Dzisiejszą recenzję rozpocznę nietypowo, bo od pewnego wyznania – uwielbiam owce. Co prawda od razu muszę się przyznać, że jeszcze bardziej kocham kozy, ale tutaj niestety twórcy gier nie dostrzegają zbyt wielkiego potencjału tego sympatycznego zwierzęcia. Za to owce – owce są wszędzie. Prawie jak koty w Internecie.

Przyszedł zatem czas na zmierzenie się z kolejną owczą (czy szerzej – okołorolniczą) pozycją. Tym razem padło na Owce na wypasie od Fox Games. Przyznaję od razu, że tej gry bałam się i to całkiem mocno. Moje ostatnie starcie z podobną tematycznie grą i jeszcze bardziej zachwycającą estetycznym wykonaniem oraz sprawiającej wrażenie prostej i dedykowanej dzieciom, zakończyło się iście epicką porażką. Owczy pęd, gdyż to o nim mowa, na długo wylądował na półce wstydu (o potyczkach z tym tytułem napiszę przy innej okazji) i zaowocował pojawieniem się dużej podejrzliwości w zetknięciu z podobnymi tytułami. W końcu nikt nie lubi się frustrować, a tym bardziej poddawać w starciu z czymś, co wygląda na takie, co powinno być proste i przyjemne, prawda? Sprawdźmy zatem, co u kolejnych owieczek słychać i czy tym razem również tak ciężko było.

Owce na wypasie / fot. Przystanek Planszówka
Owce na wypasie / fot. Przystanek Planszówka

Gdy owce trawę skubią…

Owce powinny skubać w spokoju trawę. Czasem oczywiście zdarzają się jednostki o wyjątkowych potrzebach albo nieco bardziej wymagające (niedowierzających zachęcam przy okazji do lektury „Sprawiedliwości owiec” i „Triumfu owiec” Leoni Swann), ale w gruncie najważniejsze jest, aby była solidna dawka zielonej strawy, urozmaicana na przykład koniczynką.

Owce na wypasie / fot. Przystanek Planszówka
Owce na wypasie / fot. Przystanek Planszówka

Od skonstruowania porządnego miejsca wypasu zaczyna się rozgrywka Owiec na wypasie. Każdy z graczy ma do dyspozycji 4 płytki pól, które w kolejności rozkładane są tak, aby utworzyć jedno wielkie i wspólne pastwisko. Zasada jest prosta – kolejne elementy muszą stykać się przynajmniej jednym bokiem, jakkolwiek nie wyklucza to pojawienia się większych i mniejszych luk. Cóż, wszystko zależy od inwencji i nonszalancji poszczególnych graczy. Prawdziwe owce może i z nieustannych utrudnień nie byłyby zadowolone, jednak na planszy wszelkie urozmaicenia są naprawdę mile widziane.

Owce na wypasie / fot. Przystanek Planszówka
Owce na wypasie / fot. Przystanek Planszówka

Kiedy pastwisko jest gotowe, wypuszczone na nie zostają owieczki. Każdy z graczy dysponuje stadem składającym się z 16 sztuk, które powinny finalnie zająć jak najwięcej miejsca na pastwisku. Gdyby przy okazji udało im się ograniczyć możliwości wyjadania pysznej trawy przez stada pozostałych graczy, byłoby idealnie. Gdyby każda owieczka miała swoje poletko do skubania – byłoby wręcz wspaniale, a droga do zwycięstwa stała otworem. „Gdyby” i „byłoby” to tutaj słowa kluczowe, doprowadzenie do wygranej wcale jednak nie jest (aż) takie proste.

Owce na wypasie / fot. Przystanek Planszówka
Owce na wypasie / fot. Przystanek Planszówka

…i pasterze kombinują…

Owce poruszając się po planszy mają dwa zasadnicze ograniczenia – poruszają się tylko i wyłącznie w linii prostej i na maksymalną odległość, tj. do napotkania krawędzi pastwiska lub już rozmieszczonych żetonów innych wyjadaczy trawy. Nie ma tu znaczenia, czy nagle napotkane owce należą do tego samego gracza czy może do konkurencyjnego stada. Poszczególni pasterze (czyli gracze) starają się jak najszybciej i jak najefektywniej rozprzestrzenić swoje stado, a jednocześnie próbują utrudnić skuteczne działania przeciwnikom. Wbrew pozorom wcale nie jest to trudne – czasem nierozważny ruch innego gracza, pozwala na skuteczne i nieodwołalne zablokowanie jego owiec przed dalszym rozprzestrzenianiem, a utrata połowy stada naprawdę potrafi zaboleć. Ważne jest zatem, aby planując kolejne ruchy, nieustannie kontrolować posunięcia pozostałych graczy. Jest to całkiem proste w rozgrywce dwuosobowej, jednak przy większej liczbie biorących udział w zabawie może prowadzić do wykonywanych na szybko nierozważnych posunięć, których w żaden sposób później nie można zrekompensować.

