Opisywanie gier imprezowych (dla niepoznaki zwanych oficjalnie towarzyskimi, żeby nie zrażać tych, którzy nie za bardzo lubią imprezować) stanowi wyzwanie samo w sobie. Zdecydowanie to typ planszówek, do spotkania z którymi trzeba mieć odpowiedni nastrój. Kiepski dzień, nadmiar stresu, zmęczenie – wszystko to potrafi fatalnie wpłynąć na nasze podejście do rozgrywki, a tym samym zaowocować zrażeniem się do gry. Tę lekcję mam już na szczęście za sobą – nigdy więcej, bo w najlepszym wypadku kończy się stwierdzeniami w rodzaju „Nuuuuda!” czy „Do kitu!”, a droga do całkiem fajnych tytułów po czymś takim pozostaje na długo (o ile nie na zawsze) zamknięta. Poza tym skoro to gra imprezowa, to oczywiste jest, że niezbędne jest towarzystwo. Odpowiednie towarzystwo – w przeciwnym razie kończy się podobnie jak w opisanym wyżej przypadku. Na szczęście wiele gier ma zbudowany dodatkowy mechanizm „przełamywania lodów” oraz „rozruszania towarzystwa” i finalnie wszyscy kończą w dobrych nastrojach i (być może) nieco więcej wiedząc o sobie nawzajem. Tym razem proponuję krótkie spotkanie z „Tempo! Masz 30 sekund!”, czyli nową propozycją imprezową (aka towarzyską) od Wydawnictwa Granna.

Tempo! Masz 30 sekund! / fot. Przystanek Planszówka
Tempo! Masz 30 sekund! / fot. Przystanek Planszówka

Klepsydra do ręki!

Rozpoczęcie przygody z „Tempem” jest niezwykle proste – przygotowanie do gry oraz wytłumaczenie zasad zajmuje maksymalnie trzy minuty. Ot, wystarczy złożyć dwustronną, trzyczęściową planszę, ustawić na niej pionki zgodnie z liczbą osób lub drużyn biorących udział w rozgrywce, ułożyć karty w stosie i właściwie to wszystko. Następnie gracze (lub drużyny) po kolei mierzą się z odmierzanym przez klepsydrę  czasem oraz zasobami swojego słownika podając słowa na poszczególne litery alfabetu zgodnie z wylosowaną wcześniej kategorią. Mają na to 30 sekund. W każdym momencie można przerwać odliczanie poprzez powiedzenie „Stop!”. Najważniejsze, aby je powiedzieć przed zakończeniem odmierzania czasu przez klepsydrę. W przeciwnym wypadku spóźnialskiego spotyka „karny jeżyk” w postaci powrotu na pole, z którego w danej turze startował. W celu uniknięcia wątpliwości, skąd się faktycznie rozpoczynało, każdy gracz (lub drużyna) ma dwa pionki – jeden bazowy, który przemieszcza się po zakończeniu swojej kolejki oraz drugim, którym porusza się po kolejnych literach. Cały sens rozgrywki sprowadza się do tego, by jak najszybciej okrążyć planszę. W awaryjnych sytuacjach można posłużyć się kartami „Joker”, które pozwalają na pomoc drużynie (czyli w gruncie rzeczy zmianę odpowiadającego), przeskoczenie litery lub zmianę kategorii.

Tempo! Masz 30 sekund! / fot. Przystanek Planszówka
Tempo! Masz 30 sekund! / fot. Przystanek Planszówka

Wszystko wygląda bardzo prosto, ale jednoczesne odmierzanie czasu (w końcu trzeba powiedzieć stop w odpowiednim momencie!), skakanie po literkach (rzecz jasna – jak najszybciej!) oraz do tego podawanie właściwych wyrazów (czemu zawsze okazuje się, że zna się ich za mało, a właściwe skojarzenia nie pojawiają się we właściwym momencie?!) wcale nie jest proste. Inna rzecz, że przy tego typu grach im więcej śmiesznych słów czy bardzo dziwnych skojarzeń się pojawia, tym więcej zabawy. Do tego zawsze najpotrzebniejsze, najprostsze i najbardziej trafne słowa jakoś uciekają albo za nic nie chcą zaczynać się na właściwą literę. Jakkolwiek instrukcja nie precyzuje tego elementu, jednak w celu ułatwienia rozgrywki oraz uniknięcia ewentualnych sporów, warto ustalić na jak daleko idące skojarzenia sobie pozwalamy oraz co robimy w sytuacji zakwestionowania któregoś z podawanych wyrazów.

Tempo! Masz 30 sekund! / fot. Przystanek Planszówka
Tempo! Masz 30 sekund! / fot. Przystanek Planszówka

Przy spokojnej rozgrywce dołączona do zestawu klepsydra spisuje się bardzo dobrze, pod warunkiem, że odmierzaniem czasu zajmuje się osoba, która jest daleko w kolejce. Przy rozgrywkach dwuosobowych albo iście imprezowych niestety bardzo łatwo stracić nad nią kontrolę, szczególnie gdy podawane wyrazy są mocno kontrowersyjne albo rozbawia nas czyjś tok myślenia (a gwarantuję, że prędzej czy później tak będzie!). W takich sytuacjach zupełnie serio proponuję odliczanie czasu stoperem. U mnie do tego celu służy po prostu aplikacja telefoniczna. Ot, taki drobny mariaż klasyki z nowoczesnością.

