Munchkin szturmem wskoczył na mój stół razem ze swoją rozwrzeszczaną ekipą. „Mamy prawo do robienia hałasu, bośmy jubileuszową edycją!” – krzyczał Wojownik, który dopiero co stracił rasę, ale za to władał Operetkowym Mieczem. „Oddajcie stół albo naślemy na was Potwora z Bażin, który uczyni was kompletnie nieżywymi, martwymi trupami!” – odgrażał się Krasnolud w Kolczastych Portkach.

Już chciałam zastosować Całkiem Niezłe Balony, ale ubiegła mnie głowa rodziny, pokazując im Pałę Kultury – w końcu Bonus +3 robi wrażenie. Zaczęliśmy negocjować. A potem jeszcze raz i jeszcze raz. W końcu, kiedy zdołałam wymienić z pamięci wszystkie składniki Magiokatywnej Mikstury Rozwałki stwierdzili, że zostaną u nas na dobre i pomogą walczyć z potworami. Wybaczyli nawet, że zdecydowałam się na spotkanie z nimi dopiero teraz, gdy już trochę dorośli i są starsi o piętnaście lat…

Munchkin Edycja Jubileuszowa / fot. Przystanek Planszówka
Munchkin Edycja Jubileuszowa / fot. Przystanek Planszówka

Wierzę, że nigdy nie jest za późno, by zapoznać się z czymś, co już dawno podnieca tysiące osób na całym świecie. U schyłku wakacji była to Gra o tron i właśnie karcinka Munchkin Fantasy, o której chcę dzisiaj opowiedzieć szczególnie tym, którym tak jak mi przez 15 lat było z tą grą nie po drodze. W końcu wydanie jubileuszowej edycji z ilustracjami Iana Mc Ginty’ego to doskonała okazja! Natomiast ci, którzy od dawna przyjaźnią się z tą grą, pewnie chętniej popatrzą na zdjęcia i ilustracje innego niż dotąd rysownika.

Szukaj guza

Podczas gry pniemy się po szczeblach kariery, aby pojawić się przed innymi na Poziomie 10 i tym samym wygrać. Do liczenia przydaje się kartka i ołówek, a kto już nie używa tych analogowych narzędzi, także aplikacja. Poziom zdobywa się dzięki wygranej walce z potworem, ale również dzięki specjalnym kartom albo sprzedawaniu skarbów (z tym że poziom 10 można zdobyć tylko w starciu z potworem).

Munchkin Edycja Jubileuszowa / fot. Przystanek Planszówka
Munchkin Edycja Jubileuszowa / fot. Przystanek Planszówka

Munchkin jest parodią gier RPG, więc na początku każdy gracz tworzy własną postać. Służy mu do tego osiem startowych kart: 4 karty drzwi i 4 skarbów. Zaczynamy jako ludzie bez Klasy, ale wraz ze zdobywaniem nowych kart możemy stać się między innymi kapłanami, niziołkami, czarodziejami, złodziejami… Klasa i Rasa są ważne, ponieważ niektóre bronie przeznaczone są dla przedstawiciela danej Rasy, a i zdarzają się potwory, które przeciwko wybranej Klasie będą zmieniały natężenie swojej mocy. Na kartach będziemy mieli też wyposażenie, czyli na przykład broń, buty czy nakrycie głowy albo zbroję. Jeśli chcemy i możemy ich używać, kładziemy je na stole obok swojej postaci.

Munchkin Edycja Jubileuszowa / fot. Przystanek Planszówka
Munchkin Edycja Jubileuszowa / fot. Przystanek Planszówka

W swojej turze otwieramy drzwi, czyli dobieramy jedną kartę ze stosu drzwi i kładziemy ją odkrytą na stole. Jeśli to potwór, trzeba z nim walczyć. Jeśli potwora nie ma, prawdopodobnie dociągnęliśmy klątwę (do zagrania od razu) lub inną kartę, którą można zachować lub zagrać od razu. Potem mamy możliwość szukania guza, czyli wyłożenia potwora z ręki i wojowania z nim. Jeśli nie wybieramy tej opcji, można przeszukać pokój (dobranie karty ze stosu drzwi), a potem okazać miłosierdzie, czyli po prostu pozbyć się nadwyżki kart (można zostawić na ręce 5), oddając je graczowi na najniższym poziomie.

Munchkin Edycja Jubileuszowa / fot. Przystanek Planszówka
Munchkin Edycja Jubileuszowa / fot. Przystanek Planszówka

Walki z potworami raczej nie da się uniknąć. Jeżeli jesteśmy porządnie uzbrojeni, ten etap będzie raczej ekscytujący. Potwora pokonujemy, jeśli nasza siła (poziom + bonusy z broni i wzmocnienia z innych zagranych kart) jest większa niż siła potwora. Po wygranej walce zdobywamy poziom(y) i zgarniamy skarby. Tak wygląda optymistyczny scenariusz: może się bowiem okazać, że współgracze postanowią utrudnić drogę do zwycięstwa. Można próbować uciec (5 lub 6 oczek na kostce), a jeśli i to nie przyniesie spodziewanego rezultatu, następuje Marny Koniec: najczęściej utrata poziomu lub uzbrojenia. Współgracze nie tylko przeszkadzają, ale również mogą pomóc – wtedy docenimy mały element kooperacji, który schował się w tej naszpikowanej negatywną interakcją grze. Nie nastawiajmy się jednak na to, że ktoś pomoże nam zupełnie za darmo…

Krzycz najgłośniej ze wszystkich

– Będziemy w to dziś grali? – zapytał przed przyjazdem gości

– No, jeśli będą mieli ochotę..

