Królestwo bez króla!

Swego żywota dokonał niedawno władca miłościwie panujący w barwnej krainie, nie wskazawszy dziedzica tronu. Od razu rozpoczął się wyścig po koronę – nie obeszło się bez wojny! Każdy chce zawładnąć Królestwem, więc zażarcie będą walczyli o tereny na planszy. Trochę strategii i szczęścia może zakończyć to bezkrólewie.

Królestwo to wydana przez FoxGames gra strategiczna autorstwa Rikkiego Tahta dla 2-4 graczy w wieku od 10 lat wzwyż. W pudełku znajdziemy całkiem sporo  (dobrej jakości) elementów: mnóstwo żetonów (jednostki graczy i monety), różnego rodzaju karty, dwustronną planszę.

Królestwo / fot. Przystanek Planszówka

Oprawa graficzna jest ładna i kolorowa, ale bez szału, mało charakterystyczna. Instrukcja z kolei wygląda na włożoną do Królestwa przypadkiem. Jest bardzo trudna w odbiorze i chaotyczna. Po pięciu rozgrywkach zaczyna się już pamiętać, gdzie szukać konkretnych informacji, ale przy każdej kolejnej partii znajdzie się coś, co zostało przeoczone ostatnio, a właściwie miałoby jakiś istotny wpływ na grę.

Wszystkie jednostki w gotowości!

Przygotowania do wojny czas zacząć! Wybieramy odpowiednią stronę planszy w zależności od liczby graczy. Przydzielamy żetony i karty zgodnie z kolorami, losujemy konkretną liczbę kart specjalnych. Najpierw gracze muszą przejść przez fazę wstępną, jeszcze zanim zacznie się walka o ziemie Królestwa. Mając do dyspozycji aż 15 monet, mogą inwestować w powołanie jednostek na planszy, albo w licytację kart z umiejętnościami specjalnymi (które czasem wylosują się naprawdę ciekawe, a innym razem zupełnie nieinteresujące). Gracze wykonują w swojej kolejce jedną z tych czynności tak długo, aż wszyscy spasują.

Nastaje wiosna. Z każdą nową porą roku licytowana jest karta pierwszego gracza. Następnie przywódcy muszą wybrać jedną z 3 kart akcji:

  • ruch/atak,
  • powołanie jednostek,
  • dobranie 3 monet ze skarbca.

Wszyscy pokazują wybrane karty na forum.

Myślę, że działania tych kart nie muszę specjalnie wyjaśniać, są dość oczywiste, ale kryje się za nimi wiele wiele kruczków, które ciężko jest spamiętać – moim zdaniem psuje to trochę grę, bo co chwila trzeba sprawdzać czy w instrukcji czegoś na dany temat nie ma (a najprawdopodobniej jest).

Królestwo / fot. Przystanek Planszówka

Zaczynając od posiadacza karty pierwszego gracza, wykonujemy swoje akcje. Jako że instrukcja jest raczej trudna w zrozumieniu za pierwszym razem, to dopiero po kilku rozgrywkach będziemy wiedzieli co i jak. Na początku prawdopodobnie nie będzie nam się grało zbyt płynnie.

Opiszę krótko mechanikę ataku: wybrana przez nas jednostka (zgodnie ze swoimi możliwościami) może zaatakować jednostki przeciwnika. Napastnik musi zainwestować w to pewną ilość złota. Mówi, ile monet aktualnie posiada, po czym w tajemnicy wybiera dowolną ich liczbę i chowa w dłoni. Gracz atakowany musi zgadnąć, ile monet znajduje się w ręce przeciwnika. Jeśli mu się to uda, to unika ataku. Jeśli zaś nie, jednostka ta zostaje zdjęta z planszy.

Królestwo / fot. Przystanek Planszówka

Każdy gracz wykonuje swoje akcje, które wybrał na początku. Warto pamiętać o swoich wylicytowanych kartach specjalnych, ponieważ potrafią dać nam sporą przewagę (jak wyżej wspomniałam, niektóre są naprawdę super, a jest ich cała talia – choć w grze będziemy mieli jedynie 3, 4 lub 5 wylosowanych). Po zakończeniu kolejki nastaje pora na podsumowanie, przydzielenie przysługujących monet itd. Pora roku zmienia się na kolejną (przesuwamy znacznik) i ponownie wykonujemy te same czynności, co poprzednio. Jedyna różnica będzie zauważona w zimie, w której to wybieramy nie jedną, a dwie karty akcji i wykonujemy je w wybranej kolejności.

Naszym celem jest albo zdobycie zamku wroga, albo zajęcie jak największej liczby prowincji, albo – w przypadku remisu – zgromadzenie największej ilości złota.

Doświadczenie wojenne

Z tego, co udało mi się zauważyć, to jednostki podczas rozgrywki wykorzystuje się maksymalnie – szczególnie Piechurów i Obozy. To, że często ich brakuje, jest zamierzonym efektem – trzeba mądrze zarządzać swoimi monetami i przemieszczać oddziały. Co ciekawe, na początku gry, w początkowej fazie da się zauważyć pewien schemat powoływania jednostek: Obóz i Piechur na każdą prowincję.

Zasadniczo rzadko próbuje się atakować zamek przeciwnika – stanowczo częściej gracze walczą o zajmowanie jak największej liczby prowincji. Przejęcie centrum planszy, czyli Pieskowych skał najczęściej wiąże się ściśle z wygraną – dlatego wszyscy próbują zająć tę pozycję.

