– Ezren jeżeli chcemy dopaść Jubrayla to będziemy musieli rozdzielić nasze siły. Mamy do zbadania cztery miejsca i czasu też mało, więc lepiej się sprężajmy – powiedział Harsk lustrując swój krasnoludzki ekwipunek.
– Co Wy na to? – zapytał odwracając się Ezren.

Kyra i Seelah potwierdziły jednocześnie. Ezren nie potrafił jeszcze do końca wysondować intencji magiczki i jej przyjaciółki kapłanki. Pomimo, że należały do dwóch innych światów magii w jakiś dziwny sposób potrafiły się zrozumieć w prawie wszystkich kwestiach.

– To postanowione, nie mniej czasu mamy mało, więc musimy się podzielić, żeby jak najszybciej odnaleźć tego złoczyńcę – skwitował Ezren. Zmierzając do swojej komnaty w karczmie, aby przygotować się do podróży. Przez ramię dodał – wypocznijcie, czeka nas ciężka walka, Jubrayl pozyskał sojuszników, a to już nie są zwykłe gobliny. Po tym stwierdzeniu odwrócił się i zniknął w mroku karczemnego korytarza.

Przygodę czas rozpocząć

Karczma – to miejsce gdzie zawsze zaczyna się każda dobra epicka przygoda RPG. Nagrałem się w te gry dość sporo, przewinęły się u mnie takie tytuły jak Dungeons & Dragons, Warhamera Fantasy Roleplaying Game, Świat Mroku. Zawsze miałem pewien ból i obawy. Ból, że sesje rpg są tak czasochłonne, samo przygotowanie i rozgrywka to kilkanaście godzin więc pograć można tylko w weekend lub tzw. nocki. Obawy to przede wszystkim to, czy gra się przyjmie, czy mistrz gry podoła i najgorsza rzecz, że gra kiedyś się skończy. Nasi bohaterowie odwieszą broń na stojaki, zasiądą przy karczemnym ognisku i pociągną z wyszczerbionego kufla łyk zasłużonego Ale.

Pathfinder / fot. Przystanek Planszówka
Pathfinder / fot. Przystanek Planszówka

Bardzo mnie to bolało i doskwierało. W końcu ja nałogowy rpgowiec chciałem grać non stop, zanurzać się w ten magiczny narracyjny świat. Uciekałem do rpg komputerowych do sesji organizowanych na czatach, ale zawsze było mi mało. Pewnego dnia nastąpiło olśnienie. Znajdź człowieku grę gdzie sam będziesz graczem, drużyną i mistrzem gry, lub gdy zapragniesz rozgrywki z innymi to skrzykniesz kumpli, żeby rozegrać scenariusz w 1,5 godziny. I nagle jak jutrznia na nieboskłonie pojawiła się on – Pathfinder Adventure Card Game: Rise of the Runelords.

Pathfinder / fot. Przystanek Planszówka
Pathfinder / fot. Przystanek Planszówka

Od pewnego czasu jestem zwolennikiem karcianek typu LCG, ale nie tych gdzie trzeba kupić niebotyczną ilość dodatków – boosterów wydając równie niebotyczną za nie kwotę, ale tych gdzie mamy zestaw startowy plus kilka dodatków do dokupienia. I taki jest Pathfinder. Podstawka to aż 400 kart plus na start jeden booster z pierwszą przygodą gratis. Wykonanie samego podstawowego zestawu jest przepiękne. Feria kolorów pudełka, a co dopiero kart, mnie po prostu oczarowała. W ramach wspomnianego 400 kartowego zestawu mamy kilka mini decków: bohaterów, bronie, czary, błogosławieństwa, wrogów, potwory, popleczników, sojuszników, przedmioty, lokalizacje, pancerze, ufffff… ale tego jest. Instrukcja jest dość ładnie skomponowana, aczkolwiek przejrzałem ją tylko raz – dosłownie przejrzałem. Zasady są tak niebagatelnie proste, że gra się dość intuicyjnie.

Pathfinder / fot. Przystanek Planszówka
Pathfinder / fot. Przystanek Planszówka

Jesteśmy na szlaku w nieznane

Tak jak powyżej wspomniałem rozgrywka jest dość intuicyjna. Rozłożenie kart nie zajmuje zbyt wiele czasu. Każda postać na swojej karcie ma zaznaczone ile kart i z jakiej kategorii (broń, czary, pancerze, itp.) musi w swoim podstawowym decku posiadać, również każda lokalizacja, którą będziemy mieli do spenetrowania posiada taki spis do którego musimy się zastosować. Przygód na starcie mamy osiem, trzy są z podstawki, a pięć ze wspomnianego już bonusowego boostera. Każdy dodatek, a jest ich w sumie sześć dla każdej podstawki zawiera kolejne pięć przygód. To już nam daje dość sporą masę kart. Jak dodam, że są jeszcze dodatki uzupełniające, w postaci decków dotyczących poszczególnych klas np. wojownik, bard, kapłan, mag itp. to już się robi nam w głowie niezła kręcioła. Co więcej można dokupić specjalne maty do gry, ale to akurat jest tylko dla smaczku.

