Spaghetti: Do stołu podano!

0
Spaghetti / fot. Przystanek Planszówka

Jedzenie, gotowanie i wszystko to, co z nimi związane, są aktualnie niekwestionowanymi tematami przewodnimi tak w mediach, jak i codziennym życiu. Gdzie się nie obejrzeć, tam kolejne przepisy, porady żywieniowe i propozycje diet gwarantujących długowieczność, brak chorób, przypływy witalności oraz – przecież nie mogło tego wątku zabraknąć – gwarantowaną utratę zbędnych kilogramów. Za sprawą programów kulinarnych, niezliczonych blogów i vlogów nawet największa kulinarna niezdara osiąga poziom „o, da się zjeść!”. Jeść trzeba umieć i nie wypada w biegu, zatem koniecznie trzeba wiedzieć, jak przyrządzone pyszności zaserwować oraz, że przede wszystkim muszą się świetnie prezentować… Kwestią czasu było zatem aż motywy rodem z kuchni i restauracyjnych kart dań trafią na stół, tym razem jednak w celach tylko i wyłącznie rozrywkowych. Jedną z takich propozycji jest Spaghetti od Wydawnictwa Granna. Tym razem sprawdzamy, czy prawdą jest, że wszyscy kochają makaron, a tajniki jego spożywania nie są nam obce.

Spaghetti / fot. Przystanek Planszówka

Zwariowany makaron i klopsy

Spaghetti to gra, przy której należy zapomnieć o jednej z pierwszych lekcji, jakie się dostawało w dzieciństwie, czyli „Nie baw się jedzeniem”. Z bliżej nieokreślonych przyczyn jest to jedno z klasycznych zdań wypowiadanych przez dorosłych i jest ono kompletnie niezależne od miejsca i czasu. Poza tym, że jedzeniem nie wolno się bawić (zawsze mnie ten zakaz dziwił, szczególnie gdy obserwowałam przygotowywanie świątecznych potraw, dekoracji i konstrukcji typu kurki i myszki z jajek), sugerowane było również „porządne jedzenie” oraz „niebrudzenie”. Te ostatnie zasady są jak najbardziej przydatne i wyposażeni w nie (zakłam, że wszyscy je przyswoili jednak!), możemy spokojnie i beztrosko zasiadać do stołu… znaczy talerzy.

Spaghetti / fot. Przystanek Planszówka

Miejsce klasycznej planszy w przypadku Spaghetti zajmuje tekturowy talerz. W zależności od preferencji graczy, można wybrać większy lub mniejszy z nich. Nie ma się co unosić ambicją i od razu startować z podwieszonej wysoko poprzeczki, gdyż „duży talerz” wcale w starciu z dołączonymi nitkami makaronu okazuje się niewystarczający. 27 kolorowych, splątanych nitek makaronu przy próbie wyciągania jedną ręką i bez przytrzymywania kręcącego się talerza w jednej chwili zmienia swoje położenie, jeszcze bardziej się plącze, powoduje sturlanie klopsów albo wypada za brzeg. Z kolei wypadnięcie poza obręb talerza jakiejkolwiek nitki makaronu oznacza koniec tury gracza. W przypadku skutecznych prób, czas ruchu wyznacza przesypujący się w klepsydrze piasek. Grę wygrywa ten z graczy, który zdobędzie najwięcej punktów za wyciągnięte przez siebie nitki spaghetti (punktacja uzależniona od długości i kolorów nitek) oraz złapane klopsy.

Spaghetti / fot. Przystanek Planszówka

Już ten krótki opis pozwala na stwierdzenie, że Spaghetti to współczesna wersja bierek, tylko zdecydowanie na dopalaczach. Te ostatnie widoczne są szczególnie w warstwie estetycznej. Jakkolwiek zawsze można trochę pomarudzić, że klopsiki są za lekkie, za śliskie i zbyt łatwo się staczają, a nitki to w sumie kawałki sznurowadeł, to przyznać trzeba, że całość gry sprawia bardzo pozytywne wrażenie. Ładne opakowanie, estetyczne wykonanie poszczególnych elementów, świetne grafiki na pudle oraz precyzyjna instrukcja składają się na solidną propozycję dla najmłodszych graczy.

Spaghetti / fot. Przystanek Planszówka

Komu dokładkę?

W wariancie najprostszym Spaghetti di Base wykorzystujemy wszystkie nitki, 3 klopsiki oraz duży talerz. To idealna propozycja do rozpoczęcia przygody z grą i poznania jej mechaniki. Jest na tyle prosta, że bez problemu można w nią zagrać z dziećmi, nawet tymi poniżej 6 roku życia. Przy najmłodszych graczach wprowadzam zawsze drobną modyfikację, tj. wydłużenie czasu na wyciąganie nitek na dwa obroty klepsydry. W końcu nie ma co najmłodszych graczy nadmiernie stresować.

