Gra ryzyka i blefu… Brzmi ciekawie, prawda? Zupełnie jak gra imprezowa, do której nigdy nie usiądę. Doświadczenie planszówkowe mówi jednak, że grze szansę dać należy i od razu oficjalnie zachęcam Was do tego, by – jeśli jest okazja – próbować nowych tytułów, nawet jeśli zapowiedź nie wskazuje na to, że spędzicie przy tym tytule długie godziny.

Przy nowej propozycji od Black Monk Rosyjska Ruletka: Mistrzostwa Świata autorstwa Anthony’ego Burcha nie przesiedzicie całego wieczoru – jedna rozgrywka zajmuje około pół godziny. Zwykle tyle czasu wystarczy, by któryś z graczy (a może ich być od 2 do 6) zebrał 15 punktów zapewniających zwycięstwo bądź… pozostał jedynym żywym zawodnikiem tych nietypowych mistrzostw świata.

Rosyjska ruletka: Mistrzostwa Świata / fot. Przystanek Planszówka

Żywi i martwi uczestnicy: nie wiem, jak Wam, ale mi od razu do głowy przyszła Krwawa Oberża, która całkiem niedawno miała swoje pięć minut. Skojarzenie to wraca do mnie również wtedy, kiedy patrzę na ilustracje. I nic dziwnego, grafiki postaci dla tej gry zrobił Weberson Santiago, ten sam autor, który stworzył rzeźnika, gazeciarza, wieśniaka i inne postaci z Krwawej Oberży. Myślę, że był to bardzo dobry wybór ilustratora, bo między innymi dzięki temu znów mamy do czynienia z tytułem, w którym wykonanie jest bardzo spójne z klimatem i mechaniką.  Na korzyść klimatu, oprócz kreski Santiago, działa również sposób napisania instrukcji oraz imiona postaci, jak np. Jelena Sputnik. Panimajesz?

Jak przegrać… życie?

Zostać powołanym na mistrzostwa świata w rosyjskiej ruletce… To chyba nie jest powód do radości. Nawet, jeśli przeznaczenie na stracie wyposaża nas w karty postaci, kartę pomocy, kość obstawiania, kartę akcji, karty magazynku, a w zasięgu naszego wzroku kładzie żetony zwycięstwa, mamy prawo czuć się dość niepewnie. Potraktujmy to jednak jak misję i spróbujmy wygrać. Albo chociaż nie zginąć.

Rosyjska ruletka: Mistrzostwa Świata / fot. Przystanek Planszówka

Na początku gry każdy z graczy kładzie przed sobą drużynę: Kapitana i trzy anonimowe postaci. W przypadku niepowodzenia, najpierw giną członkowie drużyny, a na końcu dowodzący i dopiero jego śmierć oznacza dla gracza koniec gry.

Faza ładowania: każdy gracz wybiera po jednej karcie ze swojej talii – „klik!” lub „BANG!” i kładzie ją zakrytą pod kartą pomocy.

Faza kręcenia: każdy gracz przetasowuje pozostałych 6 kart magazynku. Dodatkowo może kazać przeciwnikowi przetasować jeszcze raz.

Faza obstawiania: Za pomocą 6-ściennej kości obstawiamy, ile strzałów planujemy oddać podczas kolejnej fazy. Można obstawić od 0-5 strzałów. Robimy to w tajemnicy, potem odkrywamy jednocześnie ze wszystkimi.

Rosyjska ruletka: Mistrzostwa Świata / fot. Przystanek Planszówka

Faza wyzwań: jedna z ciekawszych. Jeśli podejrzewamy, że ktoś ukrył pod kartą pomocy „BANG!”, możemy oficjalnie oskarżyć go o oszustwo. Odwracamy kartę pomocy, a oskarżony gracz ujawnia, co prędzej ukrył. W zależności od tego, czy oskarżenie było słuszne czy też nie, inne będą konsekwencje dla obojga. Najważniejszym skutkiem jest to, że sędzia rozstrzeliwuje gracza, który został przyłapany. Na niesłusznym oskarżeniu traci oczywiście oskarżający.

