W dzieciństwie jak każdy dzieciak miałam swoje pomysły, na to, kim zostanę w przyszłości. Od księżniczki po astronautę, czy archeologa. Do dzisiaj zostało mi jedno marzenie: chciałabym być podróżnikiem!

Niedawno sięgnęłam po grę, która ma mi dać cząstkę bycia nim i odkrywać niesamowite części świata. Zaginione Miasta autorstwa Rei/nera Kniza, w której gracze wcielają się w podróżników, mających na celu zbudowanie trasy ekspedycji do odległych i tajemniczych zakątków świata.

Nie oceniaj gry po okładce…

Zaginione Miasta otrzymujemy w niewielkim i poręcznym pudełku, więc bez problemu można je  zabrać ze sobą, by zagrać ze znajomym, czy z rodziną na wakacjach. Posiada ono ładną ilustrację, która przyciąga uwagę. Pierwsze wrażenie przecież jest bardzo ważne, prawda? Gdy zajrzymy do środka, znajdziemy tam planszę, instrukcję oraz karty w wyprasce, przez co nic w wewnątrz się nie przemieszcza. Strona graficzna gry prezentuje się i wygląda bardzo ładnie. Rewers przedstawia otwarty kompas. Podoba mi się to, że na awersach, gdy się ułoży numerami dany kolor kart, to powstanie taka obrazkowa, przechodząca stopniowo układanka. To jest bardzo na plus!

Zaginione Miasta / fot. Przystanek Planszówka

Przed podróżą, należy zapoznać się z zasadami

Celem graczy jest wybudowanie tras ekspedycji i zdobycie jak największej liczby punktów w końcowym podsumowaniu. Na początku należy wyłożyć planszę, a następnie każdy otrzymuje po 8 kart, stos utworzony z pozostałych kładzie się obok planszy. Zasady są proste: w każdej swojej turze należy wyłożyć jedną kartę ze swojej ręki i dobrać nową. Kartę zagrać można na dwa sposoby: dodając ją do kolumny, bądź zagrywając na odpowiednie pole wyprawy, w celu pozbycia się jej.

Co jeszcze warto dodać? Do dyspozycji mamy karty numeryczne i zakładów. Te drugie może wykładać tylko, rozpoczynając ekspedycję danego koloru. Przy kartach numerycznych każda wyłożona kolejno, musi mieć wyższy numer niż ta znajdująca się na końcu kolumny. Przypomina to trochę bardziej rozbudowany.

Zaginione Miasta / fot. Przystanek Planszówka

W jakim celu zagrywamy karty zakładów? Otóż stanowią one mnożnik końcowego wyniku ekspedycji. Przy jednej karcie punkty liczone są podwójnie (przy dwóch potrójnie, przy trzech poczwórnie). Warto poruszyć teraz temat podliczania punktów i końca rozgrywki. Gdy zostanie dociągnięta ostatnia karta ze stosu, runda dobiega końca. Podliczanie odbywa się następująco: sumujemy numery (należy pamiętać, że za każde 8 kart w jednej kolumnie otrzymuje się dodatkowe 20 punktów), następnie odejmujemy 20 punktów (kosz startowy ekspedycji) i jeżeli mamy wyłożone przy danej kolumnie zakłady, odpowiednio mnożymy uzyskany wynik.

Zaginione Miasta / fot. Przystanek Planszówka

Jest to gra karciana, która wymaga sporo myślenia, liczenia i planowania. Można próbować budować wszystkie kolumny po trochu, można też przeliczać wszystko i szukać optymalnego rozwiązania. Rozgrywka jest czysto matematyczna (w końcu przez doktora matematyki stworzona) i  w tym aspekcie wymaga sporo zaangażowania. Siadając do gry warto zaopatrzyć się w kartkę i ołówek, co zdecydowanie usprawni podliczanie punktów. Niestety w środku pudełka z grą nie znajdziemy tych przyborów.