Tempo! Masz 30 sekund! / fot. Przystanek Planszówka
Tempo! Masz 30 sekund! / fot. Przystanek Planszówka

W zależności od stopnia zaawansowania graczy oraz ich wieku można zdecydować się na różne poziomy trudności. W zestawie znajdziemy bowiem zarówno karty dedykowane dorosłym, jak i dzieciom. W wariancie „dorosłym” dodatkowo pojawiają się dwa warianty kategorii – prostsze, znajdujące się na zielonych polach oraz trudniejsze, na czerwonych. W przypadku tych ostatnich wiele jest podwójnych, których samo zestawienie bywa iście rozbrajające („Niemieckie miasta i postacie biblijne”, „Kataklizmy i rzeczy, które mają suwak”). Kategorii jest sporo, jednak zdecydowanie mniej niż w podobnych pod względem mechaniki grach, co stanowi bodaj jedyny mankament „Tempa!”. Przy częstych rozgrywkach albo kilku partiach pod rząd niestety odpowiedzi zaczynają się robić dość mechaniczne i wtórne, a ciężko uniknąć powtórzeń. Zestaw dla najmłodszych graczy z kolei zawiera dziewiętnaście kategorii. W przypadku rozgrywki dla maluchów można rozważyć zwiększenie limitu czasu, choćby do 60 sekund (dwa obroty klepsydry) czy – w przypadku starszych dzieci – dołączenie części „zielonych” kategorii, gdy podstawowe już się nieco ograją lub okażą się jednak zbyt proste.

Tempo! Masz 30 sekund! / fot. Przystanek Planszówka
Tempo! Masz 30 sekund! / fot. Przystanek Planszówka

A co Ty zrobisz w 30 sekund?

W gruncie rzeczy „Tempo!” jest grą niezwykle prostą. Zaproponowane rozwiązania znane są z innych gier towarzyskich (tutaj warto wymienić popularne „5 sekund„), więc nie są specjalnie zaskakujące czy zasady trudne w opanowaniu. Myli się jednak ten, kto uważa, że przy tym sama gra jest prosta, a rozgrywkę można określić jako „Phi tam! Pikuś!”.

Tempo! Masz 30 sekund! / fot. Przystanek Planszówka
Tempo! Masz 30 sekund! / fot. Przystanek Planszówka

Wbrew pozorom opanowanie jednoczesnego odmierzania czasu, wymyślania kolejnych słów na określoną literę i do tego mieszczących się w wylosowanej kategorii wcale prostym zadaniem nie jest. O ile kategorie takie jak: „Napoje”, „Owoce”, „W supermarkecie”, „Wszystko o filmie”, „Kolory”, „W Azji” nie sprawią może większych trudności, o tyle niektóre – choćby te bardziej hobbystyczne czy specjalistyczne jak „Wszystko o komputerach” czy „Wszystko o Gwiezdnych Wojnach” – już nie każdemu grającemu będą odpowiadały. Poza tym z jakichś dziwnych powodów zwykle okazuje się, że wszystkie słowa, które kojarzą nam się z daną kategorią jakoś nie zaczynają się na właściwą literę. Przy dość swobodnym podejściu do tego, co poszczególni gracze (lub reprezentanci drużyn) odpowiadają, jak bardzo opisowo („Rzeczy, które robią hałas” i odpowiedź „Żarówka jak wybucha” przy niefortunnym „Ż”) i co uznajemy za jeszcze mieszczące się w wylosowanej kategorii (w końcu to gra imprezowa, więc ma sprawiać dużo radości, a to można osiągnąć również poprzez głupie i żartobliwe skojarzenia, prawda?), poziom kreatywności naprawdę mocno wzrasta, atmosfera robi się iście piekielna, a i rozbawienie może sięgać zenitu. Paradoksalnie – niestety im się weselej robi, tym trudniej zmieścić się w reżimie czasowym. Te 30 sekund to naprawdę niezwykle mało, a z używaniem „Jokera” czasami warto poczekać!

Tempo! Masz 30 sekund! / fot. Przystanek Planszówka
Tempo! Masz 30 sekund! / fot. Przystanek Planszówka

Do wspólnej zabawy wystąp!

„Tempo! Masz 30 sekund!” jest ciekawą propozycją na urozmaicenie spotkań towarzyskich różnego typu. Świetnie się sprawdzi zarówno w wariancie rodzinnym – również w przypadku zróżnicowanego wiekowo grona (w przypadku opornych graczy i sztywniaków zawsze można rozważyć wariant grupowy albo zaszczytną funkcję „nadzorcy klepsydry”), jak i na spotkaniach ze znajomymi. Jest również bardzo dobrą pozycją dla wszystkich tych, którzy do tej pory trzymali się z daleka od imprezowych planszówek lub dopiero stawiają swe pierwsze kroki w tym obszarze. Bez względu bowiem na doświadczenie, gra zapewnia solidną dawkę śmiechu i naprawdę kawał wyśmienitej zabawy.

Dziękujemy Wydawnictwu Granna za przekazanie gry do recenzji

granna logo

PRZEGLĄD RECENZJI
Ocena:
8
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykuł49. Noc Planszówek. W roli głównej „Klask”
Następny artykułDominion… gdy nagle na stole dużo dobrego
Kulturoznawczyni. Feministka. Cyklistka. Wegetarianka. Uwielbia strzygi, wampiry, wodniki i inne demony. Aha, i koty. Koty też uwielbia. Sama stopniowo próbuje upodobnić się do zombie (jak twierdzą złośliwcy), a przynajmniej do bohatera „Illustrated Man” Bradbury’ego (też złośliwcy). Nadużywa ironii, sarkazmu i czarnego humoru, a w kolejce po talenty dyplomatyczne była zbyt uprzejma i zabrakło. Jak nie gra, to pewnie coś ogląda, czyta albo słucha muzyki. Z niewiadomych powodów zwykle jest to dość krwiste, a jeśli chodzi o ostatnie – głośne.
  • Ta gra jest po prostu rewelacyjna, ale gramy nie za często, żeby się nie znudziło