Od dawna jestem fanem wydawnictwa Devil Pig. Gdy pierwszy raz ujrzałem ich flagowy tytuł, czyli Heroes of Normandie wiedziałem, że to „must have”. Panowie spod znaku prosiaka mają świetne wyczucie i potrafią w prześmiewczy sposób podejść do podejmowanej tematyki. W przypadku Heroes of Normandie pożywką do karykaturalnych żartów były filmy sensacyjno-wojenne produkcji amerykańskiej lat 70tych i 80tych. Obiektem kpin stały się takie tytuły jak: Złoto dla zuchwałych, Tylko dla orłów, Wielka czerwona jedynka, O jeden Most za daleko, Najdłuższy dzień. We wspomnianej grze humor dotyczy głównie heroizmu w amerykańskim wydaniu. Ale nie tylko tym tytułem Diabelski Świaniak żyje.

Kharnage / fot. Przystanek Planszówka

Wojenny Młotek został zmiażdżony

Całkiem niedawno, w 2016 roku, panowie spod symbolu prosiaka postanowili obśmiać jeden z najbardziej znanych uniwersów – świat Warhammera. To, co na przełomie lat 2015/2016 zaserwowało Games Workshop swoim fanom, wydając na świat Age of Sigmar (Warhammer, Warhammer 40k, itp.) woła o pomstę do nieba wszystkich figurowych wyjadaczy. Zerwano z częścią konwencji, uśmiercono niektóre nacje występujące w grze, poddano dziwnemu liftingowi wizualnemu te armie, które pozostały. Był to po prostu kolejny zwykły skok na kasę. Niestety, w tym przypadku skok samobójczy, bo zmiany, które wydawnictwo zasugerowało, były nie do przyjęcia przez wyznawców świata „wojennego młotka”. Nastąpił masowy exodus.

Kharnage / fot. Przystanek Planszówka

Targnięcie się na świętość, czy zwykłe wytknięcie błędów

To zdarzenie w świecie gier stało się pożywką, którą każdy prosiak (w tym również ten diabelski) jest w stanie strawić. Postanowiono wyciągnąć ze świata Warhammera te elementy, które są najbardziej charakterystyczne i je uwypuklić, nadając im prześmiewczy charakter. W ten sposób powstała karciana gra Kharnage, która nabija się z kultowości bitewniaków, a szczególnie tego, o którym napominamy kilka wierszy wyżej. Co w związku z tym?

Ano, mamy w podstawowej wersji gry cztery grze armie: ludzi (odpowiednik imperium), krasnoludy, orków i gobliny. Każda armia ma swoich bohaterów, swoje jednostki oraz swój własny styl walki. W dwóch dodatkach dochodzą graczom najemnicy oraz kultowi umarlacy, czyli undead army.

Kharnage / fot. Przystanek Planszówka

Jakie jest założenie gry? Dość proste. Każdy z czterech graczy obejmuje dowództwo nad jedną z armii i rozpoczyna zmagania karciane z pozostałymi graczami walcząc o… wzgórze z kocem piknikowym. Tak, dokładnie, oto kolejna dawka humoru. W bitewniakach też dochodzi przecież do starć pomiędzy armiami o bliżej nieokreślone pagórki, ruiny, domki czy pola.

Kharnage / fot. Przystanek Planszówka

Tak jak w przypadku Heroes of Normandie, również w Kharnage urzekła mnie grafika na kartach, pudełku i w instrukcji. Kreska lekko komiksowa, niezwykle barwna, karykaturalnie uwypuklająca cechy jednostek. Jakość komponentów jest wydana wręcz wzorcowo. Nawet osobom, które stronią od grafik kreskówkowych, ta forma w tym konkretnie tytule powinna przypaść do gustu.

Kharnage / fot. Przystanek Planszówka

Na Diabelskiego Prosiaka, jak się gra w Kharnage?