Jak grać, by wygrać, a może tak planować, by dojść do celu

Rozgrywka jest bardziej taktyczna niż strategiczna. Sama zazwyczaj staram się byleby zdobyć więcej niż 20 punktów i nie wyjść na minus. Grając z różnymi ludźmi, a co za tym idzie, natrafiając na różne style rozgrywki ta taktyka czasami działa, a czasami wręcz przeciwnie. Jedno jest pewne, zaczynając wyprawę z tymi dwudziestoma punktami na minusie, nie możemy pochopnie rozpoczynać kolejnej wyprawy, bo nie wiemy, czy faktycznie coś nam to da. 

Wracając do taktyk, można „chomikować” jeden kolor na ręce, tak by utrudnić rozgrywkę drugiemu przeciwnikowi, bo należy pamiętać, że w grze jest tylko jeden komplet takich kart. Można też rzucać kartami na chybił trafił, bo może coś uda nam się tym ugrać. Planowanie tutaj może się nie sprawdzić, bo mając plan na daną kolumnę, szybko on może on lec w gruzach albo przez przeciwnika, albo przez losowość. Ta niestety tutaj jest spora, ale tak to już jest z grami karcianymi. Nigdy nie wiemy, jaką kartę będzie dane nam teraz wyciągnąć ze stosu.

Fabuła, a gdzie ona?

Właśnie, gdzie jest fabuła? W trakcie rozgrywki tak naprawdę nie ma ona większego żadnego znaczenia. Nie buduje klimatu ani nie jest istotnym elementem gry. Równie dobrze mogłoby jej nie być bądź mogłaby być zupełnie inna, to i tak nic by to nie zmieniło w mechanice. Tyle samo liczenia, rozmyślania, tylko że bez elementu odkrywania zakątków świata. Zaginione Miasta na pewno nie jest dla osób, które lubią czuć klimat w grach, bo tutaj go nie znajdą.

Zaginione Miasta / fot. Przystanek Planszówka

Zaginione Miasta to szybka i przyjemna gra, idealna, by usiąść i szybko w coś zagrać, przy okazji rozgrzewając swój umysł. Gra jest, można by powiedzieć, ekspresowa. Nie czuć jak mija czas, bo skupiamy się na tym, by zdążyć, wyłożyć coś dobrego, zanim karty ze stosu się skończą.

Trzeba przyznać, że Zaginione Miasta cechują się sporą regrywalnością, gdyż przez istniejąca losowość, można ją grać wiele razy, a wynik i to jak zostaną ułożone karty, będzie się różnił od poprzednich rozgrywek. Wzbudza też sporo emocji. Nie raz można się wkurzyć, że to nasz znajomy wyciągnął akurat tę kartę na której nam zależało. Nie jest to tytuł dla każdego. Na pewno nie będą się przy nim dobrze bawić osoby, które niespecjalnie lubią dużą ilości liczenia. Dużym minusem jest też brak jakiegokolwiek klimatu i bezsens fabuły. Mieliśmy wcielić się w podróżników, a tak naprawdę, to liczymy na łut szczęścia w kartach. Niewątpliwie nie jest to tytuł dla osób chcących poczuć podczas rozgrywki choćby namiastkę bycia globtroterem, bo niestety ale z podróżami to gra za dużo wspólnego nie ma. Cała podróż to sam suchy opis fabularny, który podczas rozgrywki nie ma najmniejszego znaczenia.

Łukasz Juszczak o Zagonionych Miastach – 9/10

Kilka tytułów dr Knizii na stałe zagościło na mojej półce. Są wśród nich Samuraj, Ingenious i między innymi Zaginione Miasta. Uwielbiam tą suchą, niczym podróż po pustyni rozgrywkę. To poczucie zmagania się z losowością i próby wyczucia ruchów przeciwnika. I to wszystko w niewielkim pudle, które łatwo zabrać w podróż. Jak dla mnie – jedna z najlepszych szybkich gier dwuosobowych w jakie grałem.

Tekst powstał dzięki współpracy Przystanku Planszówka ze studentami specjalności Gamedec – badanie i projektowanie gier.

gamedec