Zawsze lubiłem mało eksploatowane tematy. Takie, który mogą poruszać wyobraźnię, sprawiać, bym znów poczuł dreszczyk z powodu odkrycia czegoś nowego. Dla mnie jednym z takich motywów jest właśnie Antarktyda. Lodowe pustkowie, na którym nie ma zbyt wiele życia, a które w pewnym sensie może być wielką kopalnią informacji czy surowców.

Właśnie dlatego gra Antarktyda od razu mnie zainteresowała. Po szybkim wyszukiwaniu informacji w Google dowiaduję się, że mam wcielić się w rolę „naukowca”, którego zadaniem będzie budowanie baz naukowych, transport naukowców i surowców, a także tworzenie farm hodowlanych. Dla mnie bomba, z miejsca mnie tym kupili! Jednak czy chwytliwy opis to wszystko, co oferuje ta gra? Czy może jednak naprawdę warto ją kupić?

Zanim przejdziemy do dalszej części recenzji, wspomnę tylko, że Antarktyda jest grą z serii Egmont Geek, która jest skierowana do bardziej doświadczonych graczy. Ach, kolejna rzecz, którą musimy sprawdzić!

Pośród lodowych pustkowi

Zacznijmy standardowo, od mechaniki gry. Antarktyda została zaprojektowana dla dwójki, trójki lub czwórki graczy, a czas gry określono na 45-90 minut. I już tutaj muszę Was ostrzec – gdy dwójka rywali zaczyna partię, muszą oni wiedzieć, że nic dobrego z tego nie wyniknie. Rozgrywka potrafi się wtedy strasznie dłużyć, zdarzają się impasy i puste oczekiwanie. Dlaczego? Ano przez jeden z największych plusów Antarktydy. System punktowania. Odnosi się on do czterech rzeczy: punktowania stref, torów badań, kart budowy i zasobów odrzuconych. A działa mniej więcej tak, że gracz, który przoduje w danej dziedzinie, zbiera nie tylko swoje Punkty Zwycięstwa, ale także i swoich przeciwników. Drugi gracz dostaje ich tyle, ile wynosi wartość kostki pierwszego i tak dalej. Tworzy to niesamowite możliwości rozgrywki!. To niecodzienne podejście daje miejsce na machlojki i matematyczne kalkulacje. Ale tylko, gdy gra więcej niż dwóch graczy.

Antarktyda / fot. Egmont.pl

Gdy rozgrywka jest prowadzona przez minimalną liczbę graczy, zdarzają się momenty impasu, lub po prostu „pustogrania”, by zobaczyć, co zrobi przeciwnik. Słaaabe!

Dobra, czas na krótkie streszczenie, jak w ogóle się w to gra. Plansza jest podzielona na 8 sektorów, a każdy z graczy dysponuje przynajmniej dwoma z nich. Słońce, które porusza się odwrotnie do wskazówek zegara, wyznacza aktualną turę. W ciągu niej musimy przenieść statek do innego, wybranego przez nas sektora. Potem wykonujemy opcjonalne akcje: wzniesienie budynku, budowa statku, zatrudnienie naukowców, dokonanie postępu w badaniach lub pas (ta ostatnia akcja jest przez twórców niezalecana, w grze na dwie osoby zdecydowanie nadużywana).

W zasadzie to tyle. Wygrywa gracz, który wykorzystał swoich wszystkich naukowców lub wzniósł ostatni budynek. Całość składa się w dość przyjemną rozgrywkę. Znajdzie się tu miejsce na kombinowanie, na matematykę ale i na intuicję. Wszystko to jednak musimy robić przynajmniej we trójkę.

Widok zza pradawnego lodu

Co można powiedzieć o wykonaniu? Ano wiele! Porządny karton został użyty do wykonania większości elementów. Nie gnie się, od wypraski odchodzi nadspodziewanie łatwo, a także jest w miarę odporny na zarysowania. Karty są pokryte antypoślizgową powłoką, przez co wygodnie trzyma się je w dłoni. W zasadzie jedno stwierdzenie odda ducha całego wykonania: porządne. Grafiki są ładne, wszystko jest nad wyraz czytelne. I osobiście bardzo się cieszę, że do wykonania naukowców i słońca wykorzystano drewno, a nie coraz popularniejszy plastik.

Antarktyda / fot. Przystanek Planszówka

Jedyne, co średnio mi się podobało, to pudło. Spokojnie mogłoby być mniejsze, przez co wygodniej byłoby grę przechowywać. A tak jest dosyć duża i nieporęczna. Ale może to tylko szukanie dziury w całym…

O instrukcji słów kilka (naprawdę kilka)

Instrukcja to pięta Achillesowa Antarktydy. Zasady są dosyć proste, mechanika też, ale sposób opisania ich w instrukcji jest naprawdę koszmarny. Musiałem przeczytać ją kilka razy, wiele powtórzyć i poukładać sobie w głowie, zanim zrozumiałem o co chodzi. Do tego beznadziejnie stworzone ramki. Rozumiem, że miała to być pomoc przy zilustrowaniu zasad, ale tego tak się nie robi. Powinny być one mniejsze (teraz zajmują jedną trzecią strony, a dałoby się je skutecznie „odchudzić”) i znajdować się obok przykładu, a nie na kolejnej stronie.

Wszyscy gotowi? Czas ruszać w nieznane

Podczas pisania tej recenzji zadawałem sobie pytanie, jak ocenić Antarktydę. Z jednej strony mamy ciekawie rozwiniętą mechanikę, proste zasady i porządne wykonanie. Z drugiej – niesamowitą trudność w rozgrywce dla dwóch graczy i słabą instrukcję. Ciężko było mi podjąć decyzję, a nawet wciąż jest. Pozostanę więc po środku. Uznam grę za dobrą, ale nie wyśmienitą. Porządną, zbudowaną na solidnych podstawach, jednak w procesie tworzenia coś komuś poszło nie tak. Dotyczy to przede wszystkim wariantu dwuosobowego, bo przy większej liczbie graczy minusy Antarktydy przestają już nam przeszkadzać, a gra daje poznać swoje niewątpliwe plusy.

Plusy:

  • wykonanie
  • ciekawa mechanika przyznawania punktów
  • prosta mechanika

Minusy:

  • acz zawile opisana
  • zaczyna się dobrze grać przy trójce+ graczy
  • co najwyżej „porządna gra”

Dziękujemy wydawnictwu Egmont

Kraina z kreska2za przekazanie gry do recenzji

PRZEGLĄD RECENZJI
Ocena:
7
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułDominion Online. Czy miedziak brzęczy cały czas tak samo?
Następny artykułBetsy Ross. Pasjans i historia pewnej flagi

Człowiek z milionem pomysłów kłębiącymi się pod lekką łysiejącą czupryną. Zawsze pozytywnie nastawiony stara się przekazywać innym dobrą energię. Studiuje to, co kocha najbardziej, czyli projektowanie gier. Poza tym nałogowo gra, czyta książki i uczy się gotować coś innego poza jajecznicą. Na pytanie, czy dałby radę nauczyć się chińskiego nie odpowiada, że to trudne, czasochłonne, tylko dowiaduje się, na kiedy termin.