Z kwiatka na kwiatek i potem prosto do ula! Miodek sam się przecież nie zrobi. Pszczółki ciągle w ruchu, zalatane i zapracowane. Kto by pomyślał, że za tymi uroczymi i z natury spokojnymi owadami może być tak ciężko nadążyć? Otóż dr Reiner Knizia, twórca planszówki, znany z tytułów takich jak Pędzące żółwie czy Zające na łące, wpadł na pomysł kolejnej prostej gry dla dzieci i nie tylko, która tym razem angażuje nie sympatyczne gady, nie puszyste ssaki, a bardzo zajęte owady!

Pszczółki wyleciały wprost spod niemieckiego wydawnictwa Amigo, zaś w Polsce wylądowały dzięki G3 w 2014 roku. Pudełko jest niewielkie, zdobią je urokliwe grafiki przyciągające oko: widzimy tytułowe owady, ule, misia kradnącego miodek – gra od razu sugeruje, że przeznaczona jest w głównej mierze dla młodszych odbiorców. I rzeczywiście, według sugestii twórców z rozgrywką powinny poradzić sobie nawet czterolatki, uczestników może być od 2-5 (gdzie najlepiej maksymalizować liczbę graczy, ale o tym za chwilę), a czas trwania powinien mieścić się w granicach 15-20 minut (do czego także zaraz wrócimy).

Pszczaółki / fot. Przystanek Planszówka

Co się kryje w ulu?

Pudełko zawiera elementy bardzo wysokiej jakości, które same w sobie sprawiają, że chce się zagrać – mianowicie chodzi tu o 6 przeuroczych figurek pszczółek, które gibają się na boki, ponieważ każda z nich to wańka-wstańka. Ich kolory są nie bez znaczenia, między innymi na nich opiera się rozgrywka. Poza śmiesznymi, plastikowymi owadami znajdziemy także odpowiadającą im liczbę uli wytworzonych z tego samego materiału. Są one na tyle duże, że pszczółki mieszczą się pod nimi bez problemu. Poza wyżej opisanymi figurkami w pudełku znajdziemy także 36 kwadratowych kart. Przedstawiają one różnych kolorów szeroko uśmiechające się pszczółki (których paski są nie tylko żółto-czarne), misia, który tak bardzo uwielbia miodek, oraz ule.

Pszczaółki / fot. Przystanek Planszówka

O tym, jak miodek wpływa na pamięć

Tak tak, miód jest bardzo zdrowy i wpływa korzystnie także na pamięć! Podobnie jak omawiana gra. Dzięki rozgrywce można ćwiczyć zapamiętywanie, koncentrację i uczyć się cierpliwości. Gra czerpie nieco ze znanego memory, w którym odkrywa się po dwie karty i zdobywa je w momencie znalezienia pary. Wszystko jest krótko i przystępnie wyjaśnione w instrukcji.

W Pszczółkach rozgrywka polega na poszukiwaniu ukrytych pod ulami owadów o odpowiednim kolorze, które wylosuje się w danej rundzie na karcie. Na początku należy potasować wszystkie karty i ułożyć je rewersem do góry na środku stołu (bądź innej powierzchni, na której wygodnie nam grać). Następnie rozstawiamy dookoła stosu pszczółki, w tym momencie należy także dać wszystkim chwilę, aby zapamiętali, w którym miejscu znajdują się figurki w poszczególnych kolorach. Kołyszące się owady przykrywane są ulami. Rozgrywkę rozpoczyna ten, kto jako ostatni jadł miód (później dość tradycyjnie, kolejka idzie zgodnie z ruchem wskazówek zegara).

Pszczaółki / fot. Przystanek Planszówka

W swojej turze gracz ciągnie jedną kartę. Jak już wcześniej zostało wspomniane, znaleźć możemy na nich 3 rodzaje obrazków. Akcja, która zostanie wykonana, zależna jest od tego, który z nich wylosujemy. Przykładowo – dla karty z czerwoną pszczołą należy odkryć ul z czerwoną pszczołą. Jeśli się to uda, gracz zgarnia ul przed siebie, jeśli nie, ul czeka na swoim miejscu na kolejną kartę w nadchodzących turach. Mamy tutaj także element odbierania pszczółek graczom (w przypadku podejrzenia, że poszukiwaną figurkę posiada inny gracz, należy udowodnić to przez podniesienie ula i zabranie go w wypadku prawidłowego trafienia).

Pszczaółki / fot. Przystanek Planszówka

Jeżeli na karcie wylosujemy ul, zabieramy jeden dowolny z tych, które pozostały przy stosie bez pokazywania zawartości. Na obrazku znaleźć możemy także misia – wtedy należy oddać jeden ze swoich uli na środek stołu, również bez odkrywania go. W obu przypadkach, jeżeli nic nie ma w puli (zarówno przy stosie w pierwszym wypadku jak i przy graczu w drugim), nie dzieje się nic.

