Tym razem czeka nas spacerek na czterech łapach oraz zajmowanie się prawdziwie psimi sprawami. Wszystko to za sprawą Sharp Games, które zapowiada pojawienie się na polskim rynku nie lada gratki  dla wszystkich tęskniących za zabawami z dzieciństwa oraz tych, którzy choć raz patrząc na swojego ukochanego zwierzaka pomyśleli „Ale fajnie byłoby być psem!”. Uwaga! A Dog’s Life nadchodzi!

Psy zerwane z łańcucha

W A Dog’s Life gracze wcielają się w psy, które wyrwały się na wolność i próbują sobie mniej lub bardziej poradzić w mieście. Korzystają zatem z przygodnego legowiska, grzebią w śmietnikach, żebrzą w restauracjach, a także starają się zasłużyć na nagrodę poprzez dostarczanie prasy. Oprócz tego tu i ówdzie piją wodę z fontanny, znaczą teren, wdają się w psie pojedynki i uciekają przed hyclem. Wszystko po to, aby jak najszybciej zdobyć trzy kości i odnieść je do swojego legowiska. Pierwszy gracz, którego pies zrealizuje to zadanie – wygrywa.

A Dog’s Life / fot. Przystanek Planszówka

Każdy z graczy wciela się w psa innej rasy, któremu przypisane są nieco inne cechy, a co zatem idzie skuteczność w poszczególnych obszarach oraz różna liczba punktów akcji do wykorzystania w danej turze. Niektóre – jak choćby mój ukochany od pierwszego spojrzenia whippet – są bardzo skuteczne w ucieczkach i żebraniu, inne (bokser, owczarek niemiecki) – w ulicznych walkach czy przeszukiwaniu śmietników. Warto czasem specjalnie dobierać rasy o podobnych zdolnościach, aby – szczególnie w rozgrywkach dwu- i trzyosobowych z mniejszą interakcją i możliwościami przeszkadzania – nieco wyrównać szanse.

A Dog’s Life / fot. Przystanek Planszówka

W przypadku A Dog’s Life wyraźnie widać, że poziom zaciętości rozgrywki wzrasta wraz z liczbą graczy. Po pierwsze dlatego, że wówczas kontrola nad pojazdem hycla polującym na psy jest dużo mniejsza, gdyż przesuwa go więcej graczy. Poza tym częściej pojawia się ryzyko wejścia na terytorium innego psa (odpowiednio oznaczone), czasem trzeba wdać się w bójkę, a do tego okazuje się, że najbliższy nieprzeszukany śmietnik, w którym można znaleźć jedzenie, jest na drugim końcu planszy. Konieczność oddalania się od legowiska w celu zdobycia pożywienia czy dostarczania gazet powoduje, że łatwo jest stracić swoją turę (złapanie przez hycla, omdlenie w wyniku głodu, natknięcie się na obce psie siuśki, które trzeba obniuchać) lub zdobyte kości. Generalnie obowiązuje zasada – nieustanna czujność i maksymalna kontrola sytuacji.

A Dog’s Life / fot. Przystanek Planszówka

Gra najlepiej sprawdza się w przypadku większej liczby graczy. Nie ma wówczas szans na zawsze skuteczne uciekanie przed walką czy hyclem, a i zdobywanie jedzenia lub cennych kości jest dużo trudniejsze. Rozgrywka wówczas trwa dłużej. W wariancie dwuosobowym znaczącemu zmniejszeniu ulega interakcja oraz czas spędzony nad planszą, a skuteczne zdobycie i dostarczenie do legowiska kości przebiec może praktycznie niezauważenie dla przeciwnika. Z tego powodu wszystkich w przyszłości grających w A Dog’s Life zachęcam do samowolnego zwiększenia liczby kości do zdobycia w wariancie dwuosobowym nawet do pięciu lub sześciu (wśród proponowanych modyfikacji pojawia się propozycja czterech) lub od razu grania…trzema psami jednocześnie (szaleństwo!).

A Dog’s Life / fot. Przystanek Planszówka

Pieskie życie

A Dog’s Life już przy pierwszym kontakcie wprost zachwyca wykonaniem. Pierwszym elementem, na który zwraca się uwagę są figurki psów. W zestawie znajdziemy ich sześć (to maksymalna przewidziana liczba uczestników rozgrywki): owczarka niemieckiego, foksteriera, whippeta, pudla, boksera oraz labradora. Figurki są nieco zawadiackie, szczegółowe, bardzo kolorowe (choć tutaj rozważyłabym mimo wszystko lekką modyfikację kolorów i ich nasycenia, gdyż niektóre sprawiają wrażenie nieco zbyt żółtych) i na pewno zachęcają do jak najczęstszego wyprowadzania psów na spacer po planszy. Nie wykluczam, że w przypadku młodszych graczy urokliwość figurek może powodować, że równie często mogą być wykorzystane do zupełnie innych zabaw. Z kolei starszym użytkownikom będą one przypominały znane z dzieciństwa figurki kolekcjonerskie zoo, farma albo właśnie rasy psów i kotów. U mnie niezaprzeczalnie sentymentalną łezkę wzruszenia wywołały. Poza tym już bym najchętniej wprowadzała kolejne rasy psów jako możliwość do zagrania w więcej osób (spodziewany chaos oraz większa aktywność hycla na planszy!) lub po prostu dla urozmaicenia podstawowego pakietu, a także planowała wydanie edycji kolekcjonerskiej z niepomalowanymi figurkami (miłośnicy figurek powinni być zadowoleni).

