosztuje 1 kesz, kolejny, tyle keszu, ile wynosi wartość na polu na które mamy stanąć. Dla przykładu stoimy na polu 6. Na siódme możemy przejść wydając jeden kesz, a na ósme już 8 itd. A kesz oczywiście mamy (lub nie) ze sprzedaży towarów.

Na pewno nie zaskoczę was pisząc, że to wszystko nie jest tak proste jak przedstawiłem i poszczególne akcje mają więcej niuansów. Pola można obsiewać tylko warzywami wskazanymi na kartach, jeżeli w sklepie nie ma warzywa, nie można go kupić a gdy zbierzemy wiele straganów, to będą one nam podrażały akcje zakupu dodatkowych kart… Jest tego więcej, jednak jak przystało na dobrą euro-grę, gdy siadamy do rozgrywki wszystko układa się w zgrabną całość.

At the Gates of Loyang / fot. Marek Wysocki (Planszolandia.pl)
At the Gates of Loyang / fot. Marek Wysocki (Planszolandia.pl)

Zacieniona brama

Cały czas nie mogę się wyzbyć porównania Loyang do diety. Musimy nauczyć się jej ogólnych założeń, musimy poznać kilka wyjątków i dopiero wtedy, wdrażając ja w praktyce poznajemy jej prawdziwy smak i jej wpływ na zdrowie (pamiętając o uwarunkowaniach indywidualnych, gdyż może się okazać, że dana dieta sprzyja 9 osobom a wy będziecie tą jedną, której szkodzi).

At the Gates of Loyang / fot. Marek Wysocki (Planszolandia.pl)
At the Gates of Loyang / fot. Marek Wysocki (Planszolandia.pl)

Pierwsze rundy, może nawet rozgrywka będą dość chaotyczne. Wtedy to dopiero zaczynamy szukać  odpowiednich dróg: czy inwestować w pola, czy może stragany. Postawić na klientów stałych (którzy jednak mogą generować straty), czy okazjonalnych.  No i nie można zapomnieć o pomocnikach, którzy choć początkowo mogą wydawać się najmniej intuicyjnym elementem gry, z czasem nabierają niemałego znaczenia. Do tego nasza strategia będzie częściowo uzależniona od odciągu kart.

Zdaje sobie sprawę, że różnice w poszczególnych trybach rozgrywki (dla 2,3,4 osób) mogą w niektórych budzić mieszane uczucia. Ale są one na tyle nieznaczne, że ich przyswojenie nie sprawia problemu. Moim zdaniem w każdym wariancie gra się bardzo dobrze. Również niewielkie różnice punktów zwycięstwa na koniec dla mnie są zaletą a nie wadą. Sam system punktacji jest pomyślany naprawdę rewelacyjnie, a przy grze  której zdobywa się około 20 punktów nie sposób o znaczące różnice. A co za tym idzie, każdy punkt jest  na  wagę złota.

At the Gates of Loyang / fot. Marek Wysocki (Planszolandia.pl)
At the Gates of Loyang / fot. Marek Wysocki (Planszolandia.pl)

Wiem, że wcześniej była Agricola i Le Havre, które wiele osób już pokochało. At the Gates of Loyang, choć jest trzecie, nie oznacza, że jest wtórne i nudne. Stanęło ono w cieniu poprzednich, a szkoda, bo jest to tytuł prostszy od Agricoli (a tym bardziej Le Havre), który umiejętnie balansuje między losowością (wynikającą z kart) a satysfakcją wynikającą z rozszerzania gospodarstwa i rynków zbytu oraz kombinowania co zrobić z nadmiarem/brakiem warzyw w danej rundzie. Przy tym jest ona prostsza w przyswojeniu zasad od poprzedniczek. To z kolei dla zagorzałych fanów dwóch poprzednich gier może być wadą, jednak dla wielu osób będzie dużą zaletą.

At the Gates of Loyang / fot. Marek Wysocki (Planszolandia.pl)
At the Gates of Loyang / fot. Marek Wysocki (Planszolandia.pl)

Na dzień dzisiejszy ta gra jest bardzo trudno dostępna. I na dzień dzisiejszy jest to rzecz, która najbardziej mi przeszkadza w przypadku At the Gates of Loyang. Na szczęście może to się zmienić, ale to już zależy w dużej mierze od was. Ja posmakowałem chińskich warzywek i się zasmakowałem. Teraz czekam z nadzieją, że ruszycie w podróż do bram Loyang i w końcu będzie można bez problemu kupić, a jak, to przeczytacie pod tą recenzją.

Zdrowe i smaczne

Czy Loyang okazał się lekarstwem? Może lekarzem nie jestem, ale w trochę gier zagrałem i wiem, które powodują u mnie odruch wymiotny, a które stają się stałym składnikiem diety.

At the Gates of Loyang / fot. Marek Wysocki (Planszolandia.pl)
At the Gates of Loyang / fot. Marek Wysocki (Planszolandia.pl)

W swojej słynnej książce, Nowoczesne zasady odżywiania (China Study), dr Campbell wykazuje zalety tradycyjnej diety ludności Chin, która w dużej mierze opiera się na zbożach i warzywach. I wiecie co? Te warzywka faktycznie potrafią być smaczne. Może typowa Chińszczyzna nie każdemu podchodzi, jednak danie jakie serwuje nam Uwe Rosenberg, będące mieszanką euro-azjatycką, jest bardzo smaczne. To zdecydowanie coś więcej niż odgrzewany kotlet. Szkoda tylko, że wciąż tak mało znane w Polsce…

Dziękuję Markowi Wysockiemu z portalu Planszolandia.pl
za udostępnienie zdjęć do recenzji.

planszolandia

Post Scriptum

W poniedziałek, 7 lipca rozpoczęła się kampania na wspieram.to, mająca na celu ufundowanie polskiego wydania At the Gates of Loyang. Zachęcamy do wsparcia kampanii, gdyż to nie tylko gratka dla kolekcjonerów, którzy mają szansę uzupełnić swoją kolekcję o trzecią część trylogii żywieniowej, ale przede wszystkim to szansa, by na polskim rynku pojawiła się, bardzo dobra planszówka. A dlaczego warto sięgać po dobre gry, wspominałem wyżej parafrazując Hipokratesa….