W życiu każdego z nas zdarzają się rozczarowania i gra Rival Kings wzbudziła we mnie to nieprzyjemne uczucie. Bowiem kiedy zobaczyłem pudełko, na którym mamy dwóch groźnie wyglądających panów (jeden ma nawet PKS-y więc nie dość, że groźny to jeszcze przystojny), a za nimi cały tabun żołnierzy, pomyślałem sobie, że to pewnie będzie jakaś szałowa gra.

Gra, w której będziemy najmować sobie rycerzy, budować fortyfikacje, a potem ze sobą walczyć o największe wpływy i wygra ten, który będzie silniejszy oraz bardziej bezwzględny. Jednak po otworzeniu pudełka poczułem się trochę tak jak wtedy, kiedy będąc u babci otwieramy metalowy pojemnik ciastek, a tam znajdujemy przybory do szycia. Okazało się bowiem, że mam do czynienia z zupełnie z czym innym. Żołnierzy i fortyfikacji tu nie znajdziemy. Znaczy jest jeden rycerz, ale niestety nie można go użyć w celu pozbycia się jednostek przeciwnika. Szkoda.

Rival Kings / fot. Przystanek Planszówka

Troszeczkę się obraziłem na twórców, bo okładka sugerowała coś innego niż dostałem. Jednak kiedyś musiałem w Rival Kings zagrać i jak już to zrobiłem, to gra wypadła całkiem nieźle. Dlatego drodzy autorzy możecie spać spokojnie…

Pora obejrzeć nasze królestwo

Pudełko nie jest duże, tak samo jak jego zawartość. Do gry w Rival Kings będziemy używać tylko kart i kilku żetonów. Nie ma się zbytnio co rozpisywać o zawartości pudełka, bo nic specjalnego w nim nie ma. Karty i żetony są normalnej jakości, grafiki też nie są aż tak piękne, żebym musiał pisać długi tekst wychwalający kunszt rysowników. No, ale nie potrzeba nie wiadomo jakich ilustracji, żeby gra była ciekawa.

Rival Kings / fot. Przystanek Planszówka

Zasady Rival Kings są dość proste, natomiast sama gra wymaga od nas trochę myślenia. Na początku gry musimy stworzyć cztery stosy po 8 kart. Dwa z nich układamy z kart budynków, a do stworzenia kolejnych używamy kart pomocników. Następnie każdy z uczestników rozgrywki otrzymuje pięć monet i trzy karty ról symbolizujące wpływowych ludzi w mieście.

W swojej turze gracze będą zagrywali jedną z postaci, którą mają na ręce. Są one oznaczone literami od A do F. Pozwalają nam one wykonywać określone akcje, które są kluczem do zwycięstwa. Na początku rundy każdy z grających wybiera jedną ze swoich ról i kładzie zakrytą przed sobą. Gdy wszyscy zdecydują się z czyich wpływów będą korzystać w danej turze, odkrywamy wszystkie karty postaci. Teraz należy sprawdzić, czy któreś z osobistości nie są ze sobą w konflikcie. Pod literą, która oznacza rangę naszej postaci, mamy informacje z kim dana osoba wchodzi w spór. Jeśli jakiś z graczy zagrał taką postać, to ma pecha. I jak to zwykle w życiu bywa: silniejszy i bardziej wpływowy może na jego nieszczęściu skorzystać. Gracz, który jest w konflikcie z daną personą, wybiera jedną z akcji przedstawionych na karcie roli przeciwnika, zakrywa ją specjalnym żetonem i używa jak swojej. Żeby jeszcze bardziej zdenerwować rywala, otrzymuje on żeton konfliktu. Na koniec gry każdy taki znacznik będzie mu zabierać dwa punkty zwycięstwa. Dlatego musimy wybierać nasze postacie bardzo rozważnie i zastanowić się, czy chcemy skorzystać z karty dającej nam więcej możliwości, ale narażającej nas na wejście w konflikt, czy też użyjemy postaci bezpieczniejszej, ale z mniejszym wachlarz akcji.

