Czy w 2015 roku zmieniło się oblicze polskich domówek? Czy czarny humor wreszcie znalazł legalne ujście i już nie trzeba się okrywać rumieńcem i udawać zawstydzonego, kiedy słyszy się sprośny żart? I wreszcie – czy twórcy Loży Szyderców, zgodnie ze swoimi założeniami, odciągnęli młodzież od komputerów i przełamali stereotypy o suto zakrapianych imprezach z udziałem nastolatków?

Do młodzieży mi już daleko, jednak biorąc pod uwagę, że pośmiałam się podczas grania w Lożę Szyderców, opowiem Wam dziś o tym tytule.

Jak grać?

Jak przystało na grę towarzyską, zasady Loży Szyderców są banalne. Nie poświęcicie połowy spotkania na set up oraz tłumaczenie reguł. Tu każdy dostaje 9 kart odpowiedzi na rękę i zawsze pamięta o tym, by dobrać jedną po użyciu poprzedniej. Jedna osoba bierze ze stosu pytań jedną kartę i czyta na głos, co na niej zawarte. Każdy z graczy wybiera jego zdaniem najbardziej pasującą odpowiedź. Osoba losująca pytanie, zwana sędzią, czyta na głos wszystkie odpowiedzi i subiektywnie ocenia, co było najcelniejszą szyderą. Właściciel zwycięskiej odpowiedzi bierze kartę pytania i pod koniec gry – a rund jest trzynaście – traktuje ją jako jeden punkt. By urozmaicić rozgrywkę, można użyć karty Jokera, Liberum Veto, Czasoprzyspieszacza i dodatkowych Kart Akcji. Dzięki jednej z tych ostatnich do rozgrywki może wkraść się nawet kreska profesora Gmocha…

Zacne pudło

Co do wykonania Loży Szyderców mam mieszane uczucia. Karty są jakości przyzwoitej, ale nie powalającej i jeżeli gracie na typowej, czipsowej imprezie, ślady tłustych palców zostaną na kartach na zawsze. Dlatego jeśli te dowcipy bawią Was nieprzerwanie, lepiej zaopatrzyć się w koszulki i tym samym przedłużyć żywotność podstawowego składnika gry. Ale pamiętajcie, że ja jestem jednym z tych planszówkowiczów, którzy dmuchają i chuchają na gry (każdy ma jakieś skrzywienie :)). Natomiast pudełko – o tak, ono robi wrażenie. Solidne, ciekawe i wypełnione karcianą zawartością do granic możliwości. Bez problemu włożycie je do reklamówki między paluszki a browar – z takim zestawem jesteście gotowi na imprezę.

Kto musi znaleźć się na tym melanżu, by faktycznie dobrze się bawić? Jak się słusznie domyślacie, nie będzie to gra dla wszystkich i chyba nikt od niej tego nie wymaga. Choć jej sukces i społeczność wokół niej zgromadzona świadczy o tym, że wiele osób potrafi przy tym zrywać boki, to na pewno znajdą się też osoby, których ten humor w żaden sposób nie porwie, a w najgorszym wypadku spowoduje niesmak. To już do posiadacza gry należy  ocenienie, kto z jego znajomych poczuje ten klimat i da się wciągnąć w czasem bardzo nieprzyzwoite żarty. Trzeba jednak zaznaczyć, że rozpiętość tych dowcipnych sentencji jest całkiem spora i prawdopodobnie każdy znajdzie tam choć jedną rzecz, która wywoła uśmiech na jego twarzy.

Uśmiech to jednak najbardziej łagodna reakcja na zestawy pytań i odpowiedzi tworzone przez graczy. Jeżeli należycie do grupy, która czuje ten klimat, będziecie płakać i bynajmniej nie będą to łzy wzruszenia. Żeby nie było, że nie ostrzegałam. Drogie Panie, lepiej nie tuszować rzęs zbyt obficie na imprezy z tą lożą!

Kilka wątpliwości

Podczas grania zastanowiło mnie to, jak długo niektóre żarty będą aktualne. Żona Lewego pewnie nigdy nie tknie glutenu, więc o tę kartę się nie martwię, ale o chytrej babie z Radomia niedługo chyba nikt nie będzie pamiętał. Choć możliwe, że to właśnie te karty będą o niej przypominać…

Rzeczą, która zaburzyła mi płynność rozgrywki,  jest konstrukcja niektórych pytań i odpowiedzi. Nieco frustrujące było to, że mimo posiadania 9 kart na ręce nie mogłam dopasować odpowiedzi do pytania rozpoczynającego się od „Gdzie…?”. W takiej sytuacji pozostaje użycie karty jokera, a prędzej naprawdę porządne tasowanie kart. Czyli zróbcie to tak dobrze, jak robicie to zwykle… a potem jeszcze raz, bo kart jest naprawdę sporo. Ewentualnie można w takiej sytuacji podyskutować z sędzią, w końcu reguły mogą tu być podobne jak w Munchkinie: kto głośniej krzyczy, ma rację.

Na którejś z kart znalazłam literówkę, którą oczywiście musiałam zasygnalizować. 🙂

Dzięki tym emocjom wiele można wybaczyć

Towarzyska Loża Szyderców będzie Wam najlepiej smakować w ulubionym, możliwie sporym gronie przyjaciół, kiedy będziecie w odpowiednim nastroju i przede wszystkim jeśli bawią Was niewybredne żarty. Osobom zdystansowanym do czarnego humoru zdecydowanie nie polecam. Aby przedłużyć żywotność gry, warto zmieniać towarzystwo, w którym będziecie się bawić – wiadomo, że ciągłe odgrzewanie tych samych dowcipów w końcu nie przyniesie spodziewanego rezultatu. Twórcy zadbali również o dodatki, więc kto chciał, ten wsparł i… impreza trwa dalej!

Ja, pomimo kilku minusów, które tutaj wypunktowałam, dostałam od tej gry to, co najważniejsze – bóle brzucha ze śmiechu. Bo wiecie może, co jest najważniejsze na Woodstocku? Wygazowane piwo i szatan!

 

Dziękujemy Wydawcy Simple Solution Piotr Gałaszek Danisz Tracz

za przekazanie gry do recenzji

 

PRZEGLĄD RECENZJI
Ocena
6
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułZapraszamy na Wielkie BydgoszczGranie
Następny artykułPyrkon 2017 – nasz kolejny przystanek
Jeśli nie gra w planszówki, prawdopodobnie spędza czas na rowerze. Na równi z jeżdżeniem po mieście na ostrym kole uwielbia indoor cycling – od kilku lat spełnia się jako instruktor. Pozostały wolny czas poświęca na Radio Uniwersytet i prowadzenie bloga.