Bravo, Bravo Girl, Dziewczyna, Trzynastka – te czasopisma na pewno kojarzy każda kobieta, która dorastała dekadę temu, a może i kojarzą je współczesne nastolatki. Wyczekiwanie na nowy numer, nierzadko rumieńce przy czytaniu, a nawet nawiązywanie korespondencyjnych przyjaźni właśnie za sprawą takich czasopism… Były czasy! Będąc już o 10 lat starszą, jeśli chcę kupić magazyn dla kobiet, zastanawiam się dwadzieścia razy – wiem, że po lekturze (o ile już pomiędzy stronami z reklamami pojawią się dłuższe treści)  bliżej będzie mi do kompleksów niż do poszerzonych horyzontów.

Wolę więc czasopismo… unisex. 🙂 I nad jego zakupem nie zastanawiałam się ani chwili.

Nie zdążyłam wesprzeć Kuriera Planszówkowego podczas crowdfundingu – zreflektowałam się zbyt późno. Na szczęście bydgoscy planszówkowicze są pod opieką załogi z Centrum Gier Pegaz, gdzie oczywiście można było znaleźć świeży, pierwszy numer analogowego pisma dla analogowych graczy.

Co tu dużo pisać: lektura była prawdziwą przyjemnością. Raz, że duchową, bo treści są bardzo dobrze napisane, a dwa, że fizyczną, bo papier jest bardzo dobrej jakości i po styczności z nim nikt nie powinien narzekać na cenę. Każdą grę opisuje dwoje recenzentów, dzięki czemu możecie poznać nierzadko różne opinie na temat tego samego tytułu. Ponadto w numerze znaleźć można wywiady, fotorelacje i zgrabne teksty dotyczące świata wokół gier planszowych. Widać też pracę osób czuwających nad redakcją treści.

Miło sobie przypomnieć, jak to jest czytać pismo od deski do deski! Powrócić do czasów, kiedy nie było się leniwym internautą smętnie scrollującym tekst. Wróciły rumieńce, ekscytacja i ulga, że nie zostawiłam nic na gazie, bo najpewniej bym o tym zapomniała. Czułam się jak przy czytaniu wciągającej książki: z jednej strony chciałam pochłonąć wszystko jak najszybciej, z drugiej… odwlekałam czytanie, by mieć cokolwiek na później.

Czas spędzony przy Kurierze Planszowym na pewno nie jest stracony. Jeśli macie jeszcze w planach poszaleć w sklepach przed świętami, zajrzyjcie do ulubionego sklepu z planszówkami – może czeka tam jeszcze na Was egzemplarz tego rarytasu.

PS. Całkiem dobrowolnie wspomnę, że wśród redakcyjnej załogi znalazł się Łukasz Juszczak. W Kurierze znajdziecie jego opinię na temat gry. Zachęcam!

 

UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułPociągi Europa
Następny artykułKolejne wieści z Naszej Księgarni
Jeśli nie gra w planszówki, prawdopodobnie spędza czas na rowerze. Na równi z jeżdżeniem po mieście na ostrym kole uwielbia indoor cycling – od kilku lat spełnia się jako instruktor. Pozostały wolny czas poświęca na Radio Uniwersytet i prowadzenie bloga.