Jesienno-zimowa perspektywa wielu nie nastraja zbyt optymistycznie. Czasem nie pomagają nawet świąteczno-noworoczne epizody wolności i wypoczynku, ponieważ gdzieś podskórnie człowiek czuje, że jeszcze długo trzeba będzie czekać na piękną pogodę, urlop oraz kolejną porcję (zasłużonej przecież!) laby. Wielu pewnie najchętniej rzuciłoby wszystko i wyjechało gdzieś daleko, gdzie jest ciepło, a do tego „umilacze” czasu tanie i łatwo dostępne (oczywiście tylko dla osób 18+). Niestety nie zawsze można mieć wszystko, zatem pozostaje jedynie znalezienie odpowiedniego substytutu oraz uruchomienie wyobraźni i prawie bezboleśnie uda się przetrwać mrozy, śniegi albo klasyczną szarugę. W takich warunkach pozostaje zatem sięgnąć na półkę z grami i wygrzebać z niej jakiś odpowiednio relaksujący i rozgrzewający tytuł. Tym razem padło na Santiago de Cuba od Wydawnictwa Lacerta. W końcu gdzie jak gdzie, ale na Kubie na pewno jest więcej słońca!

Santiago de Cuba / fot. Przystanek Planszówka

Witamy na Kubie

Na Kubie czeka nas wiele rozrywek – w końcu jakby nie patrzeć, to ojczyzna rumu (i pewnie wielu innych rozrywek z etykietką „używki”). W Santiago de Cuba pojawiamy się jako gracze nieprzypadkowo. W tym największym portowym mieście Kuby mamy do załatwienia trochę interesów oraz pieniądze tylko czekają, aby je schować do kieszeni. Zarabiamy rzecz jasna na handlu jako „pośrednicy handlowi”. Już choćby pobieżne zerknięcie na planszę oraz do instrukcji pozwala jednak ocenić, że nasze metody działania niekoniecznie mają wiele wspólnego z oficjalnym obiegiem. Handlujemy niewinnymi owocami, drewnem, nieco mniej niewinnym cukrem, ale też tytoniem, rumem i cygarami. Przy czym nie jest to oficjalna sprzedaż, a raczej poszukiwanie źródeł towarów oraz możliwości ich spieniężenia u różnych mniej lub bardziej szemranych postaci oraz dzięki odwiedzaniu czasem podejrzanych miejsc. Dzięki temu jesteśmy w stanie manipulować zapotrzebowaniem na różne towary, zawyżać lub zaniżać ich ceny lub utrudniać sprzedaż dóbr innym pośrednikom.

Santiago de Cuba / fot. Przystanek Planszówka

Rozgrywka składa się z siedmiu rund. W każdej z nich gracze po kolei odwiedzają jednego z zakumplowanych Kubańczyków i czerpią z tych kontaktów odpowiednie profity. Następnie umieszczają swoje pionki w powiązanych z nimi budynkach (oczywiście na tym zyskując). Po drodze nabywane są towary, które w chwili wpłynięcia statku do portu, będą mogły zostać sprzedane. Zapotrzebowanie na towary – cukier, tytoń, rum, cygara oraz owoce – wyznaczany jest przez kolorowe kostki, a ich cena zależna jest od stopnia trudności w ich zdobyciu (cena wzrasta, gdy w danej rundzie zapotrzebowanie nie zostanie zaspokojone lub gdy gracze wykorzystując zdolności budynków podbijają wartości). Kafle miejsc oraz postaci układa się na planszy losowo. Dzięki temu każda rozgrywka jest nieco inna, gra zyskuje wiele na regrywalności, choć i to nie gwarantuje, że zawsze uda się uniknąć zestawów niezbyt ciekawych. Wygrywa ten, kto na koniec siódmej rundy zdobędzie najwięcej punktów zwycięstwa.

Santiago de Cuba / fot. Przystanek Planszówka

Santiago de Cuba jest grą o prostej mechanice, która świetnie sprawdza się jako tytuł do rekreacyjnego grywania. Wielbiciele budowania skomplikowanych strategii mogą zbyt wielkiego pola do popisu w rozgrywce nie znaleźć, co nie znaczy, że nie będą się dobrze bawić. W trakcie rozgrywki dwuosobowej wyraźnie łatwiej jest kontrolować postępy i w istotnych momentach przeszkadzać rywalowi. Jednocześnie na zwycięstwo w tej grze naprawdę nie ma prostej recepty. Można z takim samym powodzeniem zwyciężyć kombinując, kontrolując, przeszkadzając, jak i grając na absolutnym autopilocie albo skrajnie defensywnie. Ogromną zaletą w przypadku Santiago… jest prostota zasad i łatwość w ich wyjaśnianiu. Ułatwia to wprowadzanie w tajniki gry nowych graczy, ale też powrót nawet po miesiącach przerwy.

