Przygotowując w marcu króciutkiego newsa o grze Dr Eureka pomyślałem sobie, że chętnie zagrałbym w to pudło, gdy już pojawi się na naszym rynku. Lubię w założeniach proste i oryginalne tytuły, przy których można spędzić miło czas w towarzystwie rodziny, a tak właśnie mienił mi się Dr Eureka na podstawie informacji prasowej przesłanej przez wydawnictwo Bard Centrum Gier. Z niekłamaną przyjemnością otwierałem pudło z grą, gdy na początku sierpnia, bez zapowiedzi ze strony wydawcy, gra trafiła do mojego domu.

Witaj w laboratorium doktora Eureki

Jesteś początkującym adeptem sztuki mieszania mikstur chemicznych, który trafił pod skrzydło doktora Eureki, przypominającego swoją fizjonomią szalonego doktorka z Powrotu do przyszłości, za co u mnie ma już na starcie plus 100 do zabawy (tak wiem stary jestem, a do tego sentymentalny i na siłę szukam rzeczy, które kojarzą się z moją młodością). Naukowiec, jak to naukowiec, ma bałagan w laboratorium i do końca chyba sam nie wie jaką właściwie chciał uzyskać miksturę, a jeśli już coś mu świta w głowie, to ma problem z właściwymi składnikami. Ale po co są dzielni gracze i to jeszcze uczniowie takiego światłego umysłu? Łapiemy za menzurki i zaczynamy zabawę!

Dr Eureka / fot. Przystanek Planszówka
Dr Eureka / fot. Przystanek Planszówka

Trzymaj ręce z dala od tych kulek!

W laboratorium mamy dostępnych 12 plastikowych fiolek i 24 kulki składników, po 8 w trzech różnych kolorach (zielony, czerwony, fioletowy). Doktor Eureka rozpisał 54 przepisy mikstur chemicznych, które stanowią talię wyzwań dla graczy. Każdy z uczniów ma do swojej dyspozycji trzy menzurki i sześć składników, po dwa w każdym z dostępnych kolorów.

Tak przygotowani zaczynamy mieszać swoje mikstury. Wiadomo rzecz jasna, że prace w laboratorium wymagają skupienia, ale również podejmowania szybkich i właściwych decyzji, bo nie wszystkie związki chemiczne przepadają za sobą i można przez przypadek wrócić do domu odrobinę odmienionym. Nie inaczej jest w naszej grze tzn. nie inaczej w zakresie skupienia i podejmowania decyzji 😉

Dr Eureka / fot. Przystanek Planszówka
Dr Eureka / fot. Przystanek Planszówka

Każdy z przepisów to kompilacja naszych sześciu składników i trzech menzurek. Wszyscy uczniowie jednocześnie, w czasie rzeczywistym (no bo jak inaczej), „przelewają” kulki z fiolki do fiolki aby uzyskać właściwą miksturę. W trakcie prac obowiązują dwie proste zasady. Pod żadnym pozorem nie dotykaj rękoma kulek i uważaj aby żadna z kulek nie wypadła z fiolki na stół, podłogę, czy gdzie tam będziecie grali. Doktor Eureka nie toleruje oszustów i jeśli nie będziesz przestrzegał tych dwóch, teoretycznie prostych zasad, zostaniesz odsunięty od prac nad tą konkretną miksturą i wrócisz do gry dopiero przy następnym zadaniu.

Dr Eureka / fot. Przystanek Planszówka
Dr Eureka / fot. Przystanek Planszówka

Nagrodzony punktem zwycięstwa zostaje ten uczeń, który jako pierwszy przygotuje w sposób prawidłowy tzn. zgodny ze wzorem, dany roztwór. A uwierzcie mi, że wcale nie jest tak prosto, gdy mamy do czynienia ze swoistym wyścigiem chemików. Ręce się trzęsą, a każda sekunda zwłoki odlicza czas do naszej porażki. No i weź tu czasami nie dotknij tej kulki, gdy otwory w menzurkach są takie małe, za małe 😛 Znaczenie ma układ kulek we fiolkach, ale również kolejność ustawienia samych fiolek. Całe szczęście w przypadku zwartości liczy się układ kolorów, a to czy menzurka stoi na podstawce, czy też odwrócona jest do góry nogami nie ma już znaczenia. Uczeń, który jako pierwszy przygotuje pięć prawidłowych mikstur, wygrywa grę i może liczyć na uścisk dłoni doktorka oraz promocję na kolejny rok studiów.