Spaghetti Difficili wymaga już większej precyzji ruchów, gdyż nie dość, że dokładamy dodatkowy klopsik, to jeszcze całość rozgrywki odbywa się na małym talerzu. Dobra koordynacja ruchów i refleks są tu niezwykle potrzebne, gdyż natychmiastowe puszczenie trzymanej w palcach nitki, gdy klops ucieka i akurat nie styka się z żadnym makaronem jest zadaniem często zakończonym fiaskiem. Chyba przy każdej rozgrywce prędzej czy później pojawiała się refleksja, że te klopsy są jednak znacznie niedoszacowane – tyle gimnastyki, żeby je złapać, a tylko 1 (słownie: jeden!) marny punkt.

Spaghetti / fot. Przystanek Planszówka

Ostatni wariant polega nie na zwykłym wyciąganiu nitek i łapaniu klopsów w ciągu wyznaczonego przez klepsydrę czasu, ale na zbieraniu składników określonych przepisów. Przepisy w postaci żetonów zawierają informację, ile nitek (i czasem klopsów) należy zdobyć, aby uzyskać dodatkowe punkty. Wszystkie składniki należy zdobyć w jednym ruchu, co nie zawsze jest łatwe i niestety bywa, że zamiast spaghetti vongole przychodzi nam się obejść smakiem i zadowolić jedną marną nitką makaronu szpinakowego. Na koniec rozgrywki gracze podliczają punkty zgodnie z normalnymi zasadami, a dodatkowo otrzymują punkty za zrealizowane przepisy. Ten wariant jest zdecydowanie opcją dla wielbicieli gier zręcznościowych.

Porcja spaghetti dla Ciebie?

Spaghetti jest grą wyjątkowo prostą i choćby już z tego powodu powinna znaleźć się na półce z planszówkami każdej rodziny z dziećmi. Proste są zasady – do wytłumaczenia i zapamiętania, prosty i sprawny jest również przebieg rozgrywki. To typowa, zabawna i może momentami zaskakująca gra zręcznościowa, zatem idealnie sprawdzi się w przypadku najmłodszych graczy (zwłaszcza takich, których trzeba nauczyć nieco cierpliwości, a i sprawności manualne w przyjemny sposób poćwiczyć), dla starszych będzie raczej sporadycznym przerywnikiem przed „poważniejszymi” tytułami czy urozmaiceniem spotkań towarzyskich.

Spaghetti / fot. Przystanek Planszówka

Sama nie lubię specjalnie tego typu gier, jednak z prawdziwą fascynacją obserwowałam, gdy nad „talerzami” koncentrowały się całe rodziny i zróżnicowane wiekowo grupy, a gra nie nudziła im się nawet przez kilka godzin. Były emocje, nerwy, złość i ataki śmiechu, czyli chyba wszystko to, co powinno wiązać się ze wspólnym graniem. Zdecydowanie jednak wrogowie gier zręcznościowych powinni trzymać się z daleka. Podobnie nie polecam (przynajmniej nie z czystym sumieniem) tego tytułu wielbicielom tytułów cięższych, wymagających długiego skupienia i z obowiązkowym „dzianiem się”. Zwyczajnie zawiodą się czekając na moment, gdy klopsik jednak nie okaże się tylko klopsikiem…

Dziękujemy Wydawnictwu Granna za przekazanie gry do recenzji

granna logo

PRZEGLĄD RECENZJI
Ocena:
6,5
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułPrzystanek Planszówka – odcinek 40 – Kryptos, Piotr Siłka (wywiad)
Następny artykuł55 Noc Planszówek. W roli głównej „Rój”

Kulturoznawczyni. Feministka. Cyklistka. Wegetarianka. Uwielbia strzygi, wampiry, wodniki i inne demony. Aha, i koty. Koty też uwielbia. Sama stopniowo próbuje upodobnić się do zombie (jak twierdzą złośliwcy), a przynajmniej do bohatera „Illustrated Man” Bradbury’ego (też złośliwcy). Nadużywa ironii, sarkazmu i czarnego humoru, a w kolejce po talenty dyplomatyczne była zbyt uprzejma i zabrakło. Jak nie gra, to pewnie coś ogląda, czyta albo słucha muzyki. Z niewiadomych powodów zwykle jest to dość krwiste, a jeśli chodzi o ostatnie – głośne.