Kiedy patrzę na Jokera – swojego psa rasy beagle, nachodzi mnie pewna myśl. Czy będzie on chciał kiedyś przejąć władzę. Już dzisiaj robi swoje zakusy ku temu. To on wybiera kiedy chce i czy w ogóle chce być głaskany. Sam decyduje gdzie chce iść i co robić. W ciągu niecałego roku podporządkował sobie mnie i żonę praktycznie całkowicie pod siebie. Zaczyna rozszerzać swoją strefę wpływów. Niedługo zdominuje klatkę schodową, później cały blok, no i w końcu okolicę. To on będzie niekwestionowanym królem dzielnicy. Przerażające…

Mob Town / fot. Przystanek Planszówka

Ten drobny wstęp to zaledwie zapowiedź tego co nas czeka gdy zetkniemy się z grą Mob Town. Na wstępnie, abyśmy wczuli się w klimat, wyobraźmy sobie ulice miasta z lat 30-40-tych. Okres dominacji rodzin mafijnych, ich walki o strefy wpływów. No okej, a co by było gdyby świat ludzki zamienić postaciami zwierzęcymi? Od razu przed oczami staje mi film Kto wrobił królika Rogera. Kreskówka kryminalna w klimacie noir. Podczas rozgrywki miałem skojarzenia jeszcze z dwoma bajkami Sharky & George oraz Rybki z ferajny. Podobny klimat – lekko mafijny i detektywistyczny. W tej grze zwierzęta to nie milusińskie pupile tylko najgorsze męty spod ciemnej latarni. Ich reprezentantami są szczury, łasice, lisy, rekiny i węże. Lepszej menażerii nie można sobie wymarzyć do klimatu gangsterskiego. To one będą bezpardonowo walczyć o każdy fragment miasta nie bacząc na sierść, łuskę czy pióra.

Co w pudle siedzi?

Pudełko nie jest duże i ma dość kolorową szatę. Grafikami jest przygotowane pod młodszego odbiorcę, ale to dość mylne wrażenie. W środku znajdziemy zestaw kart z różnymi zwierzakami w gangsterskim wydaniu, mamy również okrągłe żetony. Troszkę przypominały mi te kasynowe, którymi zazwyczaj obstawiamy zakłady przy ruletce. Znajdziemy też w pudle tor punktacji dla każdego uczestnika rozrywki. Mamy też w końcu dość czytelnie napisaną instrukcję. Zapytacie pewnie dlaczego piszę „W końcu”. Niestety dzisiejsi twórcy gier mają świetne pomysły na swoje tytuły, ale nikt nie nauczył ich jak przekazać informację i wiedzę o zasadach obowiązujących w tytułach. W przypadku Mob Town mamy wszystko jasno określone na zaledwie 4 stronach.

Mob Town / fot. Przystanek Planszówka

No to niech idą w ruch pazury, kły, sierść i pióra

Rozgrywka jest mega banalna. Budujemy miasto, w którym musimy jako szefowie półświatka zwierzęcego przejmować poszczególne budynki płacąc za to kartami z określonymi zwierzakami. I tak czasami, żeby dominować nad którymś z przybytków będziemy musieli zapłacić np. dwoma łasicami, a czasami będziemy musieli uzbierać nieco więcej i to z różnych gatunków, np. dwie łasice, trzy lisice, 1 rekin i jakąś ilość węży. Zajęte budynki oznaczamy oczywiście żetonami w określonym dla gracza kolorze.

Mob Town / fot. Przystanek Planszówka

Oczywiście taka rozrywka byłaby zbyt banalna, dodany został jeszcze jeden element – karty naszych ukrytych planów, które musimy zrealizować. Na potrzeby gry zostały one nazwane Chytrymi Planami. Rozgrywka toczy się dość szybko. Zestaw jest dość regrywalny, ponieważ za każdym razem możemy mieć inny układ budynków tworzących Mob Town. Gra kończy się, gdy któryś z graczy z dostępnej talii wyciągnie policjanta. Wówczas następuje finalne zliczenie punktów. Zwycięzca to oczywiście ta osoba, która tych punktów ma najwięcej na swoim koncie, zrealizuje swój Chytry Plan no i pokaże pozostałym graczom gdzie ich nora.

Co w tej norze, dziupli tkwi

Gra jest świetnie wydana. Jest dobrze dobrana kolorystycznie. Dzięki temu trafia w gusta młodszej gawiedzi, ale czy to tytuł dla nich… Chyba jednak nie, przynajmniej nie dla tej najmłodszej części. Na pewno mamy tu drobny wątek edukacyjny, bo dziecko uczy się liczenia ilości zasobów zwierzęcych, aby przejąć konkretny teren. Niestety najmłodsze zuchy mogą mieć problem ze zrozumieniem bardziej zaawansowanych zasad, czyli tych związanych z realizacją Chytrych Planów. Natomiast świetnie się ten tytuł sprawdza dla starszej grupy wiekowej.

Mob Town / fot. Przystanek Planszówka

Do rozegrania partii będziemy potrzebować odrobiny miejsca. Rozkład miasta może troszkę zajmować. Z racji kompaktowości oraz szybkiego przygotowania i złożenia można ją zabrać na wakacje. Dla mnie był to tytuł, który był świetną odskocznią od trudniejszych tytułów. Przyjemnie się rozgrywało partie zarówno z młodszym pokoleniem jak również z moimi rówieśnikami. Pytanie czy kupiłbym ten tytuł? Gdybym miał dzieci w wieku 10 lat to tak. Ja akurat miałem możliwość przetestowania tytułu z młodszym gronem gawiedzi. Jest to na pewno świetny sposób na spędzenie miło czasu z dzieciakami i zajęcie ich czymś na dłużej. Czy nabyłbym go w obecnej chwili nie posiadając pacholęcia – niestety NIE. Obawiałbym się, że sięgałbym po ten tytuł bardzo rzadko. Drugim minusem jest cena. Koszt tego tytułu waha się w granicach 80 złotych. Za tą kwotę tak prostej karcianki bym nie zakupił. Owszem widziałem w niektórych sklepach za około 60 złotych. Ta cena jest uczciwa i tu bez wahania wyłożyłbym tą sumę na ladę.

Mob Town / fot. Przystanek Planszówka

Czy warto zagrać? Tak. Świetna rozrywka dla rodziny, odstresowująca, z dozą humoru obrazkowego. Nie jest to jednak tytuł dla bardziej wymagającego gracza. Na pewno zaproponowałbym tą pozycję dla kogoś kto wchodzi w świat gier planszowych lub potrzebuje czasoumilacz podczas spotkań z dziećmi. Jeżeli jesteście ciekawi jakie zwierzęta opanują miasto to śmiało sięgnijcie po Mob Town.

Dziękujemy Wydawnictwu Trefl Joker Line za przekazanie gry do recenzji.

Trefl Joker Line