Rival Kings / fot. Przystanek Planszówka

Jak już zażegnamy wszystkie konflikt przychodzi pora na wykorzystanie naszych postaci. I znowu, jak to w życiu często jest – silniejszy i bogatszy ma pierwszeństwo. Zatem zaczynamy od graczy z literą „A”, a kończymy na personach najmniej wpływowych czyli tych oznaczonych „F”. Symbole akcji są dość intuicyjne i łatwe do zapamiętania. Najważniejsze z nich to te, które pozwalają nam kupować pomocników i budynki. Każdy z graczy bowiem, będzie dążył do stworzenia jak najbardziej idealnych par.

Rival Kings / fot. Przystanek Planszówka

W Rival Kings mamy cztery kolory budynków i pomocników: czerwony, żółty, zielony i niebieski (prawie jak tęcza, ale nie do końca). Każda z tych kart ma swoją cenę, a nasi parobkowie mają też zdolności z których będziemy mogli korzystać.

W poszukiwaniu idealnego związku

Budynki i pomocnicy są najważniejszą częścią gry, bo to właśnie te karty przynoszą nam punkty. Układamy je jedna na drugiej, w dwóch kolumnach, tak aby na jednej znalazły się budynki, a na drugiej pomocnicy. Na koniec rozgrywki (która kończy się, gdy jeden z czterech stosów będzie pusty), sprawdzamy czy udało nam się ułożyć jakieś pary, a może nawet mieliśmy tyle szczęścia i udało nam się zdobyć słynną „parę idealną”. Każda karta którą mamy przed sobą liczy się jako jeden punkt. Chyba że tworzy z kartą obok parę. Mamy z nią do czynienia wtedy, kiedy kolory obu kart są takie same. Wtedy zamiast dwóch punktów dostajemy ich liczbę równą cenie droższej z kart. Z kolei para idealna to taka, która ma nie tylko identyczne kolory, ale też unikatowe symbole znajdujące się na obu kartach. Wtedy nasze punkty będą równe sumie kosztu najmu pomocnika i budowy budynku.

Rival Kings / fot. Przystanek Planszówka

Stworzenie idealnej pary wbrew pozorom jest bardzo trudne i potrzebujemy sporo szczęścia, by tego dokonać. Ogólnie Rival Kings opierałoby się tylko i wyłącznie na szczęściu, gdyby nie pomocnicy i ich zdolności potrafiące sporo namieszać. Niektórzy pozwalają nam zdobyć więcej pieniędzy, znajdziemy takich, którzy pomogą nam budować więcej budynków, są też tacy dzięki którym będziemy mogli zamienić układ naszych kart, czy też wymienić niechciane inwestycje na te należące do przeciwników. Z pewnością dodaje  to grze pewnego smaczku i wprowadza jeszcze więcej elementów mojej ukochanej negatywnej interakcji.

Rival Kings / fot. Przystanek Planszówka

Nie taka planszówka straszna

Mimo, że dostałem coś innego niż sugerowała mi okładka, to moje rozczarowanie szybko zmieniło się w miłe zaskoczenie. Rival Kings jest grą szybką i przyjemną, najlepiej sprawuje się w gronie czterech osób, ale na dwóch też ujdzie. To co dobre w tej grze to na pewno to, że każdy ma równe szanse i tak naprawdę do końca nie możemy przewidzieć kto wygra. Jednak jest to gra bardzo losowa, co z dodatkiem sporej dawki negatywnej interakcji, co może  niektórych nas doprowadzić do frustracji i obłędu.

Rival Kings nie jest grą złą, ale nie jest też grą wybitną. Myślę, że dobrze by się nadała na wprowadzenie kogoś do pięknego świata gier planszowych, ale bardziej zaawansowanym graczom może nie dostarczać dostatecznych wrażeń.

Dziękujemy wydawnictwu Egmont

Kraina z kreska2za przekazanie gry do recenzji

PRZEGLĄD RECENZJI
Ocena:
6
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułGra pomyłek. Łatwe, szybkie i lekkie
Następny artykułPrzystanek Planszówka – odcinek 35 – Konkurs, No co tam, Kingdomino
Przyszłość polskiej informatyki i już niedługo najbogatszy człowiek w kraju. Prawdopodobnie mister Polski 2020 oraz największy przystojniak w regionie. Od 2002 roku szaleńczo zakochany w Tequili czyli najpiękniejszym kocie świata. Od urodzenia nienawidzi tych małych wielościanów potocznie nazywanych kostkami. Jak nie gra w gry to czyta komiksy lub planuje jak zdobyć pierwszy milion.