Królestwo / fot. Przystanek Planszówka

Karta pierwszego gracza w wariancie dwuosobowym w większości przypadków daje zwycięstwo. W pozostałych wariantach co najwyżej bardzo pokrzyżuje plany innych graczy. Jako że musimy ją za każdym razem wylicytować, to gracze jednak wolą nie przeznaczać na nią pieniędzy wcale.

Warto dodać też coś o oznaczeniach na kartach – kiedy już się rozumie, co znaczą, to znacznie ułatwiają rozgrywkę.

Wojna trwa cały rok… a to i tak za mało

Cała rozgrywka trwa przez 4 pory roku, czyli tury. To bardzo mało. Moim zdaniem jest to jeden z głównych powodów, przez które Królestwo nie zachęca do powracania do gry. W tak krótkim czasie nie jesteśmy w stanie zbudować sobie jakiegokolwiek poczucia stabilności w obecnej sytuacji. Dwa małe błędy (często wynikające z nieznajomości jednej z „miliona” drobnych zasad) i przegrywamy całą grę. W wariancie dwuosobowym da się zauważyć, że ten, kto pierwszy zacznie dominować, prawdopodobnie utrzyma tą dominację do samego końca – nie da się go przebić.

Chaotyczny rok wojny

Chaos panuje wszędzie – nie jesteśmy w stanie przewidzieć co się może zdarzyć, zatem nasze akcje wybierane są poniekąd w ciemno – szybko może się okazać, że nie mamy czym atakować lub poruszać się, a taką akcję wybraliśmy. Żeby móc cokolwiek przewidzieć, trzeba by rozpatrywać każdy możliwy scenariusz w każdej kombinacji. Jeśli mielibyśmy brać pod uwagę wszystkie te możliwości i aspekty, to musielibyśmy zrezygnować z tworzenia swojej strategii podbijania Królestwa. W moim odczuciu albo skupiamy się na przewidywaniu ruchów przeciwników, albo przeprowadzamy swoją strategię – nigdy oba na raz.

Królestwo / fot. Przystanek Planszówka

Mechanika niestety zabija wszelką interakcję. Nie możemy reagować na działania innego gracza na bieżąco, jedynie próbować ratować się innym wykorzystaniem swojej karty akcji. Jedyna interakcja, to tak naprawdę zgadywanie, ile monet trzyma w dłoni przeciwnik. To wszystko. Można co prawda próbować zawiązywać sojusze – ale ponownie – nie ma na to czasu.

Kiedy zapanuje pokój?

Królestwo jest jedną z tych planszówek, które w moim odczuciu są „przekombinowane” pomimo swojej prostoty. Odnoszę wrażenie, iż autor bardzo chciał stworzyć łatwą, szybką grę, do której napakuje maksymalnie dużo planowania, myślenia i strategii. Moim zdaniem jednak wyszło tak, że na to wszystko nie ma tam miejsca, nie da się tworzyć prawdziwej strategii. Ale nawet gdyby było więcej czasu, to mechaniki i zasady nie są na tyle zachęcające, żeby chciało  się do Królestwa wracać.

Opis na pudełku sugeruje nam prostotę zasad, jednak jest ona dość „powierzchowna” – sama mechanika trzech dostępnych akcji jest rzeczywiście łatwa, ale pod nią kryje się naprawdę wiele drobniejszych nakazów czy zakazów, które bardzo ciężko spamiętać (nawet z małą podręczną ściągawką).

Królestwo / fot. Przystanek Planszówka

Żeby nie poprzestawać na samym narzekaniu, wymienię też pozytywne strony. Elementem, który zasługuje na wyróżnienie, są karty zdolności specjalnych – znaczna ich część jest naprawdę ciekawa, wprowadza do gry wiele możliwości posunięć. Mimo swojej toporności, Królestwo może stanowić całkiem dobre wprowadzenie do gier strategicznych dla mniej wprawionych graczy, dzieci lub planszówkowych nowicjuszy. Może nauczyć zarządzania zasobami i podejmowania decyzji (choć raczej nie pokaże, jak myśleć długofalowo strategicznie). Już po pierwszej mojej rozgrywce, jeden z moich współgraczy stwierdził, że Królestwo to taka uboga mini wersja Gry o Tron (w którą sama nigdy nie grałam, więc mogę jedynie przekazać to odniesienie).

Podsumowując, Królestwo to gra strategiczna bez czasu na planowanie. Trochę chaosu, jak to na wojnie bywa. Im więcej graczy, tym ciekawiej się gra. No i kto by nie chciał mieć własnego Królestwa? Wygrana zawsze smakuje dobrze…

Dziękujemy Wydawnictwu

fox games logoza udostępnienie gry do recenzji

PRZEGLĄD RECENZJI
Ocena:
4,5
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułGalakta opowie ci legendę…
Studentka Gamedeca. Niemal zawsze wszystkim i wszystkiemu na przekór. Lubi rzeczy nietypowe i niekonwencjonalne, ale bez przesady. Swoją przyszłość chce wiązać z grafiką komputerową (i 2D, i 3D). Uwielbia zwierzęta (w szczególności własne – psa i fretkę), czasami grywa na basie.