– Zmusimy ich!

Tak to właśnie wygląda w Munchkinie – już w (dobrze napisanej) instrukcji gracze zachęcani są do tego, by zasady ustalać… krzykiem. Na szczęście nie trzeba tego robić zbyt często, bo reguły są dość jasno opisane, a wątpliwości najczęściej rozwiewa zapis na karcie, który jest nadrzędny wobec instrukcji. Oczywiście ta pewna dowolność w niektórych kwestiach (kto komu pomoże itd.) może prowadzić do problematycznych sytuacji, jeśli gramy w za mało zdystansowanym gronie… I tutaj powinno paść bardzo ważne pytanie:

Z  kim grać w Munchkina?

Skalowanie i pewna specyfika w doborze graczy

Ogrywanie tytułu w duecie nie jest wykluczone, ale mało satysfakcjonujące. Nawet napis na pudełku podpowiada, że lepiej usiąść w większej grupie. Im więcej osób, tym lepiej: więcej krzyku, jęków zawodu, negatywnej interakcji i nasyłania na siebie zbłąkanych potworów. Nie popełniajcie błędu, który ja poczyniłam podczas pierwszej rozgrywki: byłam bardziej nastawiona na pomaganie niż na robienie psikusów. O nie, to nie o altruizm tutaj chodzi!

Munchkin Edycja Jubileuszowa / fot. Przystanek Planszówka
Munchkin Edycja Jubileuszowa / fot. Przystanek Planszówka

Każda rozgrywka w Munchkina utwierdza mnie w przekonaniu, że do wyciągnięcia maksymalnej satysfakcji z tej gry potrzeba dobrej ekipy. Ktoś powie, że tak jest w przypadku każdego tytułu. Nie sposób się z tym nie zgodzić, jednak wciąż mam wrażenie, że do gry, o której dziś czytacie, potrzeba jedności w trochę innym wydaniu. To musi zaskoczyć: ten impuls, podobne poczucie humoru (niezbędne), chęć do rozmowy i negocjacji, nie podchodzenie do sprawy zbyt poważnie. Najlepiej będziesz się czuł, kiedy zagrasz w Munchkina z ludźmi, przy których czujesz się wyluzowany i licytowanie się jest przyjemnością, a nie krępującym obowiązkiem. Podejrzewam, że gracze, którym nie uśmiecha się proszenie o pomoc albo słowne utarczki raczej nie zachwycą się Munchkinem, a gra z nimi będzie dla pozostałych zwyczajnie męcząca.

Munchkin Edycja Jubileuszowa / fot. Przystanek Planszówka
Munchkin Edycja Jubileuszowa / fot. Przystanek Planszówka

Cieszę się, że mam tak fajnych znajomych do grania, z którymi mogę wracać do tego tytułu i z którymi ważniejszy jest ciągły wspólny śmiech niż zdobywanie kolejnych poziomów.

Na kogo wypadnie, na tego… Śliniący się Śluz!

Niezależnie od doboru ekipy, niektórych może zmęczyć munchkinowa losowość. To nie jest gra, po którą sięgnięcie, chcąc opracować sobie porządny plan działania. Dociąganie na samym początku gry potwora o poziomie 18 może skutecznie zniechęcić do gry, tak jak i niesmak wzbudzi to, że ktoś poziom 10 zdobywa… walką ze Śliniącym się Śluzem o poziomie 1, bo akurat nikt nie miał do dyspozycji zbłąkanego potwora, którym mógłby zaszkodzić. Polecam zatem nastawić się bardziej na dobrą, wesołą i złośliwą rozgrywkę, niż na bawienie się w stratega.

Munchkin Edycja Jubileuszowa / fot. Przystanek Planszówka
Munchkin Edycja Jubileuszowa / fot. Przystanek Planszówka

Przygoda o niejednym wcieleniu

Świat Munchkina to opowieść, która chyba nigdy się nie kończy. Liczba dodatków, w które można się zaopatrzyć jest tak duża, że emocji wystarczy na pewno na wiele partii. Zresztą nie samych dodatków: przecież możemy działać z nim również w świecie zombie, na Karaibach, możemy przeżyć Apokalipsę i odlecieć w kosmos (mnie najbardziej podobają się karty z Legend). Jeśli równie często będziemy zmieniać ekipę, ta gra w kilku wydaniach może cieszyć jeszcze dłużej. Przypominam jednak, że o ekipę Munchkinową trzeba dbać, jest cenna niczym Mikstura Ogólnego Wypasu!

Munchkin Edycja Jubileuszowa / fot. Przystanek Planszówka
Munchkin Edycja Jubileuszowa / fot. Przystanek Planszówka

Ten głośny jubileusz to nie przypadek. Munchkin jest po prostu uwielbiany i pewnie nie zmieni się to przez najbliższe lata.  Serca graczy zjednał sobie na pewno nietuzinkowym poczuciem humoru, lekkim podejściem do opisywanych zasad i pokazywaniem się z klasą (!) w tak wielu odsłonach. Mam wrażenie, że w czasach, w których o tylu grach opowiadamy po prostu porównując je do innych, Munchkin wciąż pozostaje jedyną w swoim rodzaju.

Na koniec pozwólcie: wielki ukłon w stronę tłumaczy <kłania się>.