Rozgrywka w Owce na wypasie kończy się, gdy żaden z graczy nie może wykonać żadnego ruchu. Wygrywa ten, któremu udało się najskuteczniej rozmieścić stado, tj. zająć pojedynczymi owcami najwięcej pól na planszy oraz – w przypadku remisu – stworzyć największe skupisko swoich żetonów obok siebie, w nieprzerwanym ciągu.

Owce na wypasie / fot. Przystanek Planszówka
Owce na wypasie / fot. Przystanek Planszówka

…znaczy pełen wypas!

Gdybym miała Owce na wypasie porównywać do innych gier, chyba pierwsze co bym bez żadnych wątpliwości wymieniła to…warcaby. Ruchy owcami, przewidywanie dalszych ruchów własnych oraz przeciwników, możliwości blokowania – wszystko to składa się na bardzo przyjemną grę logiczną z owcami w rolach głównych. Jednocześnie jest to tytuł bardzo prosty i łatwy w wyjaśnianiu i opanowywaniu zasad, który nie powinien sprawić żadnych trudności zarówno starszym, jak i młodszym graczom.

Owce na wypasie / fot. Przystanek Planszówka

Przyjemność z rozgrywki zaś jest całkiem spora, a podsyca ją wyjątkowo estetyczne wykonanie poszczególnych elementów. Owce na żetonach są po prostu śliczne, niekiedy rozbawiające, innym razem absolutnie rozczulające. Grając tylko czeka się na możliwość odsłonięcia kolejnej i kolejnej… Żaden z żetonów w poszczególnych stadach się bowiem nie powtarza. Podobnie niepowtarzalne jest konstruowanie pastwiska – za każdym razem inne, co Owcom na wypasie zapewnia dużą dawkę nieprzewidywalności i regrywalności. Ot, czasem wystarczy prosta zmiana liczby graczy, nieco bardziej „wyrafinowane” nastawienie czy zaproszenie do rozgrywki nowej osoby i już mamy zapewnioną pozbawioną schematów rozgrywkę.

Owce na wypasie / fot. Przystanek Planszówka
Owce na wypasie / fot. Przystanek Planszówka

Owiec hodowanie

Owce na wypasie to pozycja obowiązkowa dla wszystkich, którzy lubią gry ze zwierzęcym motywem, a jednocześnie cenią sobie przyjemność płynącą z prostoty rozgrywki. Nie znaczy to jednak, że tytuł ten nie wymaga koncentracji i intensywnego myślenia – jest to przede wszystkim bardzo sympatyczna, owcza, ale jednak łamigłówka. Niewątpliwie jest to również absolutny „must have” do rozgrywek z dziećmi (uwaga na nieschematyczne myślenie i tłumaczenie, dlaczego owieczki akurat tak zrobiły!), a także ciekawa propozycja na niezobowiązujące, nieoficjalne rodzinne spotkanie.

Dziękujemy Wydawnictwu

fox games logoza udostępnienie gry do recenzji

PRZEGLĄD RECENZJI
Ocena
7,5
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułPrzystanek Planszówka – odcinek 25 – PowerMilk i Bruno Cathala Day
Następny artykułPrzystanek Planszówka – odcinek 26 – Festiwal Gramy. Relacja
Kulturoznawczyni. Feministka. Cyklistka. Wegetarianka. Uwielbia strzygi, wampiry, wodniki i inne demony. Aha, i koty. Koty też uwielbia. Sama stopniowo próbuje upodobnić się do zombie (jak twierdzą złośliwcy), a przynajmniej do bohatera „Illustrated Man” Bradbury’ego (też złośliwcy). Nadużywa ironii, sarkazmu i czarnego humoru, a w kolejce po talenty dyplomatyczne była zbyt uprzejma i zabrakło. Jak nie gra, to pewnie coś ogląda, czyta albo słucha muzyki. Z niewiadomych powodów zwykle jest to dość krwiste, a jeśli chodzi o ostatnie – głośne.