Jest też tryb z licytacją, który skierowany jest raczej do zaawansowanych chemików. W tym bowiem wariancie, po tym, jak wyłożymy miksturę do realizacji, gracze licytują się kto wykona ten roztwór w najmniejszej liczbie ruchów. Wystarczy Ci kilka ruchów, to próbujesz, jeśli się nie uda, to odpadasz i próbuje następny w kolejności uczeń z najniższą wylicytowaną liczbą ruchów.

Dr Eureka / fot. Przystanek Planszówka
Dr Eureka / fot. Przystanek Planszówka

Można jeszcze grać solo, ale komu taki wariant jest potrzebny w takiej grze?

Wrażenia ze stażu w laboratorium

Dr Eureka, to jedno z tych zręcznościowych pudeł, które przy pierwszym kontakcie budzą mieszane uczucia, czy to jeszcze gra, czy już tylko zabawa. W tym jednak przypadku okazuje się, że gra wymaga dużo więcej od nas niż tylko przekładania kulek z fiolki do fiolki w jak najszybszym czasie. Pomimo prostych zasad gry i nieskomplikowanego mechanizmu menzurek udało się stworzyć bardzo przyjemną grę dla rodzin. Tak, liczą się w tej grze zręczne dłonie, ale to nie jest wszystko, co to pudło ma do zaoferowania.

Przede wszystkim udało się upchnąć w tej grze logiczne myślenie i spostrzegawczość pod presją czasu. Dodatkowo przyda się dobra orientacja przestrzenna aby przenieść układ kulek i fiolek z dwuwymiarowych grafik mikstur na rzeczywisty układ na stole. Wydaję się to być proste, ale w przypadku, gdy gramy w maksymalnym składzie i karta nie jest ułożona do nas frontem, to okazuje się, że nie jest tak łatwo, a taki szczegół ma znaczenie. W końcu kto pierwszy ten lepszy. Często mały manewr w postaci przestawienia fiolki do góry nogami może dać nam zwycięstwo.

Dr Eureka / fot. Przystanek Planszówka
Dr Eureka / fot. Przystanek Planszówka

Regrywalność również nie kuleje specjalnie i to pomimo tego, że mamy tylko 54 karty mikstur. Dobrym rozwiązaniem okazała się być wprowadzona zasada, według której, do mieszania nowej mikstury zasiadamy z zawartością fiolek taką, jaka nam została po wcześniejszym zadaniu. Dzięki temu prostemu zabiegowi uniknięto schematyczności początkowych układów, co przy szybkim tempie gry i przebiegu rozgrywki jest na duży plus. Dochodzi do tego losowe dobieranie kart i niezręczne łapy 😉 Powtarzalność rozgrywki owszem może doskwierać, gdy będziemy chcieli grać kilka rozgrywek pod rząd, co na początku zapewniam, będzie nieuniknione.

Gra przypomniała mi o pudle TRIO, które swego czasu dała mi i domownikom mojego domu, dużo emocji i przyjemności. Przypomniałem sobie, jak bardzo lubię gry logiczne pod presją czasu. Oczywiście w tym przypadku musimy mieć świadomość, że zdecydowanie większy nacisk położono na element zręcznościowy, bo trzeba też pamiętać, że docelowo to gra dla młodszych miłośników planszówek, ale to i tak nie zmienia moich odczuć. Gra gwarantuje dużą dawkę zabawy, emocji i przyjemności w rodzinnym graniu z najmłodszymi oraz rodzinnym gronie.

P.S. o wykonaniu

Trochę się rozpisałem, a zapomniałem napisać słów kilka o wykonaniu w którym nie wszystko mi się podoba. Dr Eureka, to spore pudło okraszone bajkową grafiką laboratorium z doktorkiem i jego pomocnikami. Naprawdę prezentuje się bardzo dobrze i okazale. W środku mamy wypraskę z miejscami na menzurki. No i właśnie mam uwagę, co do menzurek, które nomen omen są tym najważniejszym elementem gry. Nie zwróciłem uwagi na początku po otwarciu pudła, jak teraz jednak patrzę, to całe są od środka poprzecierane. Wygląda to trochę mało estetycznie i na pierwszy rzut oka może wydawać się, że fiolki są po prostu brudne, co psuje odbiór. Oczywiście, gdy się gra i są emocje nie ma to znaczenia, ale jednak estetów będzie drażnić w oczy. Na kulkach nie stwierdziłem żadnych nadlewów, dziurek, czy innych uszkodzeń. Jakość kart mikstur jest dobra. Gorzej prezentuje się instrukcja, która jest wydrukowana na słabszej jakości papierze i może być podatna na rozerwania. Całe szczęście po jednym czytaniu  nie będzie już nam potrzebna w ogóle.

Dziękujemy Wydawnictwu Bard Centrum GierBardza przekazanie gry do recenzji