A Dog’s Life / fot. Przystanek Planszówka

Drugim elementem, który stanowi niewątpliwy atut A Dog’s Life, jest plansza – duża, solidna i wprost nieziemsko kolorowa. Wyraźnie widać, że tytuł ten dedykowany jest dzieciom – nic tak nie przyciąga uwagi najmłodszych jak kakofonia barw i nieco bajkowy klimat. Poza tym do poruszania się po planszy nie jest potrzebna umiejętność czytania (żadnych napisów i tym podobnych utrudnień), a jedynie rozpoznawania kolorów i szybkiego wyszukiwania odpowiednich rysunków (np. łapek oznaczających wejścia do restauracji). Niestety, przy większej liczbie graczy (a co za tym idzie wielu psach), rozmieszczeniu poszczególnych znaczników oraz pojazdu hycla, na planszy robi się nieco za kolorowo i naprawdę trudno jest w pełni kontrolować sytuację. Na szczęście ta drobna niedogodność nie przesłania czerpania przyjemności z gry.

A Dog’s Life / fot. Przystanek Planszówka

W pudełku znajdziemy również znaczniki kości (cenne trofeum, które powinno trafić do legowiska), gazet („dobre pieski” przynoszą codzienną prasę, za co dostają nagrody), śmietników (czasem trzeba sobie radzić w życiu w nieco mniej wyrafinowany sposób), moczu (czy ktoś widział psa nieoznaczającego swojego terytorium?!), sytości oraz kostkę do gry. Do tego karty legowisk oraz plansze poszczególnych ras i ich karty akcji. Zapewne niektórzy miłośnicy i znawcy psów mogą wysuwać zarzuty, że wykorzystane rasy są przedstawione stereotypowo, że nieco fałszują ich obraz, jednak pamiętajmy, że to gra i ma przede wszystkim sprawiać radość grającym. Poza tym – chociaż „A Dog’s Life” jest zdecydowanie prostym, familijnym tytułem – wykorzystano również okazję i nadano jej edukacyjny potencjał. W instrukcji, obok zasad gry i kilku kluczowych podpowiedzi, zamieszczono również kilka ciekawostek na temat psów i ich zwyczajów, a także zawarto informacje na temat opieki instytucjonalnej nad bezdomnymi zwierzętami. Ten ostatni element jako jedyny wprost domaga się uwzględnienia regionalnych uwarunkowań i realiów przy wydawaniu gry w kolejnych krajach.

A Dog’s Life / fot. Przystanek Planszówka

Czas do budy

A Dog’s Life jest fantastyczną grą familijną, która może zachwycać zarówno młodszych, jak i starszych graczy. Niewątpliwie jest to pozycja, która powinna znaleźć się na półce każdego miłośnika prostych, nieskomplikowanych, a jednocześnie przyjemnych i przyjaznych tytułów. Ze względu na prostą mechanikę, intuicyjność zasad i łatwość ich tłumaczenia idealnie sprawdzi się jako propozycja do rodzinnego, międzypokoleniowego grywania, ale też jako pozycja do pierwszych samodzielnych rozgrywek dla najmłodszych graczy (choć przynajmniej na początku na pewno niezbędne będzie drobne wsparcie). Z uwagi na wyjątkowo atrakcyjne wykonanie oraz sposób przedstawienia poszczególnych psów, zakładam, że w wielu domach rozmowy pt. „Ja chcę psa!” będą nie do uniknięcia. Podpowiedź od Christophe’a Boelingera oraz Marka Pízy jest jedna: równie wspaniałe jak bohaterowie gry psiaki do pokochania czekają w najbliższym schronisku.

Dziękujemy Wydawnictwu Sharp Games za udostępnienie gry do recenzji

PRZEGLĄD RECENZJI
Ocena:
8
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułZaginione miasta. Pustynna podróż z dr Knizia
Następny artykułPo krowę na Portalkon
Kulturoznawczyni. Feministka. Cyklistka. Wegetarianka. Uwielbia strzygi, wampiry, wodniki i inne demony. Aha, i koty. Koty też uwielbia. Sama stopniowo próbuje upodobnić się do zombie (jak twierdzą złośliwcy), a przynajmniej do bohatera „Illustrated Man” Bradbury’ego (też złośliwcy). Nadużywa ironii, sarkazmu i czarnego humoru, a w kolejce po talenty dyplomatyczne była zbyt uprzejma i zabrakło. Jak nie gra, to pewnie coś ogląda, czyta albo słucha muzyki. Z niewiadomych powodów zwykle jest to dość krwiste, a jeśli chodzi o ostatnie – głośne.