Pathfinder / fot. Przystanek Planszówka
Pathfinder / fot. Przystanek Planszówka

Z tego co orientuje się wydano do tej pory trzy base sety: Raise of the Runelords, Wrath of the Righteous oraz Skull and Shackles. Na horyzoncie przygotowywany jest czwarty.
W samej rozgrywce odkrywamy karty poszczególnych lokacji – kart jest średnio 10 i realizujemy to co karta nam pokazuje. Może to być starcie z potworem lub głównym złoczyńcom, może też być znalezienie przedmiotu, odkrycie pułapki itp. Każde takie spotkanie rozpatrujemy w oparciu o współczynniki, które mamy na karcie naszego bohatera. Jeżeli podczas walki wymagany jest test siły to sprawdzamy jaką kością będziemy rzucać na ten współczynnik oraz na karcie wroga sprawdzamy jaki wynik musimy uzyskać, aby przejść konkretną kartę. Czasami, aby zrealizować konkretne spotkanie będziemy musieli podboostować się troszkę kartami, które posiadamy w ręce. Niestety ilość kart, którymi dysponujemy jest ograniczona, jeżeli je wszystkie zużyjemy to umieramy. To samo tyczy się czasu którym dysponujemy. Na zbadanie wszystkich lokacji z danego scenariusza mamy tylko 30 tur. Jeżeli gra nas więcej, te 30 tur rozkłada się na kilku graczy, a więc dla nas samych pozostaje tego czasu jeszcze mniej. Jeżeli czas się skończy to również giniemy. Przy grze wieloosobowej możemy się oczywiście podzielić i jedna grupa sprawdza jedną lokalizację, a druga inną. Zyskujemy wówczas na czasie. Dzięki dodatkowym deckom grę można kontynuować tymi samymi postaciami. Co ważne z przygody na przygodę nasi gracze awansują na kolejne levele i zyskują nowe zdolności. Tego rozwiązania w karciankach nie spotkałem. Dość fajne i daje dodatkowy element rpgowy grze.

Pathfinder / fot. Przystanek Planszówka
Pathfinder / fot. Przystanek Planszówka

Przed nami ostateczny wróg

Podsumowując. Gra się w to świetnie. Pathfinder jest na maksa regrywalny. Duży plus za tryb solo, bo dzięki niemu nie muszę włączać komputera i grać po raz enty w Baldur’s Gate tylko mogę sam poprowadzić swoją postać lub postacie ku nieznanemu. Na pewno dyszka należy się za prostotę zasad i mega intuicyjność przy graniu. Naprawdę z ręką na sercu instrukcja została przeze mnie przewertowana jeden raz. Samo tłumaczenie zasad nowicjuszom zajęło również może 10 minut. Obecnie jestem w posiadaniu dwóch pierwszych base setów. Czekam na zastrzyk finansowy, aby zakupić trzeci, no a potem to już tylko dodatki. Powiecie facet zwariował i wyda majątek. No właśnie nie. Podstawka to 200 zł plus każdy dodatek to około 70 zł. Raz w miesiącu odmówię sobie jednego wyjścia na piwo z kumplami, a za to będzie taka przyjemność w postaci kolejnego add-onu.

Pathfinder / fot. Przystanek Planszówka
Pathfinder / fot. Przystanek Planszówka

Mnie wciągnęła ta gra niesamowicie, przebiła swoim systemem nawet Legendary Encounter. Można byłoby ją porównać do innego tytułu, którego recenzja wyjdzie również spod mojego pióra, mianowicie Warhammer Quest the Adventure Card Game. Z tym że w tym przypadku nasłuchałem się, że niestety bez dodatków ten tytuł nie ma racji bytu. Przekonamy się, wówczas zrobimy konfrontację obu dzieł. Dla mnie osobiście Pathfinder Adventure Card Game to strzał niemalże w dychę. Osobiście daję tej grze 9.5 punktów. Dałbym dyszkę, ale ideału ciągle szukam .

No dobrze moi mili, główny przeciwnik pokonany, miecz na ścianę odwieszony, nasz rumak stoi oporządzony w stajni no to czas na piwo w miłym towarzystwie w naszej ulubionej karczmie. A nuż przydarzy się nam kolejna przygoda i trzeba będzie pomóc ocalić świat.

  • Tomek Szklarski

    Cześć. Mam pytanie co do tych base setów. Jeśli kończymy jeden to drugi lub trzeci nie jest z nim w żaden sposób powiązany?

  • Kamil Przytomski

    Naprawdę ten Pathfinder jest taki prosty w zrozumieniu zasad? Zawsze chciałem spróbować swych sił w karciance RPG, a ta jest podobno bezkonkurencyjna, no i ma świetny tryb solo. Niestety w karciankach jestem praktycznie zielony, jedynie grałem w K2, ale domyślam się, że Pathfinder to zupełnie inna para kaloszy. No i jest tylko po angielsku, co nie jest problemem, ale jako laik miałem problem nawet przy instrukcji K2 z początku, więc tu może być ciężej 😛 Z góry dzięki za odpowiedź 🙂