Faza strzałów: Uwaga, jedna ręka na talii magazynku. Drugą układamy w kształt pistoletu i przykładamy sobie lufą do głowy. Strzały! Przy każdym strzale odwracamy kartę magazynku. Widząc „klik!” możemy być spokojni. „BANG!” to śmierć jednej z postaci. Gracz strzela tyle razy, ile obstawił.

Faza punktów: „Nie ma chwały dla martwych”, czyli nie zdobywamy punktów, jeśli straciliśmy postać. Będą za to punkty za przeżycie i za każdy jeden obstawiony strzał.

Rosyjska ruletka: Mistrzostwa Świata / fot. Przystanek Planszówka

Pomóż losowi

Rozgrywka urozmaicona jest o karty akcji, które zapewniają graczom najróżniejsze efekty. Dodatkowe karty jasno informują, w której fazie dana akcja może być wykonana. Według instrukcji ten element gry może pomóc zapanować nad losowością. Według mnie to jeszcze jeden powód do radości albo niepokoju, kiedy nagle okazuje się, że ktoś mierzy swoim „rewolwerem” nie w siebie, a we mnie.

Rosyjska ruletka: Mistrzostwa Świata / fot. Przystanek Planszówka

Gra wysokiego ryzyka

Nieprzesadzona wielkość pudełka, przyzwoitej jakości karty, bardzo ładne kości i duża spójność – do wykonaniu gry nie można się przyczepić. Na jej korzyść na pewno przemawia również instrukcja, dzięki której zasady można pojąć w pięć minut, a potem jeszcze szybciej je tłumaczyć nowym graczom.

W duecie w Rosyjską Ruletkę: Mistrzostwa Świata grać można, ale uważam, że lepszą rozrywkę zapewnia zabawa w większym gronie, gdyż wtedy jeszcze bardziej wszystko kipi interakcją. Pilnujemy większej ilości osób i bardziej musimy się postarać, by ktoś nie skierował na nas swoich podejrzeń. Poza tym to dopiero przy dużej liczbie graczy karty akcji mają szansę w pełni się zaprezentować. Trzeba się jednak liczyć z tym, że wraz ze śmiercią Kapitana nasz udział w grze się kończy i możliwe, że będziemy się nudzić przez kilka minut (kilka, a nie kilkanaście, ze względu na sporą dynamikę gry). Prawdopodobnie zawiedzeni będą również ci, którym nie w smak jest tak nikły wpływ na swój los. Łatwiej jest chyba zadbać o eliminację przeciwników, niż kusić się o wyliczenia, bo gra jest naprawdę nieprzewidywalna. Nie musimy wygrać, chcemy przeżyć!

Rosyjska ruletka: Mistrzostwa Świata / fot. Przystanek Planszówka

Myślę, że to jeden z tych tytułów, w których musimy być pewni, że żaden z graczy nie przenosi spraw prywatnych na rozgrywkę. Dzięki wspomnianym kartom akcji można uprzeć się na jedną osobę i zagrywać różne efekty tylko przeciwko niej. Zapewne takie sytuacje zdarzają się bardzo rzadko, ale uprzedzam, że mimo wszystko warto podejść do rozgrywki ze sporym dystansem, jak to powinno być w przypadku gier traktujących w jakiś sposób o śmierci, zabijaniu i tak dalej. Dobrze grać w sprawdzonym gronie również dlatego, że w nowej propozycji Black Monk można zwyczajnie oszukiwać podczas tasowania kart, śledząc, gdzie znajduje się „BANG!”. A wolimy chyba bawić się w uczciwym towarzystwie. Nawet instrukcja mówi, że sportowa etykieta zaznacza, by nie być dupkiem!

Rosyjska ruletka: Mistrzostwa Świata / fot. Przystanek Planszówka

Podczas grania w Rosyjską Ruletkę: Mistrzostwa Świata na twarzach graczy można zobaczyć kalejdoskop emocji. Jest śmiech, radość, jest satysfakcja, a czasem zawód i bezradność. Blef i niepewność to nieodłączny element tej kilkufazowej walki, która szybko się nie znudzi ze względu na wysoką regrywalność. Ja to kupuję.

Może dlatego że przegranej w rosyjską ruletkę nie przeżywa się zbyt długo…?

Dziękujemy Wydawnictwu Black Monk za przekazanie gry do recenzji.

Black Monk logo