– Panowie, oddajcie kapralowi Hicksowi magazynki, jesteście pod reaktorem terraformacyjnym, każdy strzał może naruszyć jego strukturę – powiedział sierżant Apone.

– A czym mamy zabijać obcych – brzydkimi wyrazami czy sarkazmem? – odpowiedział szeregowy Frost.

Lipcowa niepewność, październikowe jaskółki, listopadowy pewnik

Obcy dla innych temat Obcych, mi nie jest obcy. Tak można by zacząć nasz krótki tekst odnośnie dodatku do Legendary Encounter: Alien Deck Building Game, który ukazał się dzięki uprzejmości wydawniczej Panów z Upper Deck.

No trochę tym dodatkiem ludziom krwi napsuli. Po pierwsze: termin ukazania. Ten Add-on miał się pojawić w lipcu 2016, a formalnie zawitał na półkach sklepowych z początkiem grudnia. Wiem, że ludzie na Kickstarterze czekają czasami nawet dłużej, no ale jak się obiecuje konkretną datę, to raczej spinamy pośladki, aby terminu dotrzymać. Koniec końców datę przekładano jeszcze dwukrotnie. Najpierw październik, potem listopad, aż finalnie padła data: 7 grudnia.

Legendary Encounters: An Alien Deck Building Game Expansion / fot. Przystanek Planszówka

Druga sprawa, która otoczona była nimbem domysłów to informacja, czego w tym dodatku można się spodziewać. Lakoniczne opisy: „More Face Huggers, More ALIENS and finally, more ALIEN QUEEN” niewiele mówiły. Dopiero dwa tygodnie przed wydaniem zaczęły na profilu Upper Decka pojawiać się zdjęcia poszczególnych komponentów, co nieco rozjaśniło sytuację. Ludziom szczęki opadły, jak zobaczyli obcych ze skrzydłami. W zasadzie przez cały okres przygotowawczy skrzętnie pilnowano, aby żadne informacje nie wypłynęły w świat zbyt szybko.

Legendary Encounters: An Alien Deck Building Game Expansion / fot. Przystanek Planszówka

No i nastał grudzień

Dokładnie jak dziś pamiętam, że 22 grudnia zapukał do mych drzwi kurier i dostarczył mi pudełko. Cieszyłem się jak dziecko podczas pierwszej gwiazdki. Otwierałem pudełko ostrożnie. Pamiętam doskonale posty Tomka Dobosza: „tylko spokojnie, tylko spokojnie, tylko spokojnie”. Moim oczom ukazało się pudło o połowę mniejsze od podstawki. W środku znalazłem zestaw kart. Jest ich w sumie 400. W końcu ludzie z Upper Decka po fali hejtu związanego z bałaganem karcianym w podstawce, postanowili nieco pomóc graczom i teraz karty są sensownie podzielone.

 

Legendary Encounters: An Alien Deck Building Game Expansion / fot. Przystanek Planszówka

Kolejnym przyjemnym zaskoczeniem jest nowa mata. Tym razem jest to mrowisko Królowej. Tak, dobrze słyszeliście – Królowej! Królowa może być tylko jedna. Sycząca, wysuwająca swoją drugą szczękę i składająca jaja, aby z nich mogły powstać bezwzględne Alieny. Dobrze też się domyśliliście – jeden z graczy będzie odgrywał jej rolę, będzie miał swój własny deck, będzie kupował sobie umiejętności i z brutalną siłą unicestwiał innych graczy.

Legendary Encounters: An Alien Deck Building Game Expansion / fot. Przystanek Planszówka

Co mamy dalej? Przede wszystkim dwie nowe misje. Są świetne! Kompletnie nie dotyczą żadnego filmu, więc mamy powiew świeżości. Natomiast dla tych, którzy zakochani są w misjach z podstawki jest nie lada gratka: te same spotkania, ale w wydaniu HARD MODE.

Co więcej? A więc pojawiają się nowe postaci z filmów. Mamy więc Kane’a i Bretta z Ósmego pasażera Nostromo, mamy Drake’a i Gormana z Decydującego starcia. Pojawiają się Andrews oraz Morse z trzeciej części oraz Vriess i Elgyn z Obcego Przebudzenie.

Panowie z Upper Decka dali nam też zupełnie nowych bohaterów, a w zasadzie role do odgrywania podczas starcia z obcymi. Są to w większości androidy, ale mamy również fajną postać, która na starcie wnosi dwie karty do zagrywania do naszego decku.

Nowością oprócz Królowej jest talia kart tzw. Alien Soldierów. Te karty dodaje się razem z kartami z drone decka do naszej misji, aby rozgrywka była bardziej emocjonująca i oczywiście trudniejsza.

Legendary Encounters: An Alien Deck Building Game Expansion / fot. Przystanek Planszówka

Get away from her you bi…ch

Na ten moment czekałem! Jej królewskość w moich łapkach. Mógłbym tu powtórzyć opis tego, jak wygląda rozgrywka, lecz zainteresowanych zapraszam do mojej poprzedniej recenzji. Kwintesencją tego dodatku zapewne jest wprowadzenie gracza – Królowej. Ma on do dyspozycji swoją matę, swój własny deck. Realizuje działania w swojej turze no i oczywiście przeszkadza graczom. Ma na to kilka schematów. Może oczywiście zadawać im obrażenia, może dołożyć kartę z mrowiska do kompleksu, co więcej, może skraść nam kartę z HQ i zagrać ją następnie przeciw nam lub też dla odmiany może nas pozbawić jednej z kart z naszego decku. Wachlarz „przeszkadzajek” naprawdę spory. Jak dodamy do tego, że takiego uprzykrzacza możemy załatwić dopiero na sam koniec gry po zrealizowaniu celu ostatecznego, to ogarnia człowieka czarna rozpacz.

Final enemy

Czas na krótkie podsumowanie. Legendary Encounters: An Alien Deck Building Game Expansion zamówiłem przez drugi z rzędu sklep. Panowie z pierwszego, w którym miałem złożone zlecenie stwierdzili, że stracą renomę, gdy zirytowani klienci będą oczekiwać na dodatek, więc „po angielsku” wycofali się z dystrybucji produktu. Szkoda, bo byłoby taniej. Gra jak na dodatek wydawała się na początku dość droga, bo w granicach 200 zł.

Legendary Encounters: An Alien Deck Building Game Expansion / fot. Przystanek Planszówka

Niemniej zawartość rekompensuje ten wydatek. W boxie mamy znowu świetnie wydrukowane karty, jest ładna mata reprezentująca legowisko Królowej. Same smaczki dla konesera serii o obcym. Znowu stykamy się z tym świetnym klimatem. OK, troszkę obruszyły mnie latające Alieny, bo nieco zaburzyły mój obraz wroga z wszystkich części filmowych. Z drugiej strony pomyślałem sobie, że skoro w filmie pojawił się taki dziwoląg jak Predalien, to dlaczego nie skrzydła?

Rozgrywki przy dodatku nasyciły mój głód do wejścia na ekrany kin drugiej części Prometeusza pt. Alien: Covenant. Póki co, idę przeładować smartguna i wyruszam na kolejną samobójczą misję.