Pszczaółki / fot. Przystanek Planszówka

Celem gry jest uzyskanie 4 uli przez gracza – wygrywa on wtedy automatycznie. Drugą opcją zakończenia rozgrywki jest skończenie się kart na środku stołu (gdy wszystkie zostały przerzucone na stos kart odrzuconych). Wtedy liczy się, kto zebrał uli najwięcej. W przypadku remisu tasuje się karty i kontynuuję grę między tymi, którzy zremisowali aż do uzyskania jednego ula przewagi.

O czym pszczółki bzyczą po grze?

Całość jest bardzo szybka i dynamiczna, choć z drugiej strony, przy małej liczbie graczy wpływa to także na to, że gra może kończyć się po 3 minutach (w szczególności przy 2 grających osobach). Przy sprzyjających kartach i dobrej pamięci bardzo łatwo jest zgromadzić 4 ule. Z powodu niewielkiej ilości uczestników jest też znacznie mniej do zgadywania – ule mniej się mylą, znacznie łatwiej jest strzelić, jeśli nie ma się pewności. Stąd im więcej uczestników, tym więcej zabawy. Trzeba zapamiętywać kto zabiera pszczółkę danego koloru i gdzie ją stawia (w instrukcji zaznaczone jest, aby nie mieszać ich ani gdy stoją przy stosie kart, ani kiedy zostały już odstawione przed gracza). Często zabiera się figurki przeciwnikom, ale i oni zabiorą nasze bez skrupułów.

Pszczaółki / fot. Przystanek Planszówka

Gra rzeczywiście jest tak prosta, że czterolatek powinien sobie z nią poradzić. Starsze dzieci mogą się nieco szybciej nią znudzić, o jeszcze starszych graczach nie wspominając. Wszystko dlatego, że po pewnym czasie nic już nie zaskakuje. W rozgrywce stanowczo brakuje urozmaiceń typu karty specjalne (inne niż proste ul i miś) – np. przesunięcie przez wszystkich jednego ze swoich uli do gracza na lewo. Znacznie wpłynęłoby to na emocje i regrywalność, choć wprowadziłoby to sporo zamieszania – które dla starszych stanowczo byłoby pozytywnym elementem. Mówiąc szczerze, po kilku starciach gra się nudzi i – moim zdaniem – nie wraca się do niej zbyt entuzjastycznie. Na całe szczęście urokliwość wykonania elementów zawsze przyciąga, co jest plusem „Pszczółek” – kiedy pokaże się je nowym gaczom, to ich ciekawość i zapał odnawia chęć poszukiwania szybko zmieniających pozycję owadów.

Pszczaółki / fot. Przystanek Planszówka

Pszczółki są przyjazne!

Mimo wszystko, jako że grupą docelową Pszczółek są dzieci, a nie bardzo doświadczeni gracze, uważam, że gra ta jest całkiem dobrą alternatywą dla memory, zasady są proste i odpowiednio dobrane dla najmłodszych, którzy swoje przygody z planszówkami właściwie dopiero zaczynają. Elementy wysokiej jakości i śliczne, wesołe i przyjazne grafiki, których autorem jest Michael Menzel, przyciągną niemal każdego. Przy okazji można dzieciom przemycić wartości edukacyjne tłumacząc ważną rolę pszczół w naszym życiu.

Dzieci będą chętnie grały zarówno ze swoimi rówieśnikami, jak i rodzicami czy dziadkami (którzy przy okazji nie będą musieli się zbytnio wysilać po pracowitym dniu i będzie to dla nich także forma odprężenia). Pomimo raczej słabej regrywalności, Pszczółki są szybkie, proste i całkiem przyjemne. Im więcej graczy, tym ciekawsza rozgrywka. Dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym będą się przy tej grze świetnie bawiły.

Okiem Wujka Lwa – 9/10

Nie znoszę gier opartych na mechanice memory. A zarazem uwielbiam grać w nie z dzieciakami. Pszczółki miałem okazje testować w jednym z przedszkoli – dzieciaki pokochały tą grę. Dla dzieci w wieku 4-6 lat prostota będzie zaletą, a krótki czas rozgrywki sprawia, że łatwiej się im skupić na rozgrywce. Dla mnie Pszczółki, obok Samuraja, Ingeniousa, które są kierowane do starszego gracza, są przykładem geniuszu dr Knizii. Polecam każdemu rodzicowi.

Tekst powstał dzięki współpracy Przystanku Planszówka ze studentami specjalności Gamedec – badanie i projektowanie gier.

gamedec

PRZEGLĄD RECENZJI
Ocena:
6
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułDolina Kupców 2. Pudełko pełne rupieci…
Następny artykułWyrocznia Delficka. Pan Feld ujarzmia bogów…
Studentka Gamedeca. Niemal zawsze wszystkim i wszystkiemu na przekór. Lubi rzeczy nietypowe i niekonwencjonalne, ale bez przesady. Swoją przyszłość chce wiązać z grafiką komputerową (i 2D, i 3D). Uwielbia zwierzęta (w szczególności własne – psa i fretkę), czasami grywa na basie.