Przeczytaj instrukcję, mówili. Będziesz znał zasady, mówili. Nie wzięli pod uwagę, że wylądował statek Fluxx, aby zabrać nas w kosmos . Na początku był chaos… a potem nic się nie zmieniło.

Już jest, już puka do naszych drzwi! Właśnie doczekaliśmy się entej części z serii gier Fluxx, która tym razem przenosi nas między odległe konstelacje. Od teraz będziemy toczyli kosmiczny bój z innymi graczami o wartościowe fanty, które pomogą nam przy realizacji gwiezdnych celów.

Wydawcą gry są pewni mnisi, czyli Black Monk GamesGwiezdny Fluxx to nowa szata tej popularnej karcianki i zarazem nowe możliwości. W pudełku znajdziemy 110 kart oraz instrukcję. Gra przeznaczona jest dla 2-6 graczy, a średni czas rozgrywki zamyka się między 5. a 30. minutami.

O samym wyglądzie gry, jakości elementów i innych wizualnych kwestiach nie będę się wypowiadał, gdyż egzemplarz, który poddaję tej ciężkiej próbie recenzenckiej to prototyp, więc ostateczne komponenty mogą się (nie)znacznie różnić.

Gwiezdny Fluxx / fot. Przystanek Planszówka

Narodziny Fluxxa

Na początek warto „liznąć” nieco historii. Pierwsza gra z serii Fluxx ukazała się w 1996 roku za sprawą Andrew Looney’a, który jako autor stworzył ją na potrzeby swojej firmy wydawniczej. Gra stawała się coraz bardziej popularna. W 1999 roku wygrała prestiżowy konkurs Mensa Select, w którym pięć wybranych planszówek otrzymuje tytuł gier dobrych do ćwiczenia swojego umysłu. Idealny przepis na sukces, czyż nie?

Zasady spożywania posiłków w kosmosie – czyli z czym to się je?

Podstawy gry Fluxx się nie zmieniły. Otrzymujemy 3 startowe karty, wystawiamy na środek zasadę podstawową mówiącą Dobierz 1 kartę, Zagraj 1 kartę no i… gramy. Proste? A jakże! (Pssst… Ale tylko na początku).

W trakcje rozgrywki, gracze mają możliwość zmiany zasad lub ustalenia całkiem nowych. Pozwala na to karta w kolorze żółtym, o dźwięcznym tytule Nowa Zasada. Dzięki takim ruchom, uczestnicy kosmicznej przygody będą mogli wprowadzać do gry nowe reguły, których działanie jest respektowane natychmiastowo od razu po zagraniu. Nie pasuje ci dana zasada? Bam! Rzucasz kartę z nową zasadą, która dotyczy tej samej rzeczy (np. dobierania kart) i zastępujesz ją, odrzucając starą na stos. Trzeba jednak uważać, bo reguły które się wzajemnie nie wykluczają, obowiązują razem z pozostałymi. Może się więc zdarzyć tak, że będzie ich tyle, aż od myślenia rozboli nas głowa… a pamiętajmy, jesteśmy w kosmosie, tutaj nie ma miejsca na złe samopoczucie!

Gwiezdny Fluxx / fot. Przystanek Planszówka

Jak grać, żeby nie przegrać?

Naszym głównym celem w grze Gwiezdny Fluxx są… cele. A dokładniej – ich realizacja. By zostać zwycięzcą, wystarczy zrealizować jeden cel. Karty celów pojawiają się w grze, kiedy zostaną przez kogoś zagrane. Działają na wszystkich graczy jednocześnie. Może się zdarzyć, że w grze pojawią się dwa cele – nadal wystarczy tylko jeden do podbicia kosmicznej przestrzeni i zarazem osiągnięcia zwycięstwa. Jednak, aby móc w ogóle zacząć podchodzić do realizacji celów, musimy mieć przedmioty, które nam w tym pomogą. Takimi przedmiotami są właśnie fanty, czyli karty pomagające w osiągnięciu celu lub realizacji naszych niecnych planów poprzez wykorzystanie umiejętności. Tak, niektóre karty posiadają specjalne akcje, które można zagrać poza standardowym ruchem (np. dobranie i zagranie dodatkowej karty raz na turę lub kradzież fantu). Jest zatem wiele możliwości dobrania odpowiedniej strategii.

Aj, ty słodka puszysta kulko, odczep się ode mnie!

Wojna… Wojna nigdy się nie zmienia. Chyba, że w kosmosie – tu zmienia się wszystko

Gra idzie nam świetnie, zdobywamy kolejne fanty, zmieniamy zasady pod zaplanowane wcześniej ruchy i nagle… Zonk! Nie, nie ten kot w czarnym worku, a Zło, które przykleja nam się do jednego z fantów, a my od teraz nie możemy wygrać (chyba, że warunki zwycięstwa mówią inaczej). I co z tym zrobić? Wszystko lub nic. Musimy pozbyć się przylepy poprzez odrzucenie/oddanie zarażonego fantu lub sprawić, żeby zmieniły się warunki, które pozwolą na nasze zwycięstwo. I to w tej całej losowości jest dobre. Nigdy nie wiesz, co przydarzy ci się na niezbadanym terenie, więc miej plan, lecz nie planuj za dużo.

