Zagrożenie nie jedno ma imię, ale przeważnie mówią na nie zaraza, choroba, plaga.

Ciągłe zagrożenie! A To nie pij skażonej wody, a to ugotuj lub usmaż tego dwugłowego szczura. Przestań bawić się tą ektoplazmą. Nie zlizuj fosforyzujących nalotów na powierzchni ścian. Na nic Ci starzy nie pozwalają. Nawet nie pozwolili patrzeć na grzyb nuklearny 3 lata temu zanim zeszliśmy do podziemi. Z Jake’em moim przyjacielem w chitynowym odwłoku i ze szczypcami też mi zakazali się bawić. Ponoć jakaś choroba czy epidemia panuje i z mutantami nie możemy się bratać bo to oni ją przynieśli. Ech… ciężkie jest postapokaliptyczne dzieciństwo.

Bright Future / fot. Przystanek Planszówka
Bright Future / fot. Przystanek Planszówka

Tak można byłoby wprowadzić nas w klimat gry Bright Future. Tytuł został wydany w Polsce przez wydawnictwo Ogry Games przy współpracy z Vermin Games. Tytuł dość świeży bo ma niecały rok a namieszał troszkę na rynku gier postapo.

Rzut okiem na nasz zestaw przetrwania

No dobrze, od czego tu zacząć. O nie, znowu świat trafiło kilka głowic termojądrowych i ludzkość walczy o przetrwanie. O nie, ponownie apokalipsa spowodowała, że wszystkie dotychczasowe wartości poszły w perz, a ludzie zaczęli hołubić pierwotnym instynktom. O nie, znowu pojawiły się mutacje i walka o przetrwanie. Ech…. no niestety tak, ale…

Bright Future / fot. Przystanek Planszówka
Bright Future / fot. Przystanek Planszówka

Porównując do innych tytułów np. Rycerze Pustkowi czy serii gier z cyklu walczymy z zombie, mutantami czy innym ponuklearnym zagrożeniem ta gra ma w sobie pewien wysublimowany klimat. Jaki, ano klimat starych falloutów, czy ciągu powieści Dmitrija Głuchowskiego pt. „Metro 2033”. I chyba ten ostatni oddaje najbardziej odczucie gracza, który zanurza się w czeluść podziemi świata po zagładzie. Wspomniana książka miała już swoją wersję planszówkową pod tym samym tytułem, której wydawcami również byli panowie z Ogry Games. Jednak tamten tytuł nie do końca oddawał nastroju powieści. Ten ma to coś.

Bright Future / fot. Przystanek Planszówka
Bright Future / fot. Przystanek Planszówka

Jakbym miał sklasyfikować tą grę to powiedziałbym, że jest to postapokaliptyczny, kooperacyjny dungeon crawler, z elementami deck buildingu. Jednak gra jest o tyle ciekawa, że w ramach jednego pudełka otrzymujemy w zasadzie trzy gry lub może inaczej trzy typy rozgrywki.

Bright Future / fot. Przystanek Planszówka
Bright Future / fot. Przystanek Planszówka

Do tytułu podchodziłem jak do jeża. Kurcze znowu tytuł, który jest w wyświechtanej tematyce. Jakiż to miły spotkał mnie zawód pod prawie każdym względem. Pudło jest małe, ale mieści się w nim mnóstwo grania. Poza tym jest zrobione z takiego kartonu, jakby panowie przygotowali grę, żeby w nią grać właśnie po apokalipsie. W środku mamy sporo żetonów i małą planszę. No tak, ale ten gościu przed chwilą powiedział, że to dungeon crawler. No tak, tylko tutaj podziemia budujemy przy użyciu kart, które reprezentują mapę naszego kompleksu. Z podobnym sposobem tworzenia mapy spotkałem się w Dungeonerze, ale to inna bajka na inną recenzję. Żetony to poezja, są na tak grubej tekturze, że trzeba być Ogrem ( 🙂 ), żeby je zniszczyć. Mają chyba ze 2 mm grubości. No i na koniec karty. Wierzcie mi lub nie, ale karty postaci mają przepiękną grafikę i każda dodatkowo okraszona jest jakimś dowcipnym tekstem. Nie często spotykam się z taką dbałością o detale. Brawa Panowie. Kawał dobrej roboty.

Jeżeli życie to ciągła walka o przetrwanie, to czym jest ono po wybuchy nuklearnym?

No to zgrajmy. Gra się dość sprawnie. Każdy na początku posiada 30 punktów, które są zarówno walutą jak również naszym życiem. Dostajemy również do ręki zestaw sześciu losowych kart inwentarza, z których wybieramy sobie taką ilość przedmiotów na jaką nas stać. Ważna rzecz, że sprzęt możemy dobrać tylko jednego rodzaju, a więc albo ludzki, albo dla mutantów. Po wyborze każdy z nas wybiera postać w oparciu o dobrany sprzęt oraz zdolności jakie posiada i zajmuje pozycję przy wejściu do tunelu.

