Kiedy patrzę na okładkę recenzowanej dziś gry, przypomina mi się pewien cytat z Forresta Gumpa: Życie jest jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiesz co dostaniesz. Bo poniekąd jest tak z życiem planszoManiaKa. Ot dostajesz niewymiarowe pudło, z okładką, która wygląda jak dzieło obrażonego na graczy grafika i obietnicą, że to bardzo dobra planszówka. Uwierzysz?

Wabik

Jest wiele rzeczy, które mogą wpłynąć na naszą decyzję dotyczącą wyboru planszówki. Wygląd, mechanika, opinie recenzentów i znajomych… Czytając wstęp zauważyliście z pewnością, że w przypadku Concordii to nie okładka była tym magnesem. Raczej recenzja ekipy z Gradania ZnadPlanszy. Ich pozytywna, aczkolwiek nie jednogłośna opinia, wysłuchana podczas jakiegoś spaceru z psem, zapadła mi na tyle mocno w pamięci, by od razu zainteresować się wieścią o wydaniu polskiej edycji gry. A, że słuchając jej na mp3 okładki nie widziałem, w mojej głowie nie zrodził się stereotyp.

Concordia / fot. Przystanek Planszówka
Concordia / fot. Przystanek Planszówka

Trochę później zwróciłem uwagę na to, że na pudełku widnieje dumne logo nominacji do Kennerspiel des Jahres 2014 – prestiżowej nagrody przyznawanej za zachodnią granicą. Concordia przegrała z grą Istanbul, która faktycznie jest bardzo udanym tytułem. Z drugiej strony skoro przegrała, to może nie zasłużyła na to miano? Tak, czy inaczej, wabik był. I to podwójny.

Imperium Romanum

W Concordii przenosimy się w czasy Imperium Rzymskiego. Lecz nie będzie naszym zadaniem podbój kolejnych regionów, lecz rozbudowa potęgi własnego rodu.

Concordia / fot. Przystanek Planszówka
Concordia / fot. Przystanek Planszówka

Rozgrywka toczy się na sporej wielkości, dwustronnej planszy, na której główny obszar zajmuje mapa imperium (w wariancie dla 3-5 graczy) lub Italii (2-4 graczy). Oprócz tego w pudełku znajdziemy sporą liczbę drewnianych znaczników dóbr, pionków, żetonów i kart. Tak jak pudełko nie zachwycało, tak na zawartość nie mogę narzekać. Tym bardziej, że każdy typ drewnianych znaczników ma unikatowy kształt (koloniści, kowadła, stągwie itd), a oprawa graficzna ładnie nawiązuje do klimatu (choć jak to w euro-sucharze, tego zbyt wiele nie ma).

Concordia / fot. Przystanek Planszówka
Concordia / fot. Przystanek Planszówka

Rozłożenie elementów ułatwi nam specjalnie przygotowana karta pomocy. A instrukcja to coś co mnie niesamowicie zaskoczyło…

Geek wśród patrycjuszy

Concordia została wydana w ramach nowej linii Wydawnictwa Egmont. Egmont Geek: czyli gry przeznaczone dla zaawansowanych graczy, oferujące ciekawą, długą rozgrywkę, wymagającą strategicznego planowania i podejmowania złożonych edycji. Kolejna obietnica. Można przeżyć okładkę, grunt, żeby w środku było „mięcho” (dygresja: wolałbym napisać sałata, albo kiełki, gdyż wolę dania bezmięsne, ale jak by to brzmiało?!). Złożoność zasad, parujące mózgi…

Concordia / fot. Przystanek Planszówka
Concordia / fot. Przystanek Planszówka

Tymczasem instrukcja to cztery strony tekstu przeplatanego obrazkami. Główne zasady rozgrywki zajmuje zaledwie około 1/4 strony. Reszta to opis poszczególnych kart (z czego większość rzeczy dowiemy się i tak z tekstu na kartach), kilka pozostałych zasad i punktacja. I gdzie tu gratka dla geeków? Przecież obiecali….

Concordia / fot. Przystanek Planszówka
Concordia / fot. Przystanek Planszówka

W jednym zdaniu

Zasady Concordii można streścić w jednym zdaniu. Zagraj jedną kartę i wykonaj jej efekt. I tak do momentu, gdy któryś z graczy wybuduje swój piętnasty dom lub wykupi ostatnią kartę akcji.

Ale, aby czytelnik miał lepszy ogląd na to czym jest Concordia, pozwolę sobie trochę to rozwinąć. Rozgrywkę rozpoczynamy posiadając na planszy jednego kolonistę morskiego i lądowego. Dodatkowo każdy posiada zestaw składający się z: magazynu (a w nim 2 kolonistów lądowych i morskich i sześć surowców), zestawu siedmiu kart oraz określonej liczby sestercji. Ostatni z graczy otrzyma dodatkowo kartę Praefectuus Magnus.

