Im dłużej zagłębiam się w świat gier planszowych, tym bardziej dostrzegam pewien konkretny podgatunek gier z kategorii tych imprezowych. Obok rozmaitego grona rozgrywek słownych, „okołokalamburowych” lub tych zmuszających do wyobraźni, istnieje jeszcze specjalne grono. Cechą wspólną wszystkich tytułów wchodzących w jego skład jest atmosfera tajemnicy, rywalizacji dobra ze złem, a także ukrytych tożsamości. Czy gra Dobry Glina Zły Glina właśnie należy do tej kategorii? I tak, i nie.

Muszę przyznać, że mam słabość do tych gier, co już zasygnalizowałem pisząc recenzję Avalona. Kłamstwa, zagrywki, manipulacja, kręci mnie to. Mam nadzieję, że teraz drogi czytelniku nie postawisz mnie w totalnie ciemnych barwach. Ja po prostu lubię takie klimaty, w filmach, serialach i książkach. A także grach. Dlatego z ogromną radością przyjąłem w prezencie urodzinowym Dobrego Glinę…, wydanego przez Fullcap Games. I muszę przyznać, że za mną już kilkanaście bardzo sympatycznych rozgrywek.

Dobry Glina Zły Glina / fot. Przystanek Planszówka
Dobry Glina Zły Glina / fot. Przystanek Planszówka

Sympatyczne grafiki

Pierwsze wrażenie po otwarciu niewielkiego, aczkolwiek ładnego pudełka jest pozytywne. W środku znajdziemy dosłownie malutką książeczkę z instrukcją, a także sporo kart. Jeśli miałbym jakoś scharakteryzować grafiki, porównałbym je do dobrej kreskówki. Po prostu, wygląda to bardzo przyjemnie, w żaden sposób nie razi, a nawet bardzo dobrze komponuje się z klimatem rozgrywki, który ma być przede wszystkim imprezowy i pełny śmiechu.

Dobry Glina Zły Glina / fot. Przystanek Planszówka
Dobry Glina Zły Glina / fot. Przystanek Planszówka

Nie ruszaj się, wyjdź z podniesionymi rękami

Dobry Glina Zły Glina to karcianka przeznaczona dla liczby od czterech do ośmiu osób. Na początku rozgrywki każdy z graczy losuje po trzy karty tożsamości. W zależności od układu, dany gracz zostaje przydzielony do konkretnej drużyny (Źli lub Dobrzy). Oczywiście, cała zabawa polega na tym, że na początku nikt nie zna tożsamości innych graczy, te dopiero poznaje się w trakcie gry za pomocą różnych ruchów lub specjalnych kart akcji. Zadaniem jednej i drugiej ekipy jest wyeliminowanie szefów za pomocą pistoletów. Proste? Owszem, ale niesamowicie zabawne.

Dobry Glina Zły Glina / fot. Przystanek Planszówka

Fenomen gry polega przede wszystkim na negatywnej interakcji. W tym niewielkim pudelku jest jej po prostu mnóstwo. A to dostajemy karty, które pozwalają nam zabrać komuś pistolet, a to możemy na końcu rozgrywki zmienić komuś przynależność do ekipy (czasem pozbawiając rzutem na taśmę udziału w zwycięstwie). Samo wyciągnięcie giwery to tylko połowa „sukcesu”. Trzeba jeszcze oddać strzał. A to wcale nie okazuje się takie łatwe. Krótko mówiąc, z jednej strony negatywna interakcja, ale z drugiej gwarancja śmiechu i humoru.

Wszystko gwarantuje nam masa kart przedmiotów, z których możemy korzystać w trakcie partii. Większość z nich to przedmioty kojarzące się z klimatem policyjnym (np. pies policyjny, monitoring etc.), wszak walka dwóch frakcji to pojedynek uczciwych gliniarzy ze sprzedawczykami. Trochę taka Infiltracja z Di Caprio i Damonem, lecz na wesoło.

Dobry Glina Zły Glina / fot. Przystanek Planszówka
Dobry Glina Zły Glina / fot. Przystanek Planszówka

Lubię gry, w których zasady są dość precyzyjnie wyjaśnione i konkretne. W tej nie ma z tym absolutnie żadnego problemu. Wszystkie karty jasno i klarownie tłumaczą graczowi co powinien zrobić, w efekcie czego wyjaśnienie i zrozumienie gry zajmuje nie więcej niż minutę. I nie trzeba praktycznie rozgrywać tzw. partii próbnej, od razu można ze sobą walczyć.

Regrywalność jest?

I tak i nie. Z jednej strony przyjemnie grało nam się za każdym razem po dwie-trzy partie, ale z drugiej strony łącznie nad tytułem spędzaliśmy góra jakieś 30 minut. Jeśli miałbym coś powiedzieć o Dobrym i Złym Glinie, to musiałbym wskazać na jej tzw. „przerywnikowy” charakter. Nie będzie to raczej główny tytuł planszówkowego wieczoru, raczej coś, przy czym chętnie odpoczniemy od chwilowego rozgrzania mózgownicy. Rozgrywka nie zmusi nas do głębokiej analizy, lecz luźnych ruchów, a także głębokiego relaksu i śmiechu. Ja to kupuję.

Dobry Glina Zły Glina / fot. Przystanek Planszówka
Dobry Glina Zły Glina / fot. Przystanek Planszówka

To teraz standardowo kilka luźnych spostrzeżeń ode mnie:

  1. Zdecydowanie gra nabiera kolorytu w większym gronie. Co prawda na pudełku jest mowa już o czwórce graczy, sugerujemy jednak przetestować grę tak przy sześciu osobach wzwyż. Wtedy jest nieco ciekawiej, dynamiczniej. I jak ktoś lubi, może trochę przedłużyć grę dedukcją.
  2. Klimat jest przyjemny. Może nie ma tutaj wielkiego wczucia się w rolę policjantów, ale jak ktoś się postara, bez trudu może zbudować odpowiednią atmosferę. Klucz leży w naszej wyobraźni. Sam zresztą motyw gliniarzy budzi we mnie delikatną sugestię. A może jakaś planszówka rodem z 13 Posterunku lub Akademii Policyjnej? Czegoś takiego, chyba jeszcze nie było, a gwarantowałoby dużo śmiechu.
  3. By regrywalność była na bardzo dobry poziomie, przydałyby się dodatkowe karty postaci i przedmiotów. Tak jest na poziomie dobry, po prostu. Niezłe, ale bez wielkiej rewelacji.
  4. Cieszę się, że gra poszła innym torem niż np. Avalon, Agenci Molocha, czy Mamy Szpiega. Po prostu takich gier narracyjnych jest zwyczajnie dużo. A tak, mamy interesującą próbę rozgrywki za pomocą kart.

Dobry Glina Zły Glina to niezła propozycja na wieczór w towarzystwie przyjaciół, która nie zajmie wiele czasu, a dostarczy to co fundamentalne w grach imprezowych, luz, śmiech, zabawę. Wszystko dzięki systemowi gwarantującemu negatywną interakcję. I to jaką!

  • Fajne te komiksowe komentarze na obrazkach 🙂