W czasach wszechogarniającej nas nowoczesności, gdzie nawet pracę pszczół próbujemy zastąpić maszynami, ciągle w naszych sercach budzi się tęsknota za naturą. Od próby uprawy ziół i warzyw na balkonie, po ucieczkę z miast na wieś. Nawet w planszówkach na stałe zagościła tematyka prowadzenia gospodarstw rolnych. Między innymi dzięki Uwe Rosenbergowi, autorowi recenzowanej dziś gry Pola Arle (Fields of Arle).

Wsie chłopami stoją

Niezwykłe jest to, jak różne obrazy przychodzą nam do głowy, gdy słyszymy słowo wieś. Od tego idyllicznego, po wyzysk chłopów pańszczyźnianych. Od wygód gospodarstw agroturystycznych, po patologię wsi popegeerowskiej. Od eko-gospodarstw po genetycznie modyfikowane rośliny opryskiwane Roundupem.

Pola Arle / fot. Przystanek Planszówka

Różne spojrzenie na tą tematykę widać także w planszówkach. Siadając do Agricoli stajemy przed widmem głodu. W Farmageddonie czeka nas ciągła negatywna interakcja i zarazy na naszych uprawach. W Agricola: chłopi i ich zwierzyniec szybka i pozbawiona losowości optymalizacja rywalizujących ze sobą dwóch farmerów….

W Polach Arle przenosimy się do Fryzji Wschodniej, w której dorastał Uwe Rosenberg. I choć jest to kolejna gra o tematyce rolniczej tego autora, już na pierwszy rzut oka widać, że pod pewnymi względami to planszówka wyjątkowa. Ot, choćby liczba graczy (1-2 osoby), przy czym pudełko i liczba elementów, które w nim znajdziemy może sugerować dużą wieloosobową grę. Również czas pojedynczej partii niczym nie przypomina typowych gier dwuosobowych.

Nie zaskakuje za to cel gry: stworzenie i prowadzenie gospodarstwa tak, by na koniec zapewniło nam jak największą liczbę punktów zwycięstwa.

Pola Arle / fot. Przystanek Planszówka

Spracowane ręce chłopa

Pola Arle nie są łatwą grą. Warto to podkreślić na samym początku, bo choć wykonanie i liczba elementów przyciągną uwagę nawet zagorzałych planszówkowych sceptyków, to wyciągnięcie tego pudełka w celu beztroskiego spędzenia wieczoru może okazać się równie bolesne jak nieumiejętne posługiwanie się dobrze naostrzoną kosą.

Pola Arle / fot. Przystanek Planszówka

Nawet w nowoczesnym gospodarstwie uprawa roli i hodowla zwierząt nie należą do łatwych prac. W Arle musimy poświęcić sporo czasu na rozłożenie wszystkich elementów (szczególnie przy pierwszej rozgrywce), poznanie reguł, funkcji poszczególnych pól planszy, budynków. A na koniec zrozumienie ikon: pomimo, że są one dość intuicyjne, też wymaga to pewnego wysiłku. Nastawcie się na mnogość i dobrobyt. I nawet jeżeli wyznajecie zasadę, że od przybytku głowa nie boli, uwierzcie mi, że ta gra w dość specyficzny sposób potrafi wymęczyć szare komórki gracza.

Naturalny rytm

Rozgrywka w Pola Arle podzielona jest na 9 rund (sezonów), a każdy z nich na trzy fazy. Co ciekawe, 5 z nich to sezony letnie, 4 zimowe. Podział ten nie jest doczepionym na siłę elementem oddania naturalnego rytmu pracy na wsi. Determinuje on akcje, które możemy wykonać podczas danej rundy. Wydawałoby się, że pomoże to zmniejszyć tzw. paraliż decyzyjny, ale mając do dyspozycji 4 chłopów i 15 akcji i tak nie jest łatwo. Poza tym musimy brać pod uwagę to, że decyzje podjęte latem mają także wpływ na to co będziemy robić zimą.

Pola Arle / fot. Przystanek Planszówka

Stopniowo powiększać będziemy nasze gospodarstwo na posiadanej planszy włości. Czeka nas budowa nowych grobli, osuszanie torfowisk, hodowla zwierząt, zdobywanie dóbr (Pożywienie, Len, Zboże, Wełna i Skóry) i surowców (Drewno i Glina). Nasz areał możemy przeznaczyć na budowę kolejnych budynków, przekształcanie go w Lasy, Parki i Pola. Oczywiście niezbędne do tego będą narzędzia i sprzęt gospodarczy, który trzymamy w stodole (Pługi, Barki, Furmanki i inne pojazdy). A gdy przyjdzie ochota i mamy nadmiar dóbr i surowców oraz wozy gotowe do podróży, możemy odwiedzić okoliczne miasteczka i wsie i dokonać małych wymian.

Pola Arle / fot. Przystanek Planszówka

Naturalny rytm wsi ukazujący z jednej strony wolność i swobodę zarządzania posiadanymi zasobami, z drugiej trud zarządzania coraz to większym gospodarstwem.