Santiago de Cuba / fot. Przystanek Planszówka

Gra jest bardzo estetycznie wykonana. Na pierwszy plan wysuwa się oczywiście warstwa graficzna, w której miłośnicy planszówek na pewno rozpoznają motywy z Hawany oraz Kuby. Zawartość pudełka jest uniwersalna – nie znajdziemy na planszy czy żetonach żadnych napisów, co jest znaczącym ułatwieniem, gdy poszukujemy tytułu do zagrania w międzynarodowym (i wielojęzycznym) gronie. Początkowo brak wyraźnych oznaczeń budynków może nieco drażnić, jednak wraz ze wzrostem rozegranych partii symbole poszczególnych kafli są na tyle oczywiste (i najistotniejsze!), że nie zwraca się najmniejszej uwagi na braki nazw miejsc. Poszczególne elementy wykonane są solidnie, choć warto zachować ostrożność przy wypychaniu żetonów oraz z zasłonek z wyprasek, gdyż na tym etapie zdarza się je uszkodzić. Cóż, pośpiech nigdy nie popłaca i czasem warto żądzę rozgrywki delikatnie przyhamować.

Kubańskie euro?

Santiago de Cuba to trzeci z kubańskich tytułów Michaela Rienecka. Nie powinno być zatem dla nikogo zaskoczeniem, że w grze pojawiają się zarówno znajome grafiki, jak i sprawdzona we wcześniejszych tytułach – Cubie oraz Havanie – mechanika. Jednocześnie ten brak nowatorstwa u wielu graczy może wzbudzić uczucie niedosytu czy nawet rozczarowania (szczególnie jeśli nie przepadają przy tym za eurogrami). Niemniej jednak jest to świetny przykład prostej i bardzo przyjemnej gry ekonomicznej.

Santiago de Cuba / fot. Przystanek Planszówka

Gra świetnie sprawdza się zarówno przy większej liczbie uczestników rozgrywki, jak i w wariancie dwuosobowym. Bez względu na liczbę graczy, zawsze jest pole do popisu w zakresie kombinowania, analizowania i przewidywania ruchów przeciwników, a co za tym idzie – w zależności od samych graczy – wzrasta lub maleje poziom interakcji. Warto podkreślić, że generalnie jest to interakcja negatywna, więc w przypadku co wrażliwszych graczy (szczególnie dzieci), koniecznie trzeba to wziąć pod uwagę przy planowaniu rodzinnego grania.

Santiago de Cuba / fot. Przystanek Planszówka

 „Evergreen” w kartonowym pudełku

Santiago de Cuba jest bardzo dobrą propozycją dla wszystkich, którzy dopiero stawiają swoje pierwsze kroki w świecie planszówek. Sprawdzi się zarówno wśród dorosłych, jak i u młodszych graczy, zaś dla zaawansowanych może stanowić całkiem przyjemną odskocznię od trudniejszych i bardziej czasochłonnych propozycji. Kubańskie klimaty (które wręcz wypada wesprzeć odpowiednią muzyką!), estetyczne wykonanie i prostota (zarówno w mechanice, jak i wprowadzaniu do rozgrywki nowych uczestników) to podstawowe elementy, które czynią z Santiago… tytuł uniwersalny, do którego chętnie się wraca nawet po długiej przerwie i który po prostu warto mieć na półce.

PRZEGLĄD RECENZJI
Ocena:
8
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułZjaw się w weekend na zjAvie – zapraszamy!
Następny artykułLiberum Veto. Zagraj o tron Rzeczypospolitej
Kulturoznawczyni. Feministka. Cyklistka. Wegetarianka. Uwielbia strzygi, wampiry, wodniki i inne demony. Aha, i koty. Koty też uwielbia. Sama stopniowo próbuje upodobnić się do zombie (jak twierdzą złośliwcy), a przynajmniej do bohatera „Illustrated Man” Bradbury’ego (też złośliwcy). Nadużywa ironii, sarkazmu i czarnego humoru, a w kolejce po talenty dyplomatyczne była zbyt uprzejma i zabrakło. Jak nie gra, to pewnie coś ogląda, czyta albo słucha muzyki. Z niewiadomych powodów zwykle jest to dość krwiste, a jeśli chodzi o ostatnie – głośne.