Lato co prawda zbliża się ku końcowi, ale kto powiedział, że na słoneczne safari można się wybrać jedynie w wakacje i czasie urlopu? Dzięki 2Pionkom i dziesięciu kostkom wyprawa do Afryki (oczywiście bez broni, a jedynie – co sugeruje ilustracja na pudełku – z aparatem!) jest możliwa przez cały rok, a dojrzenie bongo zapewne nieco większe. Spróbujmy zatem przyjrzeć się „Bongo!”.

Wypatrzeć i krzyczeć…

Wypatrzenie bongo jest niezwykle trudne, choć jest to największa afrykańska antylopa, gdyż gatunek jest zagrożony wyginięciem. Przynajmniej ten prawdziwy Tragelaphus eurycerus. W końcu dla niektórych ludzi safari z aparatem to za mało, a i podejście do zdobywania trofeów mają bardzo konkretne. Na szczęście nasze „Bongo!” promuje wypatrywanie zarówno bongo i innych zwierzaków oraz zdobywanie trofeów jedynie w formie kostek oraz żetonów. Gra jest niezwykle prosta, a wytłumaczenie jej zasad zajmuje mniej niż 5 minut. Naszym zadaniem jako podróżników i uważnych obserwatorów przyrody jest wypatrywanie gnu, nosorożców oraz tytułowego bongo oraz poinformowanie (czyli wykrzyczenie nazwy zwierzęcia) o tym pozostałych graczy. Liczą się zatem refleks, spostrzegawczość i…entuzjazm.

Bongo! / fot. Przystanek Planszówka
Bongo! / fot. Przystanek Planszówka

W podstawowej rozgrywce wykorzystujemy dwa rodzaje kostek – żółte z kośćmi bambusa oraz beżowe z rysunkami zwierząt. Żółte kostki powinny nam wskazać liczbę zwierząt jednego gatunku, których wypatrujemy. Wszystko jest proste, gdy na obu kostkach wypadnie ta sama liczba, tj. 1, 2 lub 3, gdyż wtedy szukamy po prostu zwierzaka, który pojawił się na pozostałych kostkach w określonej liczbie. W sytuacji, gdy na liczba bambusów na kościach jest różna, to szukamy zwierzaków…w liczbie, której na kościach nie ma. Proste, prawda? Może się jednak zdarzyć, że na kościach zwierząt pojawią się we właściwej liczbie zarówno – przykładowo – gnu i nosorożec, wówczas trudno byłoby zdecydować, którego zwierzaka należałoby uznać za prawidłową odpowiedź. W takiej sytuacji należy krzyknąć „bongo!”. Bywa również, że na kościach zwierząt żadne nie pojawi się w odpowiedniej liczbie. Wówczas jedyna słuszna odpowiedź, którą należy wykrzyczeć brzmi „nic!”. Za prawidłowe odpowiedzi gracze otrzymują trofea z symbolami gnu, nosorożca i bongo. W przypadku wykrzyknięcia nieprawidłowej odpowiedzi (w pośpiechu i przypływie entuzjazmu to całkiem częste!) są jednak karani ich utratą – jednego wybranego przez siebie (daje się go innemu graczowi) lub wszystkich, gdy nieprawidłową odpowiedzią było „nic”. W końcu skoro ktoś tak bardzo chciał „nic”, to powinien z owym niczym zostać, prawda? W przypadku, gdy trofea z puli się wyczerpią, podbiera się je innym graczom. Pozwala to przedłużyć rozgrywkę i solidnie popsuć rywalom szyki! Głównym zadaniem jest zdobycie łącznie sześciu trofeów – wszystkich w jednym kolorze lub po parze w każdym z trzech dostępnych rodzajów. Pierwsza osoba, której się to uda – wygrywa.

Bongo! / fot. Przystanek Planszówka
Bongo! / fot. Przystanek Planszówka

W opisanym wariancie podstawowym rozgrywka przebiega bardzo szybko i sprawnie. Po jakimś czasie gracze orientują się, że nie warto zbytnio (w każdym razem przed właściwym rozeznaniem w sytuacji) się spieszyć z wykrzykiwaniem odpowiedzi, a same zasady wydają się zupełnie naturalne. Tę wersję szczególnie polecałabym do wypróbowania z dziećmi, gdyż nie dość, że pozwoli na uwolnienie energii i dobrą zabawę, to różnica wieku i doświadczeń planszowych nie będzie miała tu najmniejszego znaczenia, a gwarantuję, że nie jedno dziecko potrafi maksymalnie skoncentrowanym na rozgrywce dorosłym pokazać, kto na safari rządzi!

Bongo! / fot. Przystanek Planszówka
Bongo! / fot. Przystanek Planszówka

…rymować i nie zwariować.

Kiedy znudzi nam się wariant podstawowy gry, możemy wykorzystać dodatkowe kostki – zielonego Strażnika oraz czerwonego Kłusownika. W końcu nawet małe dziecko wie, jakie są obecnie największe zagrożenia dla afrykańskiej przyrody! Kłusownik – jak to zwykle mają w zwyczaju – poluje na zwierzęta, a tym samym zmniejsza ich liczbę na kościach. Strażnik – jak przystało z kolei na obrońcę przyrody – chroni je. Pozostałe zasady są niezmienne, czyli szybko orientujemy się w sytuacji i krzyczymy. Na tym etapie nie jest to już takie łatwe, a i ryzyko utraty wszystkich trofeów znacząco wzrasta.

Bongo! / fot. Przystanek Planszówka
Bongo! / fot. Przystanek Planszówka

A gdyby komuś jeszcze było mało…albo uznał, że nie na wszystkie konfiguracje zwierząt wypadające na kostkach są właściwe nazwy, a ciągłe wołanie „nic!” jest już nudne, pozostaje mu skorzystanie z „Wariantu stadnego”. W tym najbardziej zaawansowanym sposobie rozgrywania „Bongo!”, w zależności od konfiguracji na kostkach, wykrzykujemy zamiast nazw zwierząt: „stado!”, „parka!”, „safari!” lub „rączki złączki!”. Przyznaję, że póki co pozostaje on kompletnie poza moim zasięgiem – nie udaje mi się czerpać z niego frajdy, a i entuzjazm szybko się wyczerpuje. Widocznie jeszcze nie jestem gotowa do prawdziwej wyprawy na safari.

Bongo! / fot. Przystanek Planszówka
Bongo! / fot. Przystanek Planszówka

Gotowi na wyprawę?

„Bongo!” jest bardzo prostą, ale jednocześnie dającą dużo frajdy grą. Niestety to, co w takiej sytuacji dla jednych jest zaletą: prosta mechanika, łatwość tłumaczenia, nieskomplikowanie, niewiele elementów, dla innych będzie poważną wadą. W przypadku „Bongo!” ta prostota jest wprost uderzająca i tym samym nie jest to propozycja uniwersalna. Szczególnie zawiedzeni tytułem będą gracze lubiący tradycyjne plansze, pionki i nieco więcej dziania się. Na leniwe popołudnia czy krótkie rodzinne potyczki, „Bongo!” powinno być jednak całkiem ciekawą alternatywą. Niewątpliwie gra ma jeszcze jedną zaletę – jest niezwykle mała i poręczna, co w przypadku pakowania na dłuższe i krótsze wycieczki czyni z niej propozycję wręcz obowiązkową!

Dziękujemy

2 pionki logo

za przekazanie gry do recenzji

PRZEGLĄD RECENZJI
Ocena:
6
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułRozwiązanie konkursu „Pstryknij fotkę Przedwiecznemu”.
Następny artykułREBEL.pl nie zwalnia tempa
Kulturoznawczyni. Feministka. Cyklistka. Wegetarianka. Uwielbia strzygi, wampiry, wodniki i inne demony. Aha, i koty. Koty też uwielbia. Sama stopniowo próbuje upodobnić się do zombie (jak twierdzą złośliwcy), a przynajmniej do bohatera „Illustrated Man” Bradbury’ego (też złośliwcy). Nadużywa ironii, sarkazmu i czarnego humoru, a w kolejce po talenty dyplomatyczne była zbyt uprzejma i zabrakło. Jak nie gra, to pewnie coś ogląda, czyta albo słucha muzyki. Z niewiadomych powodów zwykle jest to dość krwiste, a jeśli chodzi o ostatnie – głośne.