W grze Gwiezdny Fluxx, poza opisanymi wyżej kartami są jeszcze karty akcji, które wywołują opisaną na nich reakcję (przykład: Dobierz 5 kart, a następnie odrzuć 2 karty) lub wprowadzają inne ciekawe zamieszanie pozwalające przechylić szalę zwycięstwa na naszą stronę. Och, cóż za szkoda, że wymieniłem się z Tobą kartami, kiedy Ty miałeś 5, a ja tylko 1. Ups.

Ostatnim karcianym elementem rozgrywki są niespodzianki, które możemy użyć w swojej, jak i poza swoją turą, a ich efekt jest natychmiastowy. Ktoś wyłożył zasadę, która gryzie się z Twoimi kosmicznymi planami? Myślę, że Weto! załatwi ten problem. Warto jeszcze wspomnieć, że wydawca dołączył karty pomocy oraz dwie puste karty (Nowa Zasada i Akcja), aby gracze mogli wprowadzić swoje własne, autorskie, szalone ulepszenia. Zalecam więc chwycić za pisak i wygenerować jakąś czarną dziurę urozmaicającą rozgrywkę.

Gwiezdny Fluxx / fot. Przystanek Planszówka

Nie wiem co się dzieje, ale się dzieje…

Znienawidzony przez większość zapalonych graczy element – losowość, w grze Gwiezdny Fluxx odgrywa jedną z głównych ról. Muszę jednak stanąć w obronie, nim grad planszomaniakowych ciosów spadnie na ten tytuł. To nie jest zwykły „euras”, gdzie główkujemy, co gdzie postawić, ilu robotników wysłać czy też jakie pola zająć, by zdobyć przewagę. Gwiezdny Fluxx to gra, w której z założenia mamy nie wiedzieć, co nas czeka, bo zdarzyć się może wszystko. 2-3 minuty i nieoczekiwanie wygrałeś? To zagraj jeszcze raz, założę się o mój statek kosmiczny, że następna partia będzie zupełnie inna.

Houston, czy mamy problem?

Gwiezdny Fluxx obrywa trochę odpadkami kosmicznymi, jeśli chodzi o grę w dwie osoby. Ja osobiście podczas dwuosobowej rozgrywki nie odczuwałem satysfakcji z wygranej. Przy minimalnej liczbie graczy próbowaliśmy bardziej kombinować, więcej planować, a jak wiemy – losowość tej grze bardzo sprzyja. Rozgrywka kończyła się więc często niezadowoleniem jednego z graczy.

Sprawa ma się dużo lepiej przy większej liczbie osób. Właśnie wtedy rodzi się ów krytykowany przez wielu chaos, który według mnie jest jednym z głównych i bardziej charakterystycznych elementów tej gry. Tak jak na początku był chaos, tak tutaj cały czas być powinien (jednak cały czas kontrolowany, co za dużo to niezdrowo).

Gdybym miał się przyczepiać, tak jak przyczepia się Uroczy, Puchaty, Kosmiczny Stworek, to kolejnym elementem, który nie przypadł mi do gustu jest spora ilość tekstu na kartach (głównie Nowych Zasad). Gwiezdny Fluxx, jako gra imprezowa, w moim odczuciu powinien działać dosyć szybko, a akcje wykonywane przez graczy powinny zachowywać swoją płynność. Niestety, może się zdarzyć tak (a to jest niestety nagminne, jeśli dopiero zaczynamy swoją przygodę z Fluxxem), że gra się „przyblokuje”, gdyż gracz musi zapoznać się dokładnie z daną kartą, a te czasem potrafią zaskoczyć swoją ilością literek.

Jako sympatyk negatywnej interakcji, mogę śmiało stwierdzić: jeśli chcesz trochę podenerwować swoich znajomych, zagraj z nimi w Gwiezdnego Fluxxa. Nic nie da ci takiej satysfakcji, jak kradzież przedmiotu, który był elementem planu zwycięstwa twojego przeciwnika. O to właśnie chodzi! Dodatkowo regrywalność stoi na wysokim poziomie – a jakże! Przecież to duża liczba kart, a na nich zasady, które cały czas się zmieniają! Jakby to mogło działać inaczej?

Gwiezdny Fluxx / fot. Przystanek Planszówka

Podsumowanie lotu kosmicznego

Gwiezdny Fluxx to tytuł, który jest według mnie odpowiedni dla każdego. Dosyć szybki, z niskim progiem wejścia, dzięki czemu sprawdza się jako gra imprezowa (jeśli odpowiednio przygotujemy się do gry). Dodatkowo możliwość łączenia Gwiezdnego Fluxxa z innymi tytułami z tej serii sprawia, że można dopasować tematykę pod daną grupę graczy, tym samym poszerzając też możliwości samej rozgrywki. Niewielki rozmiar każdego z Fluxxów to bardzo przydatna cecha podczas podróży, więc jeśli chcemy, możemy nawet polecieć z nim w kosmos. Jestem pewien, że tam też znajdziemy miejsce do gry.

Podsumowując – biorąc ten tytuł w „growe obroty”, możemy spodziewać się dobrej zabawy w dosyć przystępnej formie. Warto dać mu szansę i sprawdzić go na własnym skafandrze… to znaczy skórze!

Dziękujemy Wydawnictwu Black Monk za przekazanie gry do recenzji.

Black Monk logo