Chłop z głodu nie umrze

Możliwe, że po tym co napisałem Pola Arle przypominają Wam Agricolę. I faktycznie, tematyka jak i główna mechanika, polegająca na wysyłaniu naszych chłopów do wykonywania określonych czynności, są bardzo podobne. Są jednak różnice, a największa wiąże się z obowiązkiem wyżywienia naszej rodziny. W Agricoli to była rzecz, która niektórych graczy bardzo irytowała. Tutaj: owszem, na koniec sezonu mamy fazę inwentaryzacji, z której jedną ze składowych jest konieczność żywienia. Nie zabrakło także kary  za zaniedbanie tego obowiązku (2 punkty za każdy brakujący element). Jednak nawet początkujący gracz nie powinien mieć problemu z zapewnieniem odpowiedniej ilości jedzenia. Bo możliwości tutaj jest sporo.

Pola Arle / fot. Przystanek Planszówka

Chłop tu z głodu nie umrze. Ale musi się mocno wysilić, by dobrze rozplanować jakimi drogami punkty zdobędzie.

W życiu dróg wiele jest….

Wiele dróg do zwycięstwa. Pola Arle to z całą pewnością tytuł, który kierowany jest do osób lubiących swobodę rozwoju. Punkty zdobędziemy za surowce, zwierzęta, budynki, obszary, narzędzia, dobra, doświadczenie na Torze Podróży. Punkty można też stracić np. za nieosuszenie torfowisk, tereny zalewowe albo, jeżeli się mocno (nie)postaramy za niewyżywienie chłopów.

Pola Arle / fot. Przystanek Planszówka

Punkty i punkciki, a między nimi ciekawe rozwiązania mechaniczne. Bo skoro są punkty za zwierzęta to zdobywajmy ich jak najwięcej… Ale czy na pewno to dobra droga? Nie tutaj, gdyż tych, których mamy najmniej warte będą 2 PZ, tych których mamy więcej 1 PZ, a te, których jest najwięcej, nie przyniosą nam punktów. Płótna, Skóry i Odzież także zapewniają punkty, ale może korzystniej byłoby załadować je na pojazdy i wymienić w innych miastach na jedzenie? Te też dostarcza nam punktów, dodatkowo zdobywamy doświadczenie na Torze Podróży. Ale wymaga pojazdu, który trzeba wcześniej zakupić.

Pola Arle / fot. Przystanek Planszówka

Punkty, punkciki i dylematy, którą drogę wybrać. Obsiewać pola, czy sadzić lasy? Zbierać drewno, czy przekształcić las w Park wart więcej punktów, a do tego pozwalający trzymać zwierzęta? A może zdecydować się na budynek? Ale który? Nawet jeżeli są tutaj rzeczy, które w jakimś stopniu wskazują jakie wybory podjąć (minusowe punkty za nieosuszone torfowiska i tereny zalewowe) to nie jest tak, że pomijając je jesteśmy skazani na przegraną. Bo dróg do zwycięstwa jest tu wiele.

Drogie życie na wsi?

Nie należę do osób, które czują potrzebę powiększania kolekcji planszówek za wszelką cenę i rzadko który tytuł wywołuje u mnie poczucie „must-have”. Jednak gdy pewnego dnia posłuchałem recenzji Gradania zachorowałem na ten tytuł. Było to w czasie, gdy o polskim wydaniu nie było jeszcze żadnych informacji, a angielskie nie tylko było trudno dostępne, ale jego cena zauważalnie przekraczała 200 zł (w 2015 roku ciągle istniała ta magiczna górna granica ceny gier). Wtedy nie udało mi się jej zdobyć i wyczekiwałem na wznowienie.

Pola Arle / fot. Przystanek Planszówka

Jakże miłym zaskoczeniem była decyzja Games Factory Publishing o wystartowaniu z kampanią na wspieram.to, by wydać ten tytuł. Akcja zakończyła się sukcesem, dzięki czemu nie tylko nie ma już problemu z dostępnością Pól Arle w Polsce, ale są one dostępne w zdecydowanie przystępniejszej cenie.

Zapraszam do Fryzji Wschodniej

Nigdy nie byłem we Fryzji Wschodniej, ale z czystym sumieniem polecam wycieczkę na Pola Arle. Tym bardziej, że aby tam się znaleźć nie musimy ruszać się z domu….

Pola Arle / fot. Przystanek Planszówka

Pola Arle to tytuł, którego nie mogę polecić w ciemno każdemu, kto szuka dobrej gry. Czy to znaczy, że jest zły? Wręcz przeciwnie. To bardzo dojrzała i przemyślana planszówka. Z jednej strony dająca niesamowitą swobodę, z drugiej powoduje niemały paraliż decyzyjny i sprawia, że mózg wręcz paruje podczas rozgrywki. Podobnie jak Caylus i Lewis i Clarke dla mnie jest to tytuł dający niesamowicie dużo satysfakcji, a każda partia (nie tylko ze względu na czas pojedynczej rozgrywki) to prawdziwa planszowa uczta, po której czuje się niczym chłop z Fryzji: planszowego głodu nie odczuwam. Przynajmniej do następnego wieczoru…

Dziękujemy Wydawnictwu Games Factory Publishing

GamesFactoryPublishing

za przekazanie gry do recenzji