Na początku na środku stołu ląduje karta ze wspomnianym celem naszej inwazji – czyli pagórkiem. Rozgrywka trwa cztery rundy. W każdym z tych etapów, gracze wystawiają przed sobą karty reprezentujące jednostki zgodnie z kartami strategii, którymi inicjują swoją turę. Karty te określają jasno, że np. gracz orków może w danej rundzie wyłożyć cztery jednostki i może tylko dokonać ataków wręcz, żadnych innych. Każda wyciągnięta jednostka ma ściśle wskazany rząd, w którym musi być ustawiona. Mamy do dyspozycji linię frontową, pośrednią i daleką, zarezerwowaną dla oddziałów strzeleckich. W grze obowiązuje również inicjatywa, która określa kolejkę wśród graczy.

Kulminacyjnym momentem rundy każdego gracza jest… rzeź na jednostkach należących do pozostałych graczy. Zliczamy więc siłę naszych jednostek, pamiętając jednocześnie, jaki rodzaj ataku możemy wykonać, a następnie likwidujemy przeciwników, odejmując ich punkty obrony od naszego ataku. Ważne jest to, że eliminujemy oddziały od tych najbliższych, do najdalej położonych. W przypadku piechoty możemy atakować tylko graczy sąsiadujących z nami, natomiast jednostki strzeleckie mogą niszczyć wrogów, którzy siedzą o jedną osobę dalej od nas (z podobnym mechanizmem spotkałem się w grze BANG!). Nadal obowiązuje nas zasada eliminacji szyków od najbliższych do najdalszych.

W przerysowany sposób zostali pokazani tu herosi poszczególnych frakcji, którzy mają specjalne zdolności. W bitewniakach są to wyjątkowe jednostki, które w zasadzie uchodzą za jednoosobowe armie.

Po każdej turze każdy gracz zlicza liczbę zniszczonych wrogich oddziałów i następuje punktacja. Pierwszy rozgrywający dostaje żeton z pięcioma czaszkami, drugi – z trzema, trzeci – z jedną. Ostatni musi obejść się smakiem i z zazdrością patrzeć w twarze zwycięzców. Po czwartej fazie zliczamy punktacje z wszystkich rund i wyłaniamy zwycięzcę gry. Ot, taki bezsens wojny.

Gdy opadnie bitewny kurz

Do tytułu podszedłem z przymrużeniem oka. Uwielbiam bitewniaki, ale ostatnio mało mam na nie czasu, a nade wszystko funduszy. Często sięgam więc po tytuły, które imitują nieco ten typ rozgrywki w formule planszówkowej. W mojej osobistej biblioteczce znajdują się już takie gry, jak wspomniany na początku Heroes of Normandie wraz z dodatkami, czy też Warhammer Diskwars. Teraz zaszczytne miejsce na mojej półce zajmie również Kharnage. Co więcej, zamierzam nabyć również dodatki, które można już znaleźć w sklepach. Dlaczego?

Kharnage / fot. Przystanek Planszówka

Po pierwsze cena. Podstawka to koszt około 90 zł, a dodatek 40 zł. Konia z rzędem temu, kto mi wskaże bitewniaka w tej cenie, nawet prostego w regułach i mechanice. Druga rzecz to czas rozgrywki. Na gry figurowe zazwyczaj poświęcamy dużo czasu, włączając w to malowanie naszych miniatur, przygotowanie rozgrywki – setup, zapoznanie się z zasadami no i samą rozgrywkę. Z żalem zauważam, że nie mam już na to czasu. Kharnage zajmuje mi od rozłożenia po zakończenie partii szumne 30 minut. Idealnie!

Jaką notę bym wystawił? W skali BGG dałbym temu tytułowi 7. Szybka rozgrywka, ładne wydanie i koszt zakupu – te elementy składają się na wystawianą przeze mnie ocenę. Gdyby zasady były nieco bardziej rozbudowane dałbym 8. Ale to oczywiście kwestia indywidualnych preferencji. Mnie prostota mechaniki i szyderstwo wydawcy są w smak.

PRZEGLĄD RECENZJI
Ocena:
7
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułPrzystanek Planszówka – odcinek 49 – Pola Arle
Następny artykułPrzystanek Planszówka – odcinek 50 – Zooloretto i Coloretto Amazonas
Lekkoduch o politologicznym zacięciu wymieszany z marketingiem i wstrząśnięty fotograficznie. Szkoły ukończył, studia ukończył, żona na stanie, kredyt na stanie, etat na stanie. Stabilny życiowo i emocjonalnie. Oto cały Ja