Egipt. Kolebka jednej z najstarszych cywilizacji na Ziemi. Niezwykłe miejsce, w którym oddech historii czuć na każdym kroku. Potężni faraonowie, tajemnicze piramidy, skwar Sahary i plusk wody w Nilu.

Nigdy tam nie byłam, ale od zawsze wyobrażałam sobie, że właśnie w Egipcie można poczuć się małym i wielkim jednocześnie. Małym – w obliczu monumentalnych budowli, które przetrwały wieki. Wielkim – bo te budowle są dziełem ludzkich rąk. Rąk naszych przodków.

Imhotep / fot. Przystanek Planszówka

A w zasadzie nawet i moich rąk! Bo dzięki grze Imhotep. Budowniczy Egiptu, w polskiej wersji językowej od wydawnictwa Galakta, to właśnie ja zbudowałam piramidę, świątynię, obelisk oraz grobowiec. Może nie tak trwałe i nie tak monumentalne… Ale ja jestem z nich dumna!

Zbudujmy sobie Egipt

Imhotep był pierwszym i najsłynniejszym budowniczym starożytnego Egiptu. Teraz my, zainspirowani jego dziełami spróbowaliśmy stworzyć zachwycające budowle… w skali mikro. Starożytny Egipt we własnym domu, na własnym stole. Mnie to przekonuje!

Imhotep / fot. Przystanek Planszówka

W grze Imhotep. Budowniczy Egiptu gracze wcielają się w role budowniczych, którzy w ciągu sześciu rund będą starali się zbudować z własnych kamiennych bloków budowle, które przyniosą chwałę, sławę i – co najważniejsze – punkty zwycięstwa!

Ładuj, płyń, buduj i… triumfuj!

Zasady gry są niezwykle proste. W swoim ruchu gracz decyduje, którą z czterech akcji wykona.

Po pierwsze, może z kamieniołomu przenieść do swojego składu maksymalnie trzy kamienie. Gracze rozpoczynają rozgrywkę z różną liczbą kamieni, w zależności od tego, którym są graczem z kolei (rozpoczynający grę dostanie dwa kamienie, każdy kolejny – o jeden więcej). W składzie jest miejsce na pięć kamieni, a te kończą się wyjątkowo szybko. Trzeba więc dopilnować nie tylko tego, by stawiać monumentalne budowle, ale także tego, by mieć z czego je stawiać…

Imhotep / fot. Przystanek Planszówka

Kolejną opcją ruchu jest załadowanie jednego kamienia do jednej z dostępnych w danej rundzie łodzi. O tym, jakie łodzie mają gracze do dyspozycji, decydują karty. W porcie zawsze są cztery dostępne łodzie, jednak mają one różną ładowność – od jednego do czterech kamieni. Gracz może załadować kamień na dowolną łódź i w dowolnym jej miejscu, czyli bliżej dzioba, w środku czy bliżej rufy. Pamiętać musi jednak o tym, że rozładowywanie łodzi zawsze odbywa się od jej początku a to z kolei może mieć wpływ na zdobytą punktację.

Imhotep / fot. Przystanek Planszówka

Po trzecie, gracz może dopłynąć łodzią do jednego z pięciu placów budowy (napiszę o nich za chwilę), by rozładować kamienie. Każda łódź ma określoną minimalną liczbę kamieni, które muszą zostać załadowane, by mogła popłynąć (na przykład łódź z miejscem na cztery kamienie może ruszyć już z trzema na pokładzie). Co ciekawe, gracz może popłynąć nawet taką łodzią, na której nie ma własnego kamienia, w miejsce, które sam wybierze, by w ten sposób pokrzyżować plany pozostałym graczom. Każda łódź może dopłynąć w danej rundzie tylko na jeden plac budowy. Jest on wtedy do końca rundy już niedostępny.

Imhotep / fot. Przystanek Planszówka

Ostatnią możliwością ruchu jest zagranie karty. Te zdobywamy, dopływając łodzią na targowisko. W każdej rundzie są tam dostępne cztery karty targowiska, które pomagają w grze bądź zwiększają punktację końcową. Mogą to być karty, które zagrywa się od razu, by np. załadować lub dołożyć na plac budowy dodatkowy kamień. Mogą być karty, które pozwalają załadować kamień i od razu popłynąć łodzią. Wreszcie mogą być karty, które przyznają dodatkowe punkty za np. kamienie ułożone w grobowcu.

Imhotep / fot. Przystanek Planszówka

Być jak Imhotep

Jak wcześniej wspomniałam, łodzie z załadowanymi kamieniami docierają do placów budowy oraz na targowisko. To właśnie tu odbywa się najważniejszy etap rozgrywki. Przyznam szczerze, że to jest właśnie ten element, który zachwycił mnie w grze Imhotep. Budowniczy Egiptu najbardziej. Otóż z kamieni budujemy naprawdę wspaniałe starożytne budowle. Stawiamy piramidę, budujemy świątynię i grobowiec a także wznosimy obeliski. Każdy plac budowy przynosi inną liczbę punktów i w innym momencie gry, na przykład dokładając kamień do piramidy otrzymujemy punkty od razu, natomiast za obeliski – dopiero na koniec gry (im wyższy obelisk, tym wyżej punktowany). Ustawianie kamiennych bloków na kształt budowli sprawia, że z biegiem rund gra naprawdę przypomina plac budowy! Jak dla mnie – GENIALNE!

Imhotep / fot. Przystanek Planszówka

Po sześciu rundach następuje podliczanie punktów. I tradycyjnie gracz, który zdobędzie ich najwięcej – zwycięża, stając się godnym miana następcy Imhotepa.

Ale spokojnie, teraz możemy zburzyć wszystkie misternie dopracowywane budowle i… zacząć od nowa!

W kolejnej rozgrywce powieje nudą? Nie ma opcji! Płytki placów budowy są dwustronne, każda strona daje inną możliwość budowy i przynosi zmianę punktacji. Można grać po stronie A, można po B, a można sobie wszystko wymiksować. Autor gry proponuje też utrudnienie rozgrywki w postaci „gniewu bogów” – minusowe punkty dla gracza, który na choć jednym placu budowy nie postawi żadnego kamienia.

Imhotep / fot. Przystanek Planszówka

Egipt swój widzę ogromny!

Nie bardzo wiedziałam, czego się spodziewać, gdy trafiła do mnie gra Imhotep. Budowniczy Egiptu. Albo inaczej – nie sądziłam, że ta gra aż tak bardzo mnie zachwyci. Myślę i myślę, ale nie znajduję nic, co mogłabym wskazać jako minus. Gra zachwyca wykonaniem i grafiką. Łodzie, które dobijają do brzegów placów budowy, drewniane klocki imitujące kamienne bloki, z których konstruuje się prawdziwe budowle – to wszystko świetnie do siebie pasuje, działa i tworzy klimat. Zasady gry tłumaczy się błyskawicznie nawet tym, którzy z planszówkami nie są za pan brat. Rozgrywka jest wartka niezależnie od liczby graczy. Tytuł jest przyjemny i lekki, choć momentami trzeba nieźle pogłówkować. Wszak nie od razu Egipt zbudowano 😉