Concordia / fot. Przystanek Planszówka
Concordia / fot. Przystanek Planszówka

Sercem gry są karty, które mają dwie funkcje. Pierwsza to możliwość wykonywania akcji. W sumie mamy ich 7 podstawowych rodzajów. Dzięki nim możemy przemieszczać kolonistów na planszy, budować domy w miastach sąsiadujących z kolonistami (których stawiamy nie w miastach, lecz na szlakach pomiędzy nimi), uruchamiamy produkcje w określonych prowincjach, zdobywamy sestercje, wprowadzamy nowych kolonistów, handlujemy towarami, kupujemy nowe karty. Ta różnorodność powoli zaczyna pokazywać, że Concordia mimo zasad, które można streścić w jednym zdaniu, wcale nie jest banalną grą.

Concordia / fot. Przystanek Planszówka
Concordia / fot. Przystanek Planszówka

Druga funkcja kart związana jest z punktacją. Na każdej z nich mamy imię jednego z bogów z panteonu rzymskiego. A każdy z nich nagradza nas punktami zwycięstwa liczonymi na koniec gry. Jupiter za każdy dom bez cegły. Mars za każdego kolonistę na planszy. Saturnus za każdą prowincję w której mamy przynajmniej jeden dom itd. A punkty mnożymy przez liczbę kart z imieniem danego boga.

Concordia / fot. Przystanek Planszówka
Concordia / fot. Przystanek Planszówka

Obiecane mięcho

Czy obietnice znalazły pokrycie w rzeczywistości? Zdecydowanie!

Prostota zasad to w tym wypadku zaleta, a nie wada. Wielu z nas bywa czasem zmęczonych długimi, pełnymi niuansów instrukcjami. Tutaj nie potrzeba poświęcać wiele czasu, by zasiąść do rozgrywki. Dodatkowo sporą część reguł przypomina nam sam tekst na kartach (nie ma tu męczącej ikonografii) i kartach pomocy.

Concordia / fot. Przystanek Planszówka
Concordia / fot. Przystanek Planszówka

Nie ukrywam, że lubię gry, w których prosta, nie pozostawiająca wątpliwości w interpretacji mechanika składa się z małych trybików, które razem bardzo sprawnie działają. Często odnajdujemy to w starszych tytułach takich jak Tikal, Goa, Samuraj itp. Na szczęście są także nowe planszówki, które pod tym względem nawiązują do klasyki.

Concordia / fot. Przystanek Planszówka
Concordia / fot. Przystanek Planszówka

W Concordii od samego początku kombinujemy. Kupujemy karty, by zdobywać punkty, ale z drugiej strony talię budujemy tak, by móc jak najwięcej zyskać zagrywając kartę Trybuna (przywraca nam karty na rękę i daje sestercję za każdą odzyskaną kartę powyżej trzeciej). By kupować karty potrzebne są surowce, ale tych możemy przechowywać ograniczoną liczbę w swoim magazynie. Mało tego, potrzebujemy określonego typu surowców, który możemy kupować lub produkować. I tu zaczyna się wyścig do określonych miast, by jako pierwsi wybudować tam domy, gdyż każdy kolejny w danym mieście wymaga zapłaty podwojonego kosztu.

Concordia / fot. Przystanek Planszówka
Concordia / fot. Przystanek Planszówka

Jak w typowym euro, nie ma tutaj negatywnej interakcji (bezpośredniej), jednak nie raz może się zdążyć, że ruch przeciwnika wywoła u nas falę emocji, gdy np. przed nami zagra Prefekta i zdobędzie sestercje z żetonów bonusów (które są później obracane). Dwa warunki zwycięstwa także wymagają skupienia się na ruchach graczy.

Concordia / fot. Przystanek Planszówka
Concordia / fot. Przystanek Planszówka

Nie mogę zapomnieć o skalowaniu, gdyż te czasem okazuje się piętą achillesową nowoczesnych planszówek. 2-5 graczy to spory rozstrzał. Tutaj naprzeciw oczekiwaniom graczy wychodzi dwustronna plansza. Strona z mapą Italii zawiera mniej regionów, dzięki czemu rozgrywka w dwie osoby nie staje się uciążliwa. Owszem, trzeba mieć świadomość, że w dwie osoby nie odczujemy aż tak bardzo kwestii wyścigu do konkretnych miast (by nie musieć płacić zwielokrotnionego kosztu za budynek), natomiast w pięć osób rozgrywka może potrwać więcej niż 90 minut zapisane na pudełku. Ale w każdym wariancie gra się miło. Choć z pewnością optymalny skład to 3-4 osoby.

Spełnione obietnice

Concordia rozpieszcza geeka. Jednocześnie jest łącznikiem między pozostałymi grami w portfolio Egmontu. Nie jest grą rodzinną, ale mniej zaawansowany gracz spokojnie jest w stanie wejść w świat tej planszówki i stopniowo odkrywać głębie rozgrywki. Według mnie wybór właśnie tego tytułu na początek serii dla geeków był strzałem w dziesiątkę. Bez wahania polecam i niecierpliwie oczekuję dodatków, które mam nadzieje ukażą się po polsku.

Concordia / fot. Przystanek Planszówka
Concordia / fot. Przystanek Planszówka

Jak mawiał poczciwy Forrest, życie jest jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiesz co dostaniesz. To pudełko to prawdziwa delicja wśród euro-planszówek.