Bright Future / fot. Przystanek Planszówka
Bright Future / fot. Przystanek Planszówka

Podczas rozgrywki przemierzamy tunele i realizujemy spotkania, które na nas czekają, może to być wizyta w obozie lub posterunku albo w anomalii. Posterunki też dzielimy na dwie części ludzkie i dla mutantów. Jeżeli zgadzają się z rasą naszego bohatera wówczas możemy w nich kupić najemników, gdy trafimy do przeciwników to czeka nas walka.

No właśnie walka – to jest coś co rozwiązane zostało dość fajnie. Każda poczwara, wróg ma określony współczynnik, który trzeba przekroczyć, aby pokonać potwora. Możemy atakować lub bronić się używając tylko to co mamy w plecaku, ograniczeni jesteśmy do jednego rodzaju przedmiotów, albo ofensywne, albo defensywne. Za pokonanego potwora otrzymujemy oczywiście nagrodę, albo jest to plik z danymi potrzebny na odkrycie szczepionki przeciw zarazie lub przedmioty. Nasza przegrana to utrata tylu punktów życia ile brakuje nam do pokonania potwora. Jeżeli nasze życie spadnie do zera, to nie obejrzymy już jakie spustoszenie spowodowała zaraza.

Bright Future / fot. Przystanek Planszówka
Bright Future / fot. Przystanek Planszówka

W obozach czeka nas oczywiście handel z tubylcami oraz wykonywanie dla nich misji. Za ich realizację dostajemy dodatkowe profity oraz dyskietki z kodem choroby. Grę możemy w zasadzie zrealizować w dwójnasób. Możemy wyzerować licznik z pogłębiającą się chorobą wysyłając najemników do likwidacji źródła choróbska lub gdy odnajdziemy wszystkie cztery lokacje, w których znajdują się badacze i medycy, mogący nam pomóc w walce z zagrożeniem. W przypadku, gdy każdy z graczy wykona swój ruch następuje podsumowanie etapu i zliczane są dyskietki na torze zarazy, za każde 3 punkty zmniejszana jest populacja o 1 punkt, gdy punktacja zejdzie do poziomu zera przegrywamy. Ludzkość lub mutanckość uległa wyniszczeniu przez chorobę i nastąpiła pandemia.

Bright Future / fot. Przystanek Planszówka
Bright Future / fot. Przystanek Planszówka

Tak jak wspomniałem na początku w ramach jednej gry mamy 3 różne formy rozgrywki. Wystarczy że odwrócimy planszę na drugą stronę i ukazuje się nam nowy rodzaj zabawy. Tym razem nie jest to kooperacja tylko czysta rywalizacja, w której przyjdzie nam walczyć przeciwko sobie, a naszym celem jest odgadnięcie szyfru.

Trzeci rodzaj rozgrywki jest dodany troszkę na siłę. To rodzaj walki na karty pomiędzy dwoma graczami. Regułami odrobinę przypomina słynną grę karcianą wojna. Mnie osobiście ten tryb nie urzekł.

Pandemia znaczy się apokalipsa znaczy się koniec świata.

Czekacie pewnie na plusy i minusy.

PLUSY:

  • wykonanie – barwne i trwałe nawet na najgorszą okazję;
  • forma rozgrywki oraz prostota zasad, a przy okazji mnogość rozwiązań;
  • trzy formy rozgrywki (znajdą tu coś dla siebie i fani kooperacji i Ci którzy lubią pełnokrwiste tytuły z negatywną interakcją);
  • wielkość pudła (można zabrać wszędzie gorzej już jak byśmy chcieli gdzieś w to zagrać, rozłożona gra zajmuje trochę miejsca);
  • można zagrać w tą grę solo;
  • regrywalność tytułu (pomysł z mapą tworzoną z kart – strzał w dychę).

MINUSY:

  • żetony dyskietek (na miłość boską chłopacy wszędzie takie fajne grafiki a te żetony to chyba w corelu robione – trochę psują klimat);
  • na siłę wrzucona trzeci rodzaj rozgrywki;
  • pomimo prostoty zasad niektórych reguł trzeba się domyślać (ale jest to bardzo minimalny minusik).
Bright Future / fot. Przystanek Planszówka
Bright Future / fot. Przystanek Planszówka

Owszem jest w grze troszkę minusów. Nie są jednak jakieś rażące. Sam pomysł gry jest fajny pomimo, że tematyka jest nudna jak flaki w oleju. Szczerze, to czekam na jakiś dodatek, bo temat można fajnie rozwijać (liczę na Was OGRY GAMES). Szkoda byłoby taki potencjał zmarnować.

Gdybym patrzył przez pryzmat minusów to dałbym jej 6-7 punktów, ale patrząc na całość jako produkt daję jej bez żadnego zawahania 8. Na pewno ta gra pozostanie na długo w moim zestawieniu tytułów do których chcę wracać. Mogę pokusić się nawet o taką refleksję, że nie wyzbyłbym się jej tak samo jak Pathfindera czy Legendary Encounter.

Bright Future / fot. Przystanek Planszówka
Bright Future / fot. Przystanek Planszówka

No nic pozostaje mi rozłożyć po raz kolejny planszę i karty i odnaleźć szczepionkę. W końcu ludzkość/mutanckość pomimo, że taka zła i zdemoralizowana zasługuje na drugą szansę.

Dziękujemy Wydawnictwu OGRY Games za przekazanie gry do recenzji

OgryGames