Końcówka sierpnia przyniosła mi długo wyczekiwany urlop. I jak wielu miłośników planszówek stanąłem przed dylematem, jakie planszówki zabrać i jak to wszystko pomieścić. I po raz kolejny przekonałem się, jak wielkie są pudła z grami…..

14 sztuk, 10 kilo….

Tydzień urlopu to czas wbrew pozorom niedługi. Ale wystarczająco długi, by rozbudzić nadzieje, że uda się w COŚ zagrać. Może coś w coś, co jeszcze nie grałem – bo umysł wypoczęty i bardziej chłonny? Albo w coś, co wyżyma siódme poty z moich szarych komórek? No, ale przecież to czas wolny – zatem przydałoby się coś nam dobrze znanego? Coś, co warto sobie odświeżyć. Coś, co czeka na ogranie do recenzji? Wreszcie: coś do partyjki solo, gdyby akurat Żona nie miała ochoty na granie.

Wiele tych „COŚ”, a bagaż ograniczony. Zgodnie z powyższą listą zacząłem wyciągać tytuły spełniające poszczególne kryteria. Babel, bo w ten tytuł Uwe Rosenberga nie grałem. Caylus i Pola Arle, by wysilić mózgownice. Dominion, Dominion Intryga, Dominion Hinterlands, Dominion Róg Obfitości i Osadnicy Narodziny Imperium, bo oboje te gry uwielbiamy. A jak jeden Dominion, to żal nie brać pozostałych. Concordia i Odbudowa Warszawy 1945-1980, gdyż warto zagrać w coś, co będę niebawem recenzował.  Roma, Aton, Odkrycia Dzienniki Lewisa i Clarka, bo dawno w te tytuły nie graliśmy. Piętaszek, tak, by spędzić trochę czasu sam na sam z kartami. Sterta pudeł niemała, a szanse na ich zabranie – bardzo małe.

10-kilo-gier-2

Pal licho, że dużo ważą (wyszło 10 kilo!). I tak w tym roku samochodem się wybieraliśmy. Ale ta przestrzeń. Bagażnik pełen planszówek? A co z pozostałymi pakunkami? Wiem, „rasowy geek” bez innych rzeczy spokojnie wyżyje. Ja jednak aż tak hardcorowy nie jestem. Może się starzeję…

Planszowa Narnia

W pierwszej części Opowieści z Narnii pojawia się szafa. Mebel wyjątkowy, gdyż mieści futra i… całą Narnię! Tak, trochę przesadzam, to tylko „wrota” do tej krainy. Ale czyż to nie musiało być niesamowite uczucie wchodzić do szafy i nagle odkrywać, że ona nigdy się nie kończy? Równie przyjemnie jak wtedy, gdy wkraczasz w świat gier i jednego wieczora spędzasz czas na bezludnej wyspie, potem przeskakujesz do antycznej Italii, budujesz Wieżę Babel, by wreszcie pokierować nacją barbarzyńców…

Ale wyjeżdżając trzeba to wszystko jakoś upchać.

Z Dominionem było łatwo – już od dawna wszystkie karty mam w pudle po Rogu obfitości. Pozostałe gry trzeba było przepakować. Plansze i instrukcje na spód, pionki i karty w woreczki strunowe i nagle jak w Szafie, mieści się w nich więcej, niż by się człowiek spodziewał. Z 14 pudeł zrobiły się 3. Prawda, że wygodniej? Nawet tak wypchane pudełko jak to z grą Pola Arle pomieściło jeszcze Caylusa i Concordie…. Tylko plansza tej ostatniej się do żadnego nie zmieściła.

10-kilo-gier

Przestrzeń miejska, prywatna, planszowa

To (coroczne) doświadczenie zawsze kieruje me myśli w stronę przestrzeni, którą zajmują planszówki. I niczym w przypadku przestrzeni miejskiej, która jest miejscem zderzenia się różnych grup interesu, tu także powstaje wewnętrzny konflikt. Ile przestrzeni prywatnej jestem w stanie poświęcić na hobby?

Nie mam duszy kolekcjonera, jednak lubię zerkać na półkę z grami. Ale półka to nie Szafa z Narnią – jakbym nie kombinował rozciągnąć się nie chce. Dlatego już dawno Dominiony trafiły do jednego pudła. K2, Broad Peak i Mont Everest – także. Przybyli Nomadzi – znajdziemy dla nich miejsce w podstawce, w końcu to Królestwo jest ciągle w budowie. Chciałoby się upychać więcej, ale jak pogodzić Świat bez końca i Filary Ziemi? Postapokaliptyczny świat Neuroshimy z brutalnymi armiami z baśniowym Władcą Pierścieni Konfrontacją? Na dłuższą metę to też niezbyt wygodne.

Planszówki brutalnie zagarniają naszą przestrzeń. Podobno w niektórych przypadkach powoduje to konflikty między domownikami. A przecież miały integrować….

Komfortowe wakacje

Ot zebrało się kilka myśli „nieuczesanych”. Bez głębszego morału, zahaczające o nierozwiązywalne dylematy planszomaniaka.

Czy udało się we wszystko zagrać? Jak zwykle zabrakło czasu. Niektóre z tytułów trafiły na stół kilka razy, inne zostały w pudle. Czy warto było brać wszystko? Zdecydowanie! Jakiż to komfort zabrać gry niemal na każdą okazję. Bo przecież 3 pudła to nie 14, łatwo „obronić” taki bagaż. A że waży on 10 kilo… Dyskomfort w czasie przenoszenia w tym wypadku zapewni wam komfort wypoczynku. 